"Zanim zamkniemy drzwi" Elżbieta Jodko-Kula wyd. Prószyński i S-ka

 Rodzina stanowi najważniejszy fundament naszego życia. Więzi łączące nas z tymi, których kochamy, są największą siłą, która pozwala nam pokonać wszelkie przeciwności losu, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Niestety dla wielu z nas taki właśnie obraz rodziny jest tylko niespełnionym pragnieniem, bowiem często w najmocniejszym nawet fundamencie pojawiają się pęknięcia. Wystarczy jeden moment, jedna zła decyzja, która sprawi, że po tej niezłomnej wydawałoby się sile, jak zwykło się myśleć o jedności, którą winna stanowić rodzina pozostają tylko zgliszcza. Drogi czytelniku, jeśli czytając te słowa, odnosisz wrażenie, że piszę o Twoim życiu, to chciałabym właśnie Tobie opowiedzieć o książce Pani Elżbiety Jodko - Kula „Zanim zamkniemy drzwi”.

 
Na kartach tej powieści poznasz Martę, w której rodzinie z nieznanych jej powodów nastąpił rozłam. Jej rodzice Olga i Karol, mimo że są już małżeństwem z wieloletnim stażem, niemalże od zawsze żyją obok siebie. Oboje są już na emeryturze, jednak nie cieszą się swoją obecnością i możliwością spędzania ze sobą czasu. Kobieta nie może zrozumieć surowego i apodyktycznego charakteru matki. Obserwując zachowanie i postępowanie Olgi, możemy odnieść wrażenie, że jej celem jest bezustanne uprzykrzanie życia swojemu mężowi. Co więcej, rodzicielka Marty zamknęła się zupełnie na życie i ludzi poza czterema ścianami własnego domu, a do jej cichej wojenki, którą prowadzi z Karolem, została wciągnięta również sama Marta. Nie znajdując zrozumienia dla postępowania Olgi, Marta zdecydowanie bardziej czuje się związana z ojcem, o co z kolei Olga ma do córki żal. Choć sama Marta próbuje naprawić swoje relacje z matką, jej wszelkie starania kończą się niepowodzeniem. Nie jest jej łatwo, ponieważ w jej małżeństwie także nie dzieje się najlepiej, i choć obiecywała sobie, że nigdy tak się nie stanie, to jednak zaczyna przenosić wzorce wyniesione z domu rodzinnego na swoje relacje z Maćkiem.
 
Wszyscy nasi bohaterowie tkwią w tej, wydawałoby się, sytuacji bez wyjścia. Nie zdają sobie jednak sprawy, że już wkrótce trudne i bolesne przeżycie, jakie doświadczy ich rodzinę, będzie początkiem wielu zmian. Niespodziewanie umiera Karol. Dla obu kobiet jest to bardzo trudny czas, ale jednocześnie to właśnie wtedy dochodzi między matką i córką do rozmowy, w której pada jedno bardzo znaczące zdanie.: „...bo dzieciom nie mówi się wszystkiego”. Ku ogromnemu zaskoczeniu Marty za tym zdaniem kryje się bardzo trudna historia zdradzonej Olgi, która dla dobra dziecka postanowiła trwać w małżeństwie z Karolem. Nie chciała, aby córka straciła dobre zdanie o ojcu. Nie potrafiąc wybaczyć i pogodzić się ze zdradą Karola, poświęciła siebie. Nieświadoma niczego przez tak wiele lat Marta teraz widzi swoją matkę w zupełnie innym świetle. Wie, że wspaniały i nieskazitelny w jej oczach ojciec, wcale nie był tak idealny i tylko dzięki matce aż dotąd mogła tak o nim myśleć.
 
