"Klub Pana G." Maya Frost (wyd. LipstickBooks)

Czasem codzienność okazuje się całkiem inna od tej jaka był oczekiwana. Przeszłość wspominana jest z nutką zazdrości, teraźniejszość po prostu jest brana taka jest, natomiast przyszłość wydaje się zaplanowana i mało satysfakcjonująca. Czy niczego nie da się zmienić, tak by być zadowolonym ze swego życia? Może wystarczy po prostu skorzystać z szansy, która pojawia nagle i przypadkowo?

 

Nie tak dawno Milena wiodła inne życie, czy lepsze? Na pewno takie z jakiego była bardziej zadowolona, chociaż przecież chciała wyjść za mąż za Adama. Problem w tym, że nie jest tak jak sobie to wyobrażała, zresztą to, co jeszcze niedawno było dla niej pewne stanęło pod znakiem zapytania. Spotkanie z Gabrielem daje jej impuls jakiego potrzebowała, chociaż czy postąpiłaby tak ciut wcześniej? Zainteresowanie budzi w niej to, co wydawało się już jedynie pragnieniem, pozostającym tylko w sferze marzeń. Czy jest gotowa na to, co przyniesie ta znajomość? Mężczyzna ma swoje tajemnice, jego propozycja jest dość śmiała, lecz również wnosząca coś, czego chciała. Skorzystać z okazji do odmiany? A może zrezygnować z zaproszenia? Gabriel raczej nie jest dobrą wróżką, chociaż Milena czuje się jak Kopciuszek, jakie role są im pisane? Plany mają to do siebie, iż niekiedy idą w całkiem innym kierunku niż się spodziewano, pewność czasem przegrywa z niespodziewanym zwrotem sytuacji. Wystarczy chwila by dużo stracić, lecz czy też cokolwiek więcej zyskać?

 

Podobno zakazany owoc kusi najbardziej, a jeśli otacza go sekretny klimat tym bardziej trudno mu się oprzeć. W wersji książkowej przybrał postać "Kluba Pana G.", pikantnej historii, w której zabierają głos marzenia kobiety, podobnej do wielu, ale mającej odwagę je urzeczywistnić jak niewiele. Maya Frost  śmiało debiutuje, pokazując, że zmysłowe fantazje przełożone na słowa są emocjonującą lekturą, z zakończeniem zaskakującym i całkowicie nieprzewidywalnym. To nie do końca kolejna opowieść o Kopciuszku, chociaż bohaterka po części czuje się jak on, jednak w tym przypadku scenariusz kryje w sobie niejedną niespodziankę. Autorka krok po kroku odsłania marzenia i pragnienia, ale stawia i pytania, do jakich odpowiedzi wcale nie tak łatwo udzielić, chociaż w pierwszym momencie zdają się od razu pojawiać się. Warstwa emocjonalna ze zmysłową wcale nie musi się kłócić, chociaż nie tak łatwo połączyć je w całość, do tego są potrzebne odpowiednio wykreowane postacie oraz fabuła, w której tabu zastąpione jest odkrywaniem siebie z wielu stron. Gdzieś pomiędzy codziennością i sekretnymi pragnieniami jest miejsce, gdzie można stać się kimś innym lub spróbować poznać swoje pragnienia. Gotowi na "Klub Pana G.", gdzie uczeń może przerosnąć mistrza, a niepozorność bywa zwodniczą iluzją?

"Złudne nadzieje"Adriana Rak (wyd. WasPos)

Wszyscy pragniemy kochać i być kochani, ale często będąc zakochanymi, przestajemy być ostrożni. Nie bez przyczyny mówi się, że miłość jest ślepa. Dając ponieść się emocjom i uniesieniom tego jakże pięknego uczucia, bardzo często bagatelizujemy sygnały, które mogą świadczyć o tym, iż już wkrótce to, co teraz wygląda tak pięknie, może niestety zamienić się w koszmar. Miłość może stać się przykrywką do tego, aby schwytać nas w pułapkę i niepostrzeżenie ściągnąć nas do czeluści piekielnych, czym teraz stanie się nasze życie. 

 
Drogi czytelniku dziś przychodzę do Ciebie po to, aby zabrać cię do tajemniczego świata brudnych interesów, mrocznych sekretów, przemocy i namiętności. Świata, w którym ludzkie życie nie ma żadnej wartości, a najmniejsze nawet nieposłuszeństwo jest surowo karane. Jeśli już tam trafisz, masz bardzo nikłe szanse, aby wyrwać się z kajdan podporządkowania oraz nieustannej kontroli i wieść dalej normalne życie. O ile w ogóle zdołasz ocalić swoje życie. Czy jesteś na to gotowy? 
Jeśli odważysz się zaryzykować, to poznasz to bezwzględne środowisko dzięki najnowszej książce Adriany Rak - „Złudne nadzieje”, którą blog Kocie czytanie ma ogromny zaszczyt i przyjemność objąć swoim patronatem medialnym. 
 
Na jej kartach poznajemy bowiem wstrząsającą i trudną historię młodej kobiety Natalii, która poznając Adama, była przekonana, że to jest właśnie taki mężczyzna, jakiego potrzebowała. Wszystko układało się świetnie i tak miało być już na zawsze, ponieważ para planuje ślub. Niestety w momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy wkraczać w życie naszej bohaterki, pragnienie spędzenia reszty swoich dni u boku ukochanego jest już tylko historią. Dziś Natalia marzy o tym, aby być jak najdalej od mężczyzny, który stał się jej tyranem i oprawcą. Przemoc fizyczna, którą nieustannie wobec niej stosuje, stała się dla niego sposobem na rozładowanie frustracji i odreagowanie po wszelkich niepowodzeniach w ciemnych interesach, które prowadzi. Samą Natalię traktuje jak swój prywatny towar na sprzedaż. Codzienność kobiety wypełniona jest lękiem, bólem i bezsilnością. Widzimy, że jest już pogodzona z tym, jak wygląda jej wegetacja, bo trudno to nazwać życiem. Robi wszystko, aby łagodzić napady wściekłości Adama, ale to nie wystarcza, aby uniknąć upokorzeń i poniżenia z jego strony. Wie, że zasięgi jego wpływów są tak szerokie, że nie będzie w stanie od niego odejść. Nadzieje na życie bez jego codziennej tyranii wydają się złudne. Kobieta czuje się zbyt słaba, aby móc zawalczyć o siebie. I pewnie sparaliżowana strachem konsekwencji, nie znalazłaby nigdy w sobie odwagi na to, aby spróbować zawalczyć o lepsze życie dla siebie, gdyby nie pewna wiadomość, która w obliczu tego, przez co przechodzi, wydawała się najgorszym, co mogła teraz usłyszeć, ale jednocześnie jest to moment pewnego przełomu w jej życiu. Natalia wie, że nie ma nic do stracenia, a jedynie może zyskać szansę, która najprawdopodobniej nigdy więcej się nie powtórzy. Postanawia zaryzykować wszystko i spróbować uciec. Ku jej ogromnemu zaskoczeniu nie jest sama. Poza bliskimi jej sercu osobami jest jeszcze ktoś, dzięki komu może być wolna. W najśmielszych nawet wizjach planu ucieczki nie przypuszczała nawet, że jej wybawcą okaże się człowiek, który jako pierwszy zniszczył jej życie. Daniel, bo to o nim mowa, jest jej byłym, z którym od lat nie utrzymywała żadnych kontaktów. 
 
To zaledwie niewielki ułamek tego, co przygotowała dla nas autorka, a jak widzicie, już rodzi się w nas wiele bardzo ważnych pytań. Co sprawiło, że Natalia postanowiła postawić wszystko na jedną kartę i uciec? Jaka przeszłość łączy ją z Danielem? W jaki sposób mężczyzna ją skrzywdził? No i oczywiście najważniejsze na ten moment pytanie, czy próba ucieczki się powiedzie? Oczywiście, aby uzyskać odpowiedzi na nie wszystkie, sami musicie sięgnąć po „Złudne nadzieje”, do czego gorąco Was zachęcam, ponieważ ja nie zdradzę niczego więcej. 
 
Spójrzmy jednak na sytuację Natalii nieco szerzej, a bardzo szybko zdamy sobie sprawę z tego, że ewentualna wolność nie gwarantuje jej upragnionego spokoju i spalenia za sobą mostów do trudnej przeszłości. Jak pisałam wcześniej, Adam to bezwzględny drań, który, jak nie trudno się domyślić nie puściłby płazem tego, co zrobiła Natalia. Ktoś taki nie pozwoli z siebie kpić. Bez wątpienia kobieta znajduje się w sytuacji nie do pozazdroszczenia, z której nie ma już odwrotu. Przekonajcie się koniecznie, czy pożałuje swojej decyzji. 
 
Aby jednak nie było tak mrocznie siłą i nadzieją na to, że cierpienie nie jest jedynym, co przygotował dla Natalii los, są jej najbliżsi i paradoksalnie Daniel. To oni starają się przywrócić jej wiarę w to, że jeszcze wszystko się ułoży. Daniel chce chronić swoją dawną miłość przed karzącą ręką psychopaty, który miał być jej mężem. Mężczyzna czuje się winny tego, przez co przechodzi jego młodzieńcza miłość, gdyż wie, że gdyby nie zrobił tego, co zrobił, jej życie byłoby zupełnie inne. Ponadto wreszcie przyznaje sam przed sobą, że nigdy nie zapomniał o tej wspaniałej kobiecie. Uczucia odżywają na nowo. Daniel chce zrobić wszystko, aby odzyskać ukochaną. Nie myślcie jednak, że będzie to, takie proste. Wszak kobieta po przejściach, co więcej ich wspólna przeszłość nie jest tu bez znaczenia. Mało tego Daniel również nie jest kryształową postacią i obawia się tego jak  jego "maleńka", jak zwykł do niej mówić, zareaguje, kiedy pozna prawdę o życiu, jakie prowadzi. 
 
Złudne nadzieje” to zupełnie inna od tej, z której dotychczas znaliśmy twórczość autorki jej odsłona. Bez wahania mogę stwierdzić, że jest to świetny materiał na ekranizację filmową. Macie moje słowo, że poczujecie się bardzo pozytywnie zaskoczeni. Niemalże od pierwszych zdań książki poczujecie cały wachlarz emocji, które nie opuszczą Was aż do końca, a nawet jeszcze dłużej, ponieważ jej fabuła zostaje przerwana w  momencie, kiedy sięgają one zenitu i jak najszybciej chcielibyśmy wiedzieć, co będzie dalej. 
 
Brutalność czynów, których dopuszczał się wobec Natalii Adam, sprawi, że nawet na chwilę nie przestaniecie drżeć o jej bezpieczeństwo i życie. Wiedząc, że jest on zdolny dosłownie do wszystkiego, nawet przez moment nie przestaniecie być czujni. A jeśli pojawią się chwile, kiedy poczujecie, że teraz już wszystko będzie dobrze, bardzo boleśnie przekonacie się, że owa radość okazała się nader przedwczesna. 
 
Trzeba powiedzieć wprost, że autorka bardzo mocno doświadczyła swoją bohaterkę, ale jednocześnie, co jest bardzo dużym atutem książki i co należy podkreślić, nacechowała wykreowaną przez siebie historię ogromną autentycznością, jeśli chodzi o aspekt przemocy w związku wobec kobiet. Nikomu z Was zapewne nie muszę uświadamiać, jak wiele kobiet w samotności potulnie znosi przemoc tego, który miał być kochającym, wymarzonym mężczyzną, a okazał się potworem w ludzkiej skórze. Mam nadzieję i chcę mocno wierzyć w to, że czytelniczka, która przeczyta „Złudne nadzieje” i utożsami swoje życie z perypetiami Natalii, dzięki niej nie zawaha się prosić o pomoc i skorzysta z adresów instytucji do tego powołanych, które znajdują się w książce. 
 
Gorąco zachęcam Was do spędzenia czasu z tą książką. Nie sposób się od niej oderwać. Wszystko, o czym w niej przeczytacie, pokazuje, jak bardzo przewrotne bywa życie. Miłość może być zarówno wybawieniem, jak i przekleństwem. 
 
Muszę przyznać, że mimo iż od chwili, kiedy skończyłam czytać tę książkę, minęło już trochę czasu, ja nadal nie mogę przestać o niej myśleć. Natężenie przeżyć towarzyszących tej lekturze wyczerpało mnie emocjonalnie. Był strach, łzy smutek, przerażenie, złość, a nawet wściekłość. Nie zabrakło jednak miłości, wiary i nadziei na lepsze jutro. Jestem przekonana, że Ci z Was, którzy choć trochę znają warsztat twórczy Adrianny, dostrzegą i na pewno docenią to, jak wspaniale się on rozwinął, dzięki czemu z każdą kolejną jej książką jesteśmy zaskakiwani czymś zupełnie nowym, choć niezmiennie wspaniałym.

"Spragnieni by kochać" Anna Szafrańska wyd. Burda Książki

Zakochać się wcale nie jest trudno, wcale nie musi to być dwustronne. Po prostu czasem człowiek nie może przejść obojętnie obok drugiej osoby, staje mu się bliska nie dając ze swojej strony jakiejkolwiek zachęty. Po prostu to się dzieje. Czasem to uczucie jest jak letni deszcz, o jakim zapomina się zanim jeszcze spadnie ostatnia kropla, niekiedy jednak z każdym dniem coraz głębiej i silniej zakorzenia się w sercu. Takiego uczucia nie da się zignorować, po prostu ominąć i pójść dalej swoją drogą, ono wciąż przypomina o sobie i skłania do walki o nią, bez względu na wszystko i wszystkich.

 

Najmocniejszy mur nie jest zbudowany z najtwardszych kamieni czy metali, ale z ludzkich uczuć. One z czasem wcale nie muszą ulec osłabieniu, wprost przeciwnie rosną w siłę, niekiedy destrukcyjną, niszczącą wszystko wokoło oraz żywiącą się bólem i cierpieniem. Eryk wie czego chce, a konkretniej kogo, to nie zachcianka, chwilowy kaprys, lecz coś co siedzi w nim głęboko. Ewelina nie zrobiła nic by wzbudzić jego zainteresowanie, wprost przeciwnie, nie chciała tego, tak jak wielu rzeczy w swoim życiu, przynajmniej chciała w to wierzyć lub raczej musiała by nie móc utrzymać maskę, za którą kryła się od lat. Tych dwoje podąża całkiem innymi drogami, ale jedno z nich zauważa w drugim to, co warte jest by otworzyć swoje serce. Czy to nie pomyłka? Jeden z życiowych błędów, będących ostrzeżeniem na przyszłość? Ewelina nie ma zbyt wielu powodów do radości, za to Eryk jak najbardziej, wszystko zdaje się mu sprzyjać. Poza jednym, to, co czuje do niej wciąż napotyka trudności, na jeden krok do przodu dwa wykonywane są w tył. Dlaczego dziewczyna nie wierzy w prawdziwość uczuć kogoś, kto nie zniechęca się jej unikami? Pewne tajemnice są zbyt bolesne i raniące, czy przekreślą szansę na miłość? Czy ona będzie na tyle mocna by się nie ugiąć pod ich naporem?

 

Bolesna przeszłość i strach o teraźniejszość nie są dobrą kombinacją, często odbierają odwagę by zawalczyć o przyszłość, swoją. Czy kiedy nie widzi się nadziei na lepsze jutro lub jest ona zgniatana w zarodku można dostrzec szansę, taką, o której się nie marzyło nawet? Anna Szafrańska nie boi się trudnych tematów, poranionych bohaterów i przede wszystkim skrajnych emocji, mających źródło tam gdzie człowiek powinien znaleźć wsparcie i bezpieczeństwo, a dostaje coś wprost przeciwnego. „Spragnieni by kochać” jest drugim tomem trylogii, i tak samo jak w przypadku pierwszej części, nie da się go czytać spokojnie, odsuwając od siebie to, co dzieje się pomiędzy postaciami, nie można na zimno patrzeć na to, z czym one mierzą się, być tylko i wyłącznie odległym obserwatorem. To nie ten rodzaj fabuły, jeśli chcecie prostej opowieści o zakochaniu się to nie znajdziecie tego w twórczości tej pisarki, ale gdy pragniecie  historii o miłości, takiej prawdziwej do szpiku kości, to znajdziecie ją w książkach jej autorstwa. Ostatnia serwuje, nam czytelnikom, nic oczywistego, żadnych półśrodków, niedomówień, w jakiej szczęście nie jest podane na tacy, w której ludzie błądzą, raz za razem popełniają te same błędy, bo wcale nie tak prosto jest uczyć się na nich, a zwątpienie wciąż toczy podjazdową wojnę z nadzieją. Coś jeszcze wyróżnia ją spośród wielu innych – wielobarwność i przede wszystkim wielowarstwowość emocji, nie nagromadzonych by jedynie zrobić wrażenie, lecz głęboko osadzonych w fabule i co równie ważne w samych bohaterach i ich przeszłości. „Spragnieni by kochać” poruszają trudne problemy, nie dają łatwych odpowiedzi, postacie nie przypominają jedynie z wierzchu realnych ludzi, oni są nimi z krwi i kości, a przede wszystkim emocji.

"Leć motylku" Dominika Smoleń (wyd. Lucky)

Naturalną koleją rzeczy jest to, że młodzi ludzie, wchodząc w okres dorastania, zaczynają bardziej interesować się swoim ciałem. Przyglądają się temu, jak się ono zmienia i dokładają wszelkich starań, aby czuć się atrakcyjnym zarówno dla samych siebie, jak i dla innych. Zazwyczaj zawsze jest coś, co chcieliby w sobie zmienić, a najczęściej jest to chęć zrzucenia kilku w ich mniemaniu zbędnych kilogramów. Co za tym idzie, zaczynają się pierwsze próby eksperymentowania z dietą i skrupulatne kontrolowanie tego, co jedzą. Musicie przyznać, że z pozoru nie wydaje się to niczym złym, ale dziś poznacie historię Wiktorii, bohaterki książki Dominiki Smoleń „Leć motylku”,z której recenzją do Was przychodzę. Mam nadzieję, będzie ona przestrogą dla wielu osób, które zechcą  sięgnąć po ten tytuł. 

Wiktoria jest bowiem dziewczyną, która przeszła przez bardzo trudną drogę walki z anoreksją, a przecież, jak sama mówi, chciała być tylko ładna i mieć trochę kontroli nad tym, co je.
 
Zacznijmy jednak od początku. W momencie kiedy my czytelnicy przystępujemy do lektury książki i stajemy się obserwatorami codzienności Wiktorii, w pierwszej chwili jesteśmy przekonani, że możemy być z niej dumni. Dziewczyna właśnie rozpoczyna nowy etap swojego życia. Wszystko wskazuje na to, że jak twierdzi pani psycholog na terapii, do  której uczęszcza, udało jej się wygrać z tą podstępną chorobą. Jest zdrowa. Bardzo szybko przekonujemy się jednak, że  sukcesy terapeutyczne Wiktorii w tej nierównej batalii z bezwzględną przeciwniczką anoreksją które dostrzegają wspierające ją osoby, nie są równoznaczne z tym, co dzieje się w jej głowie. Mimo że chce wyzdrowieć, to niestety ciągle czuje się gruba i brzydka. Znajduje wiele usprawiedliwień dlatego, aby pozbyć się jeszcze kilku kilogramów. Nie chce zawieść samotnie wychowującej ją od wielu lat matki, ale jednocześnie nie potrafi dostrzec tego jak piękną jest kobietą.
 
Ma jednak nadzieję, że studia, które właśnie rozpoczyna po wielu latach indywidualnej nauki domowej, będą dla niej nowym początkiem ku lepszemu. Bardzo łatwo jest skrywać swój sekret przed zupełnie obcymi dla siebie ludźmi, ale trudniej wyrwać się z pułapki narzucanych przez własną głowę ograniczeń i restrykcyjnych nawyków. Czyżby radość okazała się nad wyraz przedwczesna? Czy trzeba będzie spojrzeć prawdzie w oczy i z przykrością przyznać, że anoreksja okazała się niezwyciężonym wrogiem? O tym musicie przeczytać już sami, sięgając po książkę.
 
Nie jest tajemnicą, że moc słów i gestów, którą każdego dnia okazują wobec nas inni ludzie, jest różna w zależności od tego, kto to czyni. Nasza bohaterka nie wie jeszcze, że już niebawem przypadek, a może wręcz przeciwnie - przeznaczenie - postawi na jej drodze chłopaka, którego niemalże każde słowo i najmniejszy nawet gest będą wywoływały w niej reakcje, jakich jeszcze nigdy nie było jej dane doświadczyć. Alex jest mężczyzną, który budzi zainteresowanie wśród wielu kobiet. On jednak ku ogromnemu zaskoczeniu Wiktorii, chce poznać ją bliżej i stara się spędzać z nią jak najwięcej czasu. Jak możecie się domyślać, z biegiem lektury ich relacje stają się bardziej bliskie. Możemy obserwować, jak w bardzo naturalny sposób rozwija się ich przyjaźń, choć na początku nic na to nie wskazywało. Wszyscy zapewne zgodzimy się z tym, że w przyjaźni jedną z najważniejszych wartości jest szczerość. Tym razem nie jest to łatwe, ponieważ jak się przekonacie, nie tylko Wiktoria ma swoje sekrety, ale i chłopak także ma swoje tajemnice. Pozostaje zatem pytanie, czy to, czego dowiedzą się o sobie wzajemnie, przekreśli wszystko, to co rodzi się między nimi? Na to pytanie będziecie musieli jednak poszukać odpowiedzi już sami na kartach książki, bo ja niczego więcej nie zdradzę.
 
Powiem tylko, że podobno od przyjaźni do miłości jest tylko jeden krok, ale w przypadku tej dwójki, aby miłość miała szansę wnieść w ich życie wszystko, czego oboje pragną i o czym marzą, każde z nich będzie musiało wykazać się dużą dojrzałością, wyrozumiałością i zrozumieniem. Musicie koniecznie przekonać się, czy są gotowi na to, aby być ponadto, co wydaje się nieakceptowalne i zawalczyć o siebie oraz swoje uczucie.
 
To jednak nie wszystko, co dla swoich czytelników przygotowała autorka. W tej niezwykle życiowej i autentycznej historii poruszyła bowiem jeszcze kilka bardzo ważnych i trudnych problemów, z których ciężarem każdego dnia żyją nie tylko nasi bohaterowie, ale także, z którymi również niestety z pewnością utożsami się wielu z nas. Między innymi jest to porzucenie rodziny w obliczu choroby dziecka, czy też poczucie bycia gorszym dzieckiem w oczach rodzica.
Zostaniemy również skłonieni do refleksji nad bardzo ważnym dylematem moralnym odnośnie, tego, czy porzucone dziecko ma jakikolwiek obowiązek niesienia pomocy swojemu przyrodniemu rodzeństwu.
 
Muszę przyznać, że wszystko, o czym przeczytałam w tej książce, mocno do mnie trafiło, a to właśnie dzięki autentycznemu i bardzo naturalnemu biegowi następujących po sobie wydarzeń, jak również kreacji bohaterów. Tutaj nic nie jest wyreżyserowane i pisane na siłę, przez co nieustannie pamiętamy, że fabuła książki może być i na pewno w wielu przypadkach jest odzwierciedleniem ludzkiego życie dziejącego się być może gdzieś bardzo blisko nas. Dominika Smoleń w bardzo poruszający, ale i zabawny sposób uświadamia nam, że często największym problemem do pokonania w wielu sytuacjach życiowych jesteśmy dla siebie my sami. Dlatego też potrzebujemy mieć obok siebie, kogoś, kto pokaże nam, że akceptuje nas właśnie takimi, jakimi jesteśmy. Jest zawsze obok i chce tylko naszego dobra, nie myśląc wyłącznie o sobie.
 
W tym miejscu nie mogłabym nie wyrazić swojego uznania dla kreacji postaci Alexa. Nie chcę Wam zbyt wiele zdradzać, ale jestem nim oczarowana. Każdej dziewczynie i kobiecie życzyłabym takiego mężczyzny u swojego boku. Mimo że chce być z Wiktorią wie, że nie może zaoferować jej niczego więcej poza swoją obecnością i wsparciem, dopóki nie uporządkuje swojej trudnej sytuacji życiowej. Wplątał się w skomplikowaną relację i do momentu aż wszystko nie zostanie wyjaśnione, nie może dać dziewczynie, dla której bije jego serce niczego więcej. Mnie ten wątek bardzo poruszył i mocno trzymałam za niego kciuki. Czy skutecznie, tego oczywiście się ode mnie nie dowiecie.
 
Jeśli znacie już chociaż trochę moje upodobania czytelnicze, to na pewno domyślacie się, że jest to jedna z najważniejszych dla mnie jako czytelnika i człowieka książek. Anoreksja to bardzo ważny temat, o którym należy mówić jak najwięcej. Gorąco wierzę w to, że dla tych z Was, którzy zmagacie się z zaburzeniami odżywiania, historia Wiktorii stanie się siłą i motywacją do tego, aby się nie poddawać. Dla pozostałych z nas będzie ona doskonałą wskazówką, jak się zachować i jak być wsparciem dla kogoś w podobnej sytuacji. Warto zaznaczyć, że mimo powagi wielu tematów, z którymi zmierzyła się autorka, udało Jej się oddać w nasze ręce książkę, która w żaden sposób nie przytłacza. Czytamy ją z dużym zaangażowaniem, chwilami się uśmiechając, a czasami roniąc łzę. Wiem, że będę polecała tę książkę, gdzie tylko się da, bo chcę, aby trafiła ona do jak najszerszego grona odbiorców.