„Molly” Agnieszka Lingas-Łoniewska wyd. Burda Książki

Za niektórymi ludźmi nie da się nie obejrzeć, nie można ich nie zauważyć i jeśli raz zagoszczą w sercu i głowie pozostaną już na zawsze. Czy tego chcą czy nie, oni po prostu zwracają na siebie uwagę, jednocześnie mogą wnieść nieprawdopodobny blask, ale i cień, o mrocznym zabarwieniu. Szaleni, zbuntowani, zawsze w kontrze wobec większości, lecz czy w rzeczywistości są tacy? Czasem to jedynie maska, za którą kryje się samotny, zraniony człowiek, próbujący nie odczuwać bólu po raz kolejny, bo to mogłoby go złamać nieodwracalnie.

 

Molly żyje chwilą, w dużej mierze krzywdzi siebie, chociaż woli myśleć, że wykorzystuje ludzi. W jej życiu smutek pojawił się bardzo wcześnie i naznaczył wieloma ranami. Spotkanie z Wiktorem staje się punktem zwrotnym, nawet jeśli do tego nie chce się przyznać, coraz więcej myśli o tym, co było i jak to na nią wpłynęło. Gdzieś, głęboko w niej, jest mała, radosna i beztroska dziewczynka, która później przekonała się, że jej pragnienie miłości spotkało się z odrzuceniem. Dotychczasowe związki były namiastką uczucia jakiego zawsze chciała, ale niestety to, co otrzymywała było jedynie okruchem tego, co dawała. Pojawienie się Wiktora zakłóca status quo jakie stworzyła z kimś podobnym do niej samej, on jest dla niej szansą, chociaż tego nie dostrzega, natomiast zauważa to kto inny. Do tej pory mogła liczyć tylko na jedną osobę, żyła na swoich zasadach bez patrzenia w przyszłość. Czy da się zapomnieć o przeszłości i rozpocząć nowy rozdział w życiu? Melania nauczyła jak przeżyć w świecie gdzie nie było nikogo, kto by ją rozumiał, nie tylko ona. Teraz nadszedł czas wyboru, pomiędzy tym, co zna i czymś, czego pragnęła, ale bała się o tym marzyć. Jednak każde z nich ma tajemnice, które oddalają ich od siebie. Kluczem do ich przyszłości jest przeszłość, ale czy będą umieli użyć go?

 

"Molly" jest słodko-gorzką historią, w której widać jak na dłoni jak można na opak pojmować miłość, ile ona znaczy dla człowieka i do czego są zdolni ludzie, gdy ją źle rozumieją. To również opowieść o przyjaźni, przeradzającej się w drogę do samozatracenia w imię lojalności. Agnieszka Lingas-Łoniewska odkrywa przed czytelnikiem skomplikowaną stronę uczuć, w których nie ma niczego oczywistego, chociaż dla wielu wydają się proste i takie może są pod warunkiem, iż nie towarzyszą im sekrety. Melania, Wiktor i Robson, troje ludzi tkwiący w emocjonalnym klinczu, jacy w innej sytuacji mogliby stworzyć paczkę przyjaciół. Bohaterowie są wrażliwi, chcący pomóc innym, jednak wszyscy mają w ręce znaczone karty i tylko chwila dzieli ich od wpadki. Każde z nich boi się powiedzieć głośno to, co tkwi w nim jak zadra. Pisarka genialnie pokazuje siłę skomplikowanych uczuć, uzależniających i raniących, lecz będących jedyną ostoją jaką dostrzega się w ślepej, życiowej, uliczce. Postacie nie pamiętają innych wzorców, a pojawienie się kogoś odmiennego od nich stwarza konflikt pomiędzy tym, co jest i co mogłoby się wydarzyć, pokazuje także, że będą musieli dokonać wyboru czy stawią czoła temu, co ich spotkało i pójdą dalej czy dalej będą się pogrążać. „Molly” ma w sobie wiele radości, ale nie takiej beztroskiej, lecz podszytej strachem przed przyszłością i pragnieniem przeżycia jak najwięcej tu i teraz, bo jutro jest niepewne oraz stoi pod znakiem zapytania. Tytułowa bohaterka chwyta życie garściami i stara się  niego wycisnąć jak najwięcej, wielu dostrzega tylko ochronną maskę, a nie to, co kryje się pod nią. Lektura "Molly" jest niesamowitym przeżyciem, emocje obecne są cały czas, a czytelnik czuje się jak na huśtawce, raz pędzi w dół i żołądek podchodzi mu do gardła jak zakończy się scena, by za chwilę znowu wspinać się na sam emocjonalny szczyt. Agnieszka Lingas-Łoniewska nakręca uczuciową sprężynę do granic możliwości, a kiedy wydaje się, że już więcej się da jeszcze dokręca jeszcze śrubę. "Molly" to top topów. Wzruszająca, gorzka, słodka, pełna ciętego humoru, ale przede wszystkim do bólu prawdziwa i szczera. Niesamowita książka, w której widać jak na dłoni jak łatwo zranić człowieka, zniszczyć go i jednocześnie jak trudna bywa droga do zaleczenia ran. "Molly" nie jest historią o prostym uczuciu, ale o miłości prawdziwej, jaka jest szansą uwierzenia w przyszłość. To również powieść o ludziach, którzy popełniają błędy, mają tajemnice, lecz pragnących miłości jak niczego innego w życiu.