Żadnej z nich nie jest łatwo, ale jak się przekonacie podczas lektury książki, życie niesie za sobą wiele niespodzianek. Niezależnie od etapu, na jakim znajduje się właśnie nasze życie, mogą one nie tylko zupełnie je zmienić, ale także otworzyć przed nami zupełnie nowe możliwości, za którymi kryją się niedostrzegalne dotychczas przez nas wyjścia. Bo zawsze jest jakieś wyjście, a czasami wystarczy tylko zbieg okoliczności, abyśmy to zrozumieli, a przede wszystkim w to uwierzyli. Wiem, że piszę dość tajemniczo, ale chcę, abyście sami zobaczyli, co wydarzy się w życiu obu bohaterek. Nie powiem nic więcej ponadto, że obie kobiety dostrzegą dla siebie szansę odmienienia swojego życia, a Wy koniecznie przeczytajcie książkę i przekonajcie się, czy z tej szansy skorzystają i czy na pewno będzie to dobra decyzja?
 
„Zanim zamkniemy drzwi” to trudna, ale bardzo mądra i wartościowa książka przedstawiająca historię małżeństwa, które po zdradzie jednego z małżonków nie potrafiło na nowo znaleźć drogi do siebie. Stopniowo i w milczeniu oddalali się od siebie, stwarzając pozory normalności jedynie dla dobra dziecka. Kobieta, żyjąc w poczuciu zranienia i krzywdy chciała w jakikolwiek sposób ukarać mężczyznę, który przecież nie poniósł żadnych konsekwencji tego, co zrobił. Ostatecznie Olga pozwoliła Karolowi wrócić do domu, ale nigdy do siebie. Ten z kolei wiedząc, jakiego czynu się dopuścił i mając świadomość, że zasłużył na to, jak traktuje go żona, znosi wszystko z pokorą. A najbardziej cierpi na tym, co się dzieje z niczego nieświadomą Martą, o której uwagę i względy rywalizują.
 
Jestem pewna, że dla wielu z nas wszystko, o czym przeczytamy w książce, okaże się bardzo znajome i niestety znajdziemy w tej historii cząstkę własnych przeżyć. Jej lektura skłoni nas do głębokich życiowych refleksji, które pozostaną z nami jeszcze na długo po odłożeniu książki na półkę. Jest to opowieść o wybaczaniu i konieczności rozliczenia się z tajemnicami z przeszłości, której towarzyszą trudne emocje. Z pewnością wartość tego tytułu docenią wielbiciele powieści obyczajowych z mocno zarysowaną warstwą psychologiczną. W tej rodzinie zdecydowanie zabrakło szczerości i otwartości. Gdyby jej członkowie nie tłamsili w sobie tak wielu bolesnych przeżyć przeszłości, a po prostu zdobyli się na szczerość wobec siebie, na pewno wiele rzeczy mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej. Czasami nawet bolesne, ale szczere słowa potrafią uleczyć najtrudniejsze nawet relacje. Wierzę, że jeśli po przeczytaniu książki, odnajdziesz w niej obraz problemów, z którymi Ty również się zmagasz, to ta historia pomoże Ci spojrzeć na nie z zupełnie nowej perspektywy i odzyskać nadzieję na to, że jeszcze wszystko możesz zmienić, jeśli tylko otworzysz się na szanse, które mogą czekać na ciebie bliżej, niż myślisz.
 
Mam nadzieję, że udało mi się przekonać Cię, że warto sięgnąć po ten tytuł. Jeśli tak, to bardzo się cieszę. Na pewno z uwagi na swobodny styl i przystępny język, którym posługuje się autorka, przeczytasz ją bardzo szybko. Mam jednak wielką prośbę nie spiesz się z lekturą i nie czytaj jej bezmyślnie. Pozwól, aby jej przekaz w pełni do ciebie trafił. Daj sobie chwilę na zagłębienie się w wewnętrzne przeżycia bohaterów. Oni są tacy sami jak my. Popełniają błędy, ranią i są ranieni. Uczą się wybaczać i pragną wybaczenia. Cierpią, ale pragną zaznać szczęścia. Jeśli wyciągniesz lekcję z tego, co przeżyli Olga i Karol oraz Marta i Maciek, tobie na pewno będzie łatwiej odzyskać wiarę w lepsze jutro. Pamiętaj, w życiu nigdy nie jest za późno na to, aby zmienić coś, dzięki czemu poczujesz się szczęśliwy.

 

 

 

 

 

"W piekle pandemii" Jolanta Kosowska wyd. Novae Res

Doceniajmy to, co mamy. Cieszmy się każdą chwilą i nie odkładajmy niczego na później. W ostatnim czasie walka z niewidocznym wrogiem, jakim jest pandemia Covid-19 uświadomiła nam, jak niewiele trzeba, by świat się zatrzymał, a w naszym życiu zagościł strach o zdrowie nasze i naszych najbliższych, ale także niepewność tego, co przyniesie przyszłość. Starania o to, aby spowolnić rozprzestrzenianie się wirusa, a w perspektywie czasowej wyeliminować go są nierówną walką z niewidocznym wrogiem. Wszyscy, mając świadomość śmiertelnego zagrożenia, uczymy się żyć z tą chorobą, choć nie jest to łatwe, ponieważ to ona dyktuje nam swoje warunki, a my pokornie za nią podążamy. Na szczęście są osoby, które będąc na pierwszej linii frontu tej wojny, strzegą naszego zdrowia i bezpieczeństwa. Pracownicy służby zdrowia są naszymi bohaterami. W myśl przyrzeczenia lekarskiego każdy z lekarzy składał uroczystą przysięgę, że będzie to dla niego jedną z najważniejszych powinności. Nie ulega jednak wątpliwości, iż w obliczu tego, co dzieje się na świecie zawód lekarza nabrał zupełnie innego wymiaru. W mediach nieprzerwanie płyną podziękowania dla nich wszystkich za to, co robią dla nas każdego dnia od wielu miesięcy, ale czy tak naprawdę mamy świadomość tego, jak wiele osoby te ryzykują, ratując życie nasze i tych, których kochamy?

 
Dziś przychodzę do Was z recenzją książki Jolanty Kosowskiej - „W piekle pandemii”, dzięki której mamy możliwość spojrzeć na tytułowe piekło, które wciąż trwa z perspektywy lekarza, bowiem autorka z wykształcenia jest właśnie lekarzem i czynnie wykonuje ten zawód.
 
Zanim jednak opowiem Wam, o samej książce, przyznam się szczerze, że się jej obawiałam. Nie ukrywam, że życie w ciągłym lęku i napięciu potęgowane nieustannie napływającymi informacjami o sytuacji epidemiologicznej na świecie nie pozostały bez wpływu na mnie samą.

 
Mówiąc wprost, czuję się bardzo mocno przytłoczona i niejako zmęczona tematem. Oczywiście nie bagatelizuję problemu, ale tak zwyczajnie po ludzku, mam już dość. Co za tym idzie, przystępując do lektury książki, byłam pełna obaw, że będę mocno przygnębiona i trudno będzie mi się po jej przeczytaniu pozbierać. O tym, czy moje obawy były słuszne, przekonacie się w dalszej części recenzji. Tymczasem przejdźmy do fabuły książki.
 
Bohaterami powieści są Oliwia i Marcello oraz ich przyjaciele Berndt, Adrianna, Sara, Lucia i Antonio. W momencie, kiedy my czytelnicy wkraczamy w ich życie, wszyscy wspólnie spędzają wakacje w górach. Jednak bardzo szybko beztroskę i radość ze spędzonych razem chwil zastępuje strach wywołany informacjami podawanymi przez telewizję o pierwszym zachorowaniu na wirusa, jak również o pierwej zarażonej osobie, która zmarła. Musicie wiedzieć, że Marcello, Berndt i Antonio są lekarzami i przed nimi stoi trudny wybór, co robić, zostać z najbliższymi czy ratować chorych, którzy ich teraz bardzo potrzebują. Wybór jest oczywisty, jako lekarze nie mogą postąpić inaczej. Wiedzą jednak, że w momencie, kiedy pomagają innym, są jednocześnie największym zagrożeniem dla swoich bliskich.
 
Mężczyźni zostawiają swoje kobiety po to, by spełnić swoje powołanie. Każda z postacie książki będzie próbowała nauczyć się żyć w nowej dla całego świata rzeczywistości. O tym, jak będą sobie radzić, musicie przekonać się sami.
 
Warto podkreślić, akcja powieści osadzona jest w kilku miejscach jednocześnie: Bergamo, Drezno, Wenecja i Wrocław to miejsca, w których przebywają oddaleni od siebie przyjaciele. W poczuciu odosobnienia i samotności będą musieli zbudować swoją rzeczywistość na nowo. Jest jednak jeszcze jedno wyjątkowe miejsce, w którym Marcello znalazł schronienie dla swojej ukochanej. To Lawendowe Wzgórze. Niezwykły azyl, w którym wspólnie z babcią swojego ukochanego mieszka Oliwia. To miejsce, pomimo że znajduje się we Włoszech, kraju mocno doświadczonego przez wirusa, w powieści zostało przedstawione niczym odcięty od bezwzględnej rzeczywistości azyl. To właśnie na tym miejscu najbardziej koncentruje się akcja przedstawionych na kartach książki wydarzeń. O tym, co dzieje się w pozostałych krajach zarówno Oliwia, jak i my czytelnicy dowiadujemy się z korespondencji mailowej, bądź ze SMS-ów, które piszą do niej przyjaciele.
 
Kochani „W piekle pandemii” czytałam z ogromnym przejęciem, ponieważ przez cały czas czytania książki mamy dojmującą świadomość autentyczności wszystkiego, o czym czytamy. Przeraża fakt, że to nie jest fikcja literacka, ani nawet przeszłość. Wirus jest nadal z nami i nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle nas opuści. Co więcej - uczucia, które towarzyszą bohaterom, są również naszymi. Przecież my również czujemy w naszych sercach przerażenie. Czujemy się zagubieni i zdezorientowani, nie wiedząc, co może się wydarzyć w każdej chwili. Wszyscy staramy się znaleźć coś, co pozwoli nam wzbudzić w sobie siłę i wiarę w to, że jeszcze będzie normalnie. Jeszcze będzie przepięknie. Dla naszych bohaterów i pewnie także dla wielu z nas są to piękne wspomnienia z czasów, zanim to wszystko się zaczęło.
Nie myślcie jednak, że choroba, strach i cierpienie - to jedyne czemu Pani Jola poświęciła uwagę w swojej książce. Nic podobnego. To także poruszająca i chwytająca za serce książka o miłości i przyjaźni, a więc o największych wartościach w życiu każdego z nas.
 
Jeśli jeszcze zastanawiacie się, czy sięgnąć po ten tytuł, to gorąco Was do tego zachęcam. Nie bójcie się tego, co na Was czeka. Z pewnością pojawi się silne wzruszenie, a może nawet popłyną łzy, ale też zostanie w naszych sercach zasiane ziarenko nadziei, a przecież tego teraz potrzebujemy najbardziej.
Każda z postaci stała mi się bardzo bliska. Najbardziej jednak poruszyło mnie to, co przeżywała Oliwia, drżąc ze strachu i czarując rzeczywistość. Nic więcej jednak nie zdradzę. Musicie przeczytać książkę.

"Siła honoru" Linda Szańska wyd. Burda Książki

Honor wydaje się cechą, jaką odznaczają się nieskazitelni ludzie, jacy bez względu na to, co dzieje się wokół nich trzymają się zasad, nie patrząc na cenę jaką przychodzi im za to zapłacić. Czasem wymaga on by przedsięwziąć kroki, uruchamiające lawinę wydarzeń, prowadzących do ostatecznych rozstrzygnięć. Wystarczy w takim momencie jeden niewłaściwy krok, pokazanie nawet cienia słabości, by stracić wszystko co najcenniejsze. Jednak ten medal ma także drugą stronę – wymierzenie kary tym, którzy na to zasługują, a unikali jej zbyt długo.

 

Pozory pozwalają tak wiele ukryć, skutecznie kamuflując prawdziwy obraz sytuacji. Kalina Boraczyńska uwielbia taniec i próbuje znaleźć swoje miejsce w życiu, nie korzystając z przywilejów bycia córką wpływowego ojca. Natomiast Gabriel Kreis ma jasno określone cele i nic oraz nikt nie zawróci go z obranej życiowej ścieżki. Tych dwoje wydaje się różnić wszystko, a pierwsze spotkanie, chociaż zapowiadające się dość interesująco, nawet w ułamku nie zapowiada tego, co dopiero wydarzy się. Łatwo ocenić kogoś po pozorach, zwłaszