"Ostatnia szansa" Małgorzata Kasprzyk (wyd. WasPos)

Ewa jest młodą, piękną i inteligentną kobietą, która wiedzie szczęśliwe życie. Właśnie skończyła studia i chce się usamodzielnić. Ma jednak świadomość, że jej życie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby nie miłość i serdeczność wujka Waldka, który zaopiekował się dziesięcioletnią wówczas dziewczynką po tragicznej śmierci jej rodziców. Dziewczyna jest ogromnie wdzięczna bratu matki za to, że kiedy straciła najbliższe swojemu sercu osoby, on podjął się wychowania jej i od tego momentu traktował ją, jak własną córkę. Jest jednak coś, co nie daje naszej bohaterce spokoju. Waldek, mimo że jest już mężczyzną w średnim wieku, nigdy się nie ożenił. Siostrzenica jest przekonana, że stało się tak, ponieważ poświęcając się opiece nad nią oraz pracy w świetnie prosperującej firmie, której jest prezesem, zupełnie zapomniał o sobie i zepchnął swoje życie prywatne na boczne tory. Właściwie popadając w pracoholizm, zupełnie je stracił. Ewa ma wyrzuty sumienia i czuje się  winna samotności wuja, tym bardziej, teraz kiedy ona za chwilę wyfrunie z rodzinnego gniazda i pójdzie własną drogą. Jest przekonana, że gdyby tylko się postarał poznałby kobietę, z którą mógłby ułożyć sobie życie. Jest atrakcyjnym mężczyzną i wiele kobiet zwraca na niego uwagę, choć on sam niestety tego nie zauważa. Ewunia, jak zwykł zwracać się do niej Waldek, nie chce, aby wracał on po pracy do pustego domu, dlatego postanawia dopomóc jego szczęściu, gdyż, jak sądzi, jest to ostatnia szansa, by mógł zaznać miłości i szczęścia, na które bez wątpienia zasługuje u boku kobiety, która zechce mu je ofiarować. Dziewczyna ma już w głowie plan, jak znaleźć odpowiednią kandydatkę na swoją ciotkę, ale... No właśnie jest jedno ważne, ale. Ewa jest jedną z tych osób, które szybciej działają niż myślą, co już niejednokrotnie przysporzyło jej problemów i stawiało w niezręcznych sytuacjach. Co więcej, nie przewidziała również tego, że może wpaść we własne sidła i także się zakochać. Sprawdźcie koniecznie, jaki finał będzie miał ten niecodzienny pomysł, a zapewniam Was, że będzie działo się naprawdę dużo.

 
Z pełnym przekonaniem uważam, że „Ostatnia szansa” powinna zostać zekranizowana. Fabuła książki to doskonały materiał na komedię omyłek, bo właśnie taką zabawną, wzruszającą i lekką opowieść na kartach tej książki odnajdzie czytelnik, który zdecyduje się po nią sięgnąć. Jeśli jednak zagłębimy się trochę bardziej w wykreowaną przez Panią Małgorzatę Kasprzyk opowieść, wówczas dostrzeżemy, że poza elementem typowo humorystycznym zostały w niej również poruszone bardzo ważne życiowe aspekty. Takie jak więzi rodzinne, wpływ przeżyć z młodości na późniejsze życie osobiste, bo jak się przekonacie podczas lektury, Ewa dopatruje się przyczyn kawalerstwa Waldka zupełnie gdzie indziej, niż ma to miejsce w rzeczywistości. A także skrywane wiele lat uczucia oraz wspaniała kobieca przyjaźń.
 
I chciałabym, żebyśmy w tym miejscu zatrzymali się na troszkę dłuższą chwilę, ponieważ wątek przyjaźni Ewy i Hani pracownicy, a jednocześnie najbliższej w firmie Waldka mu osoby jest bardzo piękny i warto zwrócić na niego uwagę. Choć Ewę i Hanię dzieli pokolenie to więź, która się między nimi zrodziła, jest wyjątkowa. Myślę, że nie będzie nadużyciem, jeśli napiszę, że w starszej koleżance Ewa może odnaleźć, to co utraciła wraz ze stratą matki. To właśnie Hani się zwierza, to u niej może szukać wsparcia i dobrych rad. A co najważniejsze Hania jest dla dziewczyny głosem zdrowego rozsądku i bezstronnym okiem ocenia sytuację, kiedy nad Ewą znów zaczyna brać górę jej wada. Sam Waldek również często prosił Hanię o rozmowę na temat Ewy, wszak, jej wychowanie nie zawsze należało do najłatwiejszych.
 
Książka łączy w sobie wszystko to, co ja cenię sobie w literaturze, czyli emocje, humor, mądrość i autentyczność. Ne tylko z uwagi na fabułę, ale także na bohaterów, których polubiłam od pierwszej chwili i którym mocno kibicowałam. Każdy z nich zasługuje na to, by kochać i być kochanym, a Wy przekonajcie się koniecznie, czy miłość zagości w ich życiu.
 
Na zakończenie nie pozostaje mi już nic innego, jak tylko gorąco zachęcić Was do zaczytania się w tej powieści. Jest to książka, która sprawdzi się idealnie jako lektura na wakacje do czytania na plaży, bądź na leżaku w ogrodzie. Wszystko,  co przygotowała dla nas autorka, wprawi Was w doskonały nastrój, wciągnie bez reszty, a także wzbudzi Wasze emocje. Ta ciepła i urokliwa opowieść skradnie serce czytelnika. Ponadto lekkość pióra, którym posługuje się Pani Małgosia, sprawi, że książkę przeczytacie w mgnieniu oka i będziecie chcieli więcej, a to według mnie najlepsza dla niej rekomendacja.

"Zatrute serca" Angelika Ślusarczyk (wyd. WasPos)

Nic, co dzieje się w naszym życiu nie pozostaje bez wpływu na naszą przyszłość i na nas samych. Mówi się, że to, co nas spotyka i czego doświadczamy, kształtuje naszą osobowość i wpływa na to, jaką drogą życia podążymy oraz jakich wyborów dokonamy. Niestety zapewne wszyscy zgodzimy się z tym, że życie to trudny przeciwnik, który mając sobie za nic nasz ból i cierpienie potrafi nas bardzo boleśnie doświadczyć. Często podnosząc się z kolan po kolejnym ciosie zadanym nam przez los, przepełnieni żalem i złością zadajemy sobie pytanie „Dlaczego ja?”. W poczuciu niesprawiedliwości rozpamiętujemy zdarzenia, które sprawiły, że wszystko, w czym do tej pory odnajdowaliśmy bezpieczną przystań, źródło szczęścia i spokoju, wszystko, co stanowiło naszą siłę, rozpada się, jak szklanka. Od tej chwili już nic nie jest takie jak dawniej. Bo czy raz rozbitą szklankę da się ponownie posklejać, tak by nie dostrzec na niej śladów doznanych zniszczeń? Musimy jednak pamiętać kochani, że jeśli będziemy nieustannie żyć wspomnieniami trudnych, a często nawet traumatycznych zdarzeń, które nas dotknęły, pielęgnując w sobie negatywne uczucia i emocje, wówczas będziemy zatruwać nasze serca. Zatracając się w tym, co już było i minęło i na co już teraz nie mamy wpływu, możemy nie dostrzec swojej szansy na to, by zacząć wszystko od nowa.
 
Zapewne teraz zastanawiacie się, dlaczego zdecydowałam się poruszyć z Wami dziś ten temat. Przyznaję się przed Wami otwarcie, że sama z siebie pewnie nigdy bym się na to nie zdecydowała, wszak mówienie o przeżyciach, czy też osobach, które w jakikolwiek sposób zatruły nasze serca, jest bardzo trudne. Każdy z nas bowiem ma w pewnym stopniu zatrute serce, choć być może nie zdajemy sobie jeszcze do końca z tego sprawy. Ze mną było podobnie do momentu, kiedy sięgnęłam po książkę Angeliki Ślusarczyk  - „Zatrute serca”, której mój blog Kocie czytanie ma ogromny zaszczyt i przyjemność patronować i z której recenzją dziś do Was przychodzę.
 
Kiedy zaczęłam poznawać historię, którą skrywają karty tej książki, bardzo szybko przekonałam się, że jest to opowieść, w której każdy z nas odnajdzie cząstkę samego siebie. Mało tego, każdy z nas mógłby stać się jej bohaterem. Poznajemy bowiem Klarę, młodą dziewczynę, która już jako dziecko doświadczyła goryczy cierpienia, jaką jest utrata ukochanej osoby. Śmierć matki w tragicznym wypadku odcisnęła na niej znaczące piętno i choć dziś jest już dorosłą kobietą, to jednak ciągle nie potrafi pogodzić się z tą stratą. Sytuacji nie ułatwia również obecne życie rodzinne naszej bohaterki. Mieszka ona bowiem z ojcem, który w domu jest niemalże rzadkim gościem i jego żoną, która jest wyrafinowaną, wredną babą. Toksyczna macocha traktuje pasierbicę, jak pomiotło, podczas gdy przed mężem odgrywa perfekcyjną rolę wspaniałej kobiety.
 
Jest jeszcze coś, co od dawna tkwi niczym bolesna drzazga w sercu Klary. Kobieta czuje się zdradzona i oszukana przez przyjaciela, który zerwał z nią kontakt w momencie, kiedy najbardziej go potrzebowała. Marcel był dla niej kimś wyjątkowym. Dziś my czytelnicy jesteśmy świadkami tego, jak chłopak ponownie zjawia się w jej życiu. Jednak teraz oboje są już zupełnie innymi ludźmi. Wiedzą, że słowo przepraszam to za mało, aby wybaczyć i zapomnieć. Przekonajcie się sami, czy tę przyjaźń da się jeszcze uratować, a może lepiej jest czasami po prostu pozwolić komuś odejść.
 
Klara, mimo że jest atrakcyjną kobietą i wzbudza zainteresowanie płci przeciwnej, nie jest zainteresowana atencją mężczyzn. Wszystko zmienia się, jednak gdy pewnego dnia wybiera się do klubu ze znajomym z pracy i tam spotyka nieznajomego o pięknych oczach, których już nigdy nie zapomni. Spojrzenie tych oczu zostanie z nią na zawsze. Nasza dwójka coraz częściej na siebie wpada i jak możecie się domyślać, rodzi się między nimi uczucie. Wydawać by się mogło, że teraz nastąpi szczęśliwe zakończenie i Klara wreszcie będzie mogła zaznać tak zasłużonego szczęścia, miłości i bezpieczeństwa u boku ukochanego. Niestety i tym razem niczego nie może być w swoim życiu pewna. Stąpająca dotychczas twardo po ziemi dziewczyna, gdzieś w głębi duszy czuje, że ten mężczyzna nie jest dla niej. Obawiając się, że jego też straci, jak wszystkich, których kochała i którzy byli dla niej bliscy, łaknie go i jego bliskości.
Sięgnijcie koniecznie po książkę i sprawdźcie, czy rozum wygra zmagania z sercem. Jak ta jedna, tak bardzo ważna decyzja zmieni jej życie? Czy zamknie swoją bezpowrotną przeszłość i dostrzeże wartość tego, co tu i teraz.
 
Mimo, że główną bohaterką powieści jest Klara, to mamy również rozdziały poświęcone jej drugoplanowym bohaterom. Z nich właśnie możemy dowiedzieć się, co niszczy ich zatrute serca. Jakie kłamstwa, decyzje, złe wybory, tajemnice wpłynęły na to, jak teraz wygląda ich życie. Każdy z nas bowiem został zraniony i zranił. Niestety często musi minąć dużo czasu, abyśmy otworzyli oczy i zrozumieli swoje błędy.
 
Jak widzicie „Zatrute serca” to trudna, ale nad wyraz prawdziwa historia, która na pewno zostanie z nami na bardzo długo i da nam wiele do myślenia. Autorka zostawiła w niej dla nas piękne przesłanie, aby pomimo przeciwności spotykających nas niemalże każdego dnia nie zamykać się w żalach i pretensjach. Pielęgnować piękne wspomnienia i walczyć o swoje. Doceniać ważnych dla nas ludzi, bo nigdy nie wiadomo, jak długo będzie nam dane cieszyć się ich obecnością. Cieszmy się każdą piękną chwilą w życiu i dzielmy się tym szczęściem z innymi, a ono na pewno do nas wróci.
Z tą piękną myślą Was zostawiam i jeszcze raz zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę. Jestem przekonana, że zaczytacie się w niej bez reszty i trafi ona wprost do Waszych serc.

"Bezlitosna siła. Mars" Agnieszka Lingas-Łoniewska (wyd. Burda Książki)

Stawienie czoła wyzwaniu, jakim jest miłość, nie jest prostym zadaniem, zwłaszcza gdy szansa na poznanie wciąż była odbierana. Jednak wbrew okolicznościom warto zawalczyć o nią, nawet jeśli wydaje się to szaleństwem, bo kto powiedział, że to właśnie nie najlepszy moment by w końcu zacząć czuć i marzyć? Czasem po prostu trzeba światu wyrwać tę odrobinę normalności i spróbować ją rozmnożyć na kolejne dni, miesiące, lata …

 

On jest całkiem inny niż mężczyźni z jakimi do tej pory miała do czynienia. Ona należy jego zdaniem do całkiem innej ligi, do której jemu podobni nie mają wstępu. Ale czy tak jest w rzeczywistości? Pozory mogą mylić, Liwia przekonała się o tym na własnym przykładzie, codziennie także widzi jak inne kobiety muszą walczyć o swoje bezpieczeństwo i odzyskanie siebie samej. Darek powinien skupić się na tym, co od lat tkwi jak cierń w jego sercu oraz umyśle, lecz czy można być obojętnym przy kimś takim jak ta kobieta? Nie jest jedną z wielu i wzbudza uczucia o jakich musiał zapomnieć. Ich przeszłość kryje wiele tajemnic, bolesnych, wciąż dających o sobie znać, więc może nie są tak różni od siebie jak myślą? Mars na ringu jest szalony, zrobi wszystko by zwyciężyć, a jaki jest w poza nim? Liwia odkrywa kogoś kogo nie spodziewała się. Tych dwoje do tej pory walczyło w pojedynkę, teraz mają wspólny cel, lecz rzeczywistość, w której egzystują jest skomplikowana i łatwo nie daje wygrać.

 

Kobieta po przejściach i mężczyzna z przeszłością, jedno i drugie z dramatem w tle, oboje doświadczeni przez los, ale i rzucający mu wyzwanie. Czwarty i ostatni tom cyklu Bezlitosna Siła jest emocjonalnym huraganem, w jakim dominują silne uczucia oraz nietuzinkowi bohaterowie, wyraziści, pełni sprzeczności, ale przede wszystkim walczący o miłość bez względu na wszystko i wszystkich. Wcześniejsze postacie serii pozostają niezapomniane, tak samo jak i to, co było ich udziałem, jednakże historia Liwii i Darka nie jest jedynie zakończeniem, a prawdziwym cliffhangerem całego cyklu. Agnieszka Lingas-Łoniewska nokautuje tym, co przygotowała dla czytelników, gdyż nim wszystkie wątki znajdą swój finał, przed bohaterami walka o to, czego zawsze pragnęli, lecz wciąż im było nie dane zdobyć. Pisarka zadbała również by nie zabrakło gorącej atmosfery i piekielnie emocjonalnej fabuły równie interesującej lub nawet bardziej niż we wcześniejszych tomach. Dramat, humor i łamanie stereotypów są piorunującą mieszanką. Czytelnicy powinni przygotować się na lekturę w jakiej nie zabraknie kontrastów, pasji i akcji, każda część  Bezlitosnej Siły powoduje szybsze bicie serca, lecz na finiszu będzie ono musiało zmierzyć się z nie lada wyzwaniem.

Agnieszka Lingas-Łoniewska jest autorką, nie pozwalającą czytelnikowi na obojętność podczas lektury swoich książek. Jak nikt inny przechodzi  od łez do śmiechu i od namiętności do prawdziwej walki. W "Marsie” zostało zebrane to, co w jej twórczości najlepsze - humor, sensację, dreszczowiec, niezapomnianych i przede wszystkim nieszablonowe osobowości,  za pomocą, jakich poruszane są bezkompromisowo trudne tematy, bez niedomówień i zgodnie z rzeczywistością.  Ta seria to niesamowita podróż z ludźmi, wiedzącymi jak wygląda prawdziwe zło, lecz pomimo krzywd jakich doznali umiejącymi dostrzec szansę miłość.

Toksyczne związki rodzinne, tak naprawdę nie będące przeszłością, chociaż tak by mogło się wydawać, wciąż mające wpływ na postacie oraz pomoc innym jako namiastka tego, czego nie można dać komuś bliskiemu stanowią drugie dno powieści. Autorka pokazała również prawdziwy mechanizm współuzależnienia ofiar od kata, coś co wydaje się niewyobrażalne dla osób postronnych. W ostatniej odsłonie cyklu widać najbardziej jak trudno zaufać komuś - nawet człowiekowi, którego się kocha i ile trzeba włożyć wysiłku by zobaczyć szansę na coś nowego i ją wykorzystać. W Bezlitosnej sile nikt oraz nic nie jest takim jak się wydaje i każdy nosi  swoją historię - jedni mroczniejszą od innych

 

 

 

 

„Kolacja z Tiffanym” Agnieszka Lingas-Łoniewska (wyd. Burda Książki)

Przypadku nie da się uniknąć, zwłaszcza niektóre osoby są z nim na ty i nie powinny być w ogóle zdziwione tym, iż pojawia się on tak często w ich życiu. W końcu co dziwnego w towarzystwie dobrego znajomego? Może jedynie powstać niejaki problem, jeśli los ze złośliwym uśmieszkiem dołączy się do tej kompanii. Wówczas w takim trójkącie będzie się zapewne wiele dziać, ale nuda nie grozi nikomu, ewentualnie trochę zamieszania z dużą dozą chaosu gdy dołączą jako przyjacielskie wsparcie. A potem to już wszystko zdarzy się i jeszcze więcej, szczególnie kiedy do gry dołączą uczucia oraz tajemnice.

 

Trzeba mieć naprawdę dobrego anioła stróża, który będzie co i rusz przekuwał katastrofy w coś zupełnie odwrotnego. Natalia Lisek naprawdę miała szczęście do tych drugich, a co do tego pierwszego, no cóż w przypadku Macieja Granickiego trudno powiedzieć, że jest wysłannik niebios, chociaż … cierpliwość na pewno anielską ma. W kontaktach ze swoją nową pracownicą wykazuje ją na pewno, zresztą nie tylko ją, bo co jak co, ale panna Lisek ma talent do tworzenia prawdziwej komedii omyłek, w jakich odgrywa główną rolę i jakoś tak wciąga przypadkiem w nie swoje nowego szefa. Humor na pewno Granickiemu przyda się, a nuda na pewno nie zagości w jego pobliżu, ale byłoby to zbyt proste w przypadku Natalii, bo jak wiadomo przyciąga kłopoty jak magnes. Czy najnowszym będzie słynny Tiffany, złodziej biżuterii? Czasem dbanie i interesy firmy to, coś więcej niż praca, zwłaszcza kiedy uczucia, drogocenne błyskotki i tajemnice zaczynają tworzyć wątki jak z romantycznego hollywoodzkiego przeboju, a przecież temu gatunkowi Natalia stanowczo mówi NIE! Ale czym innym jest ckliwy film, a zupełnie czym innym rzeczywistość, będąca o wiele ciekawsza niż to, co wymyślili scenarzyści!

 

Takich książek nie spotyka się często na polskim rynku wydawniczym, ja znam kilka i są to między innymi wszystkie książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej. Humor, kryminalny wątek no i ci bohaterowie, którzy od razu stają się przyjaciółmi, za jakich trzyma się kciuki od pierwszej do ostatniej strony, bo wiadomo, że pisarka przygotowała dla nich niezły maraton perypetii humorystyczno – uczuciowych. Komedię, wbrew pozorom, nie tak łatwo napisać, rozśmieszyć siebie jest dość prosto, w końcu wiemy co nas śmieszy i znamy się dobrze, lecz większe grono to już sztuka. W przypadku „Kolacji z Tiffanym” udało się to po mistrzowsku i od strony splotu okoliczności jak i samych postaci. Autorka postawiła nie tylko na komizm sytuacyjny, ale także słowny, a jeśli do tego dodać osoby głównych bohaterów to dostajemy gotowy przepis na lekturę, podczas jakiej pierwszorzędna rozrywka jest gwarantowana nieustannie. Dodatkowym smaczkiem jest to, iż Agnieszka Lingas-Łoniewska nie na darmo jest „dilerką emocji”, gdyż i tych drugich nie brakuje w książce. Wiadomo nie od dziś, że nie tak trudno jest przedobrzyć lub mówiąc otwarcie zbytnio polukrować historię i same postacie. Jednak w przypadku powieści Agnieszki Lingas-Łoniewskiej dostajemy osobowości  jakim przesłodzenie nie grozi, za to czytelnicy o  nich nie zapomną. Pisarka wyobraźnia i wprost nieograniczona pomysłowość daje popalić, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu, postaciom i czytelnikom, oczywiście z uśmiechem na ustach – jednych i drugich. „Kolacja z Tiffanym” to po prostu gotowy scenariusz na kinowy przebój, w jakim słowo katastrofa nabierze całkiem nieoczekiwanego oblicza tak jak i złodziejski fach. Ale nim upomną się o tę książkę filmowcy czytelnicy będą mieli doskonałą lekturę.