 

"Życie od nowa" Izabela Grabda (wyd. Inanna)

Spróbujmy wspólnie odpowiedzieć sobie na pytanie, czego my kobiety tak naprawdę oczekujemy od naszych mężczyzn, będąc w związku, czy małżeństwie? Często bowiem zdarza się tak, że nawet po wielu latach spędzonych u boku naszego współmałżonka czujemy się tak, jakbyśmy chodziły w przyciasnym sweterku. Niby z pozoru dobrze na nas leży, a jednak głębszy oddech wziąć w nim trudno. Przecież nie mamy powodów do narzekań. Mąż nas nie bije, pracuje, przynosi pieniądze na życie, jest dobrym ojcem. Dlaczego więc wiele kobiet ciągle czuje ten ucisk na sercu, myśląc każdego dnia o tym, jak wygląda ich wspólne życie? A może nam się zwyczajnie w głowach poprzewracało i nie potrafiąc docenić tego, co mamy stałyśmy się niewdzięczne. Otóż nie. Moje drogie szczęśliwy związek winien opierać się na trzech podstawowych filarach. Przyjaźni, partnerstwie i miłości. Jeśli te trzy płaszczyzny nie tworzą spójnej całości, to nawet jeżeli mąż nas nie tyranizuje, jest przykładnym ojcem, a w naszym domu panuje spokój, my możemy nigdy nie zaznać prawdziwego szczęścia.

 
Niestety wiele kobiet ograniczanych przez konwenanse, przysięgę małżeńską, czy też świadomość tego, że ten mężczyzna jest ojcem ich dzieci, godzi się na życie szarej myszki, poświęcając swoje marzenia i pragnienia dla dobra rodziny. Czasami potrzeba dużo czasu, a nawet swego rodzaju życiowej rewolucji, abyśmy uwierzyły, że można żyć inaczej, lepiej. Czas wreszcie wyjść z cienia i pomyśleć o sobie. Chciałoby się rzec, że na zmiany nigdy nie jest za późno. Tylko, jak to w życiu bywa niestety powiedzieć łatwo, ale przeistoczyć słowa w czyny jest już o wiele trudniej.
 
No dobrze, dość już tych dywagacji. Zapewne zastanawiacie się, dlaczego podejmuję się tego rodzaju rozważań. Wszak mężatką nie jestem. Owszem, nie będziemy mówić o mnie, a o życiu głównej bohaterki powieści Izabeli Grabdy „Życie od nowa” - Malwiny. Nasza bohaterka jest szanowaną panią dyrektor Bielawskiego przedszkola. W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy poznawać jej życie, kobieta od niespełna roku jest wdową. Nie rozpacza jednak po śmierci męża, a wręcz czuje ulgę. Pamiętacie, jak na wstępie recenzji pisałam o poczuciu noszenia ciasnego sweterka? W przypadku pożycia małżeńskiego Malwiny i Arka można śmiało powiedzieć, że mężczyzna przywdział żonie gorset, który mocno zaciśnięty ograniczał ją praktycznie w każdym aspekcie przez dwadzieścia lat. Mąż nigdy jej nie wspierał, nie popierał także jej dążenia do tego, aby się rozwijać. Ingerował we wszystko, co robiła, szukając okazji, aby sprawić jej przykrość. Ich codzienność przesiąknięta była nudą i rutyną. Malwina nie mogła nawet pozwolić sobie na swobodę w ubiorze, czy makijażu, aby za chwilę nie usłyszeć obraźliwych inwektyw pod swoim adresem. Jak widzicie, uprzykrzać komuś życie można na wiele sposobów.
 
Teraz Malwina może wreszcie jak wskazuje sam tytuł książki zacząć swoje życie od nowa, do czego usilnie namawia ją przyjaciółka Kasia i dwójka jej dorosłych już dzieci. W staraniach o nowe lepsze życie Malwiny nie ustaje także jej sąsiadka. Samej Malwinie trudno jest uwierzyć w to, że powinna otworzyć się na zmiany i pozwolić im zaistnieć. Żyjąc przez tak wiele lat z kimś, kto nieustannie podcinał jej skrzydła, nie potrafi na nowo uwierzyć w siebie. Gdyby tylko wiedziała, jak bardzo los ją wkrótce zaskoczy. A wszystko za sprawą niefortunnej pomyłki, a może przeznaczenia i ujmująco przystojnego mężczyzny o niezbyt pochlebnej reputacji. Piotr mocno namiesza w jej życiu, ale czy wyjdzie jej to na dobre? A może przyniesie rozczarowanie i łzy. O tym musicie przekonać się już sami, sięgając po książkę.
 
Z przykrością, ale i nadzieją muszę przyznać, że autorka oddała w nasze ręce bardzo życiową i autentyczną historię. Z przykrością, ponieważ niestety jest wiele kobiet, które w tej książce odnajdą cząstkę samej siebie i mocno utożsamią się z życiem Malwiny u boku Arka. Niestety wiele z nas ciągle pozwala się tłamsić i niszczyć sobie życie przez tych, z którymi połączyłyśmy się przed ołtarzem. Uwięzione w kajdanach kontroli i obaw przed tym, co ludzie powiedzą, spychamy swoje pragnienia tylko do sfery marzeń. Mam jednak także nadzieję, że wszystko, o czym owe kobiety przeczytają na kartach tego tytułu stanie się dla nich motywacją i doda im sił, żeby wreszcie zawalczyć o siebie. Malwina jest przekonana, że w jej wieku na wszystko jest już za późno, ale los udowodni jej, że niczego w życiu nie można być pewnym. Dlatego nigdy nie mówmy nigdy. Tylko czy ten, który będzie chciał zburzyć mur, jaki Malwina wokół siebie zbudowała, ma na pewno czyste intencje. A może to, co się o nim mówi w okolicy to prawda i lepiej trzymać się od niego z daleka. Sprawdźcie to koniecznie sami.
 
„Życie od nowa” to emocjonalna i niezwykle prawdziwa historia o ludziach takich samych jak Ty i ja. Autorka poprzez bardzo kontrastową kreację postaci pokazała, że jesteśmy różni, ale wszyscy pragniemy zaznać prawdziwej miłości. Jest to poruszająca, piękna i zabawna opowieść o wyjątkowej przyjaźni, marzeniach i pragnieniach, które mają szansę się urzeczywistnić, jeśli znajdziemy w sobie siłę, aby zamknąć za sobą drzwi przeszłości i odwagę, by zaryzykować i zacząć wszystko od nowa.
 
Jestem pełna uznania dla autorki, że w tak stosunkowo niewielkiej objętościowo, bo niespełna dwustu stronicowanej wykreowała tak wartościową i refleksyjną historię Czyta się ją niezwykle lekko i przyjemnie. Przystępny język i swobodny styl pisania, którym posługuje się Pani Izabela, sprawi, że książkę przeczytacie w mgnieniu oka, ale macie moje słowo, że długo o niej nie zapomnicie.
 
Pamiętajcie mamy tylko jedno życie. Przeszłości się nie cofnie, ale póki żyjemy, przyszłość stoi przed nami otworem i jeśli my sami dla siebie o nią nie zawalczymy, nikt za nas tego nie zrobi. Nigdy nie rezygnujmy z siebie i swoich marzeń.
 

„Awers” Adrian Bednarek, Ryszard Ćwirlej, Hanna Greń, Marta Guzowska, Izabela Janiszewska, Robert Małecki, Marta Matyszczak, Małgorzata Rogala, Magda Stachula, Bartosz Szczygielski, Mariusz Zielke, Przemysław Żarski (wyd. Czwarta Strona)

Zło jest wszędzie, czai się i wykorzystuje moment by zaistnieć. Nie musi czekać na chwilę słabości, wyrachowany i zimny plan nie zawsze jest konieczny. Czasem wystarczy kilka sekund gniewu albo strachu lub coś, co wyzwala siłę do odebrania drugiemu człowiekowi życia. Nie ma zbrodni doskonałej, niekiedy jedynie ogół nie dowiaduje się kim jest jej sprawca, lecz zawsze ktoś wie, kto za nią stoi.

 

Słowa mają moc, raz powiedziane pozostają, wcale nie są aż tak ulotne jak mogłoby się wydawać. Do czego mogą prowadzić? To już zależy do kogo były skierowane i co ważniejsze jak były zrozumiane. Niekiedy stają się impulsem by spróbować wymierzyć to, co wydaje się sprawiedliwością, ale czy na pewno tak jest? Nie ma zbrodni bez motywu, on zawsze gdzieś jest, to on kieruje ręką, która zadaje cios. Nie zawsze musi być on wykonany z zamiarem zabicia, bywa, że jest gestem obronnym, lecz ma swój zabójczy koniec. Kłamstwo ma podobno krótkie nogi, jednak czy naprawdę tak jest? Uważny obserwator może zauważyć detale, poddające w wątpliwość to, co większość bierze za prawdę, ale jaka jest rzeczywistość? Ona rzadko ma barwy czarno-białe, za to wiele w niej odcieni szarości i czerwieni. Ofiara czy kat? To pytanie wcale nie ma zero-jedynkowej odpowiedzi, świat jest skomplikowanym mechanizmem, a człowiek co i rusz wyłamuje się z prostego schematu. Jego pragnienia, tajemnice, sekrety bywają pobudką do zabójczych czynów, wystarczy sekunda by wszystko spowiła krwawa mgła.

 

Jak w ciągu kilku godzin przeczytać dwanaście doskonałych kryminałów? Recepta jest bardzo prosta, wystarczy sięgnąć po antologię „Awers”, w niej znajduje się dokładnie tyle opowiadań, które od pierwszych zdań nie pozostawiają złudzeń, że czytelnik otrzyma suspens z najwyższej półki. Wydawałoby się, że krótsza forma wymusi spłycenie treści, ograniczy morderczą inwencję twórców i będzie jedynie bladą kopią ich książek. Nic bardziej mylnego, jak już się nieraz przekonałam mniejsza forma wcale nie oznacza skrótów i gorszej jakości. Wprost przeciwnie, czytający otrzymują prawdziwą esencję tego, co ich zachwyca w powieściach. W „Awersie” ani razu nie pomyślałam, że którakolwiek historia jest zbyt krótka, za każdym razem otrzymałam kryminał, nie pomijający niczego, nie pozostawiający niedokończonych wątków, za to będący równie intrygujący jak pełno objętościowa książka. Pewnych twórców znałam, z innymi dopiero miałam morderczą przyjemność zawrzeć znajomość i jak się okazało był tylko jeden minus – zbyt szybki koniec, lecz wynagradzany tym, iż na kolejnych stronach mogłam zanurzyć się w kolejną zagadkę kryminalną. Dwanaście intrygujących opowiadań, odsłaniających to, co chciano ukryć, o czym starano się zapomnieć, zatrzeć ślady lub po prostu wymagało wymierzenia sprawiedliwości. Wina i kara wcale nie są swoim naturalnym następstwem, tak samo jak i triumf dobra nad złem, niektóre sekrety pozostają nimi, a dwunastu autorów obnażyło mechanizmy nimi rządzące. Każda opowieść ma w sobie to „coś”, sprawiające, iż zaskoczenie towarzyszy nieustannie, a koniec zaskakuje nie jedynie swoim nadejściem, ale tym, co z sobą przynosi. Prostych zakończeń nie ma w żadnym z utworów „Awersu”, za to jest odkrywanie mrocznej strony człowieka, jego słabości, skomplikowanych ścieżek ludzkiej egzystencji oraz tego jak czasem łatwo odebrać życie …

 

 

 

"Córka nazisty" Max Czornyj (wyd. Filia)

 

Umysł ludzki jest bardzo złożonym mechanizmem, który działa na sobie tylko znanych zasadach. Choć wielu naukowców, psychologów i terapeutów stara się odkryć tajemnicę jego funkcjonowania, to nigdy do końca nie możemy być pewni, jaki wpływ będą miały na niego nasze przeżycia, traumy stres, czy choroba. Każdego dnia o słuszności tego stwierdzenia przekonuje się główna bohaterka powieści Greta. 84-letnia kobieta choruje na Alzheimera. Choroba plącze jej myśli. Coraz bardziej odbiera jej umiejętność prawidłowego postrzegania rzeczywistości, ale także nie pozwala uporządkować trudnych i bolesnych doświadczeń z przeszłości, które przypadły na czas II wojny światowej. Jedyne, o czym nasza bohaterka jest przekonana to fakt, że jest córką kapitana SS, który bez skrupułów pozbawiał życia niewinnych ludzi. Te wspomnienia dręczą ją i nie pozwalają zaznać tak potrzebnego u schyłku życia spokoju. Choć od kiedy pamięta, stara się, choć w niewielkim stopniu odkupić winy ojca, to swój stan odbiera jako pokutę za to, że tkwi w niej gen zła, który ją również czyni złą i w żaden sposób nie da się tego zmienić.
 
Przewodniczką po tym pełnym lęku, niepewności i obaw świecie wspomnień, która pomaga Grecie zapełnić coraz więcej powstających w jej głowie luk, jest psycholog Alicja Nowińska. Niestety trwająca już wiele lat terapia nie przynosi większych rezultatów. W momencie, kiedy terapeutka informuje Gretę, że niestety będą musiały przerwać terapię dzieje się coś, czego nikt by się nie spodziewał. W ręce starszej kobiety trafia niezwykły pamiętnik, którego autorką jest Anna. Dziewczynka, która wspólnie z matką w czasie wojny trafiła do obozu. Na pożółkłych kartkach pamiętnika Greta pozna wstrząsającą, bezkompromisową prawdę, która albo ją pogrąży, albo ofiaruje upragniony spokój. Bo czasem, droga ku miłości i wyzwoleniu z kajdan demonów przeszłości wiedzie przez piekło, które musimy przeżyć na nowo.
 
Moje słowa, że Greta, decydując się na lekturę pamiętnika, przeżywa piekło tamtych czasów na nowo, potraktujcie bardzo dosłownie. Oczami Anny bowiem widzimy i niemalże czujemy okrucieństwo człowieka wobec człowieka. Autor bezkompromisowo opisuje czytelnikowi cierpienie i upokorzenie, którego doznają bezbronni ludzie. Pogrążeni w niepewności jutra modlą się o przetrwanie i życie swoje i swoich bliskich. A ci, w których rękach leży ich los mają za nic wartość ludzkiego życia. Więźniowie obozu odzierani są z godności i człowieczeństwa. Jednak mimo silnych emocji, które wzbudza w Grecie czytanie zapisków Anny, dziewczyna staje jej się coraz bliższa,  a ulotne wspomnienia zaczynają układać się w logiczną całość. Tylko czy na pewno ten choćby chwilowy przebłysk świadomości będzie prawdą, jaką Greta chciałaby poznać, a może lepiej o niej zapomnieć i nigdy więcej do niej nie wracać? O tym musicie przekonać się już sami.
 
„Córka nazisty” to wciągająca i poruszająca powieść obyczajowa, której podzielona na dwie płaszczyzny czasowe fabuła przenosi nas do czasów holokaustu. Nie jest to jednak w żadnej mierze powieść historyczna. Na kartach książki odnajdziemy historię kobiety, na której teraźniejszości bardzo mocno odbiły się lata z jej młodości. Wówczas jej oczy widziały, a serce odczuwało, tragiczne przeżycia, których uczestnikiem, ani świadkiem nigdy nie powinien być żaden człowiek. Nie zdradzę Wam niczego więcej ponadto, że autor w pewnym momencie w bardzo zaskakujący sposób łączy ze sobą wydarzenia mające miejsce w odległych przecież od siebie czasach, co skutkuje zakończeniem, którego zupełnie się nie spodziewałam.
 
Tytuł ten był moim pierwszym spotkaniem z prozą Maxa Czornyja, ale na pewno nie ostatnim. Opowieść, którą autor oddał w nasze ręce, wzbudziła we mnie wiele emocji. Podczas lektury książki czułam się głęboko poruszona, nie tylko mocnymi i opowiedzianymi wprost wydarzeniami, ale także świadectwem pięknej miłości i oddania w wielu jej wymiarach. Książkę czytałam z ogromną ciekawością i zaangażowaniem, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się, czy Anna i jej matka zdołały się uratować, jak również, czy Greta wreszcie zazna zbawiennego ukojenia i wyciszy targające nią wyrzuty sumienia za cudze grzechy.
 
Oczywiście gorąco zachęcam Was do tego, abyście Wy również sięgnęli po tę książkę i zaczytali się w powieści o miłości wbrew przeciwnościom, odkupieniu, przeszłości, która nie pozwoli o sobie zapomnieć, dopóki prawda nie ujrzy światła dziennego. Zapewniam Was, że książka trafia wprost do serca czytelnika i nie pozwala się od siebie oderwać. Zarówno Anna, jak i Greta stają nam się bardzo bliskie. A kilka niespodziewanych zwrotów akcji z pewnością was zaskoczy.
 
Na zakończenie zostawiam Wam cytat znaleziony jakiś czas temu w internecie, który nieustannie krążył w mojej głowie podczas czytania książki, a który doskonale wpisuje się w fabułę książki.
 
 
"Każdy z nas posiada rozdział, którego nie chce przeczytać nikomu... a czasem nawet nie chce pamiętać o jego istnieniu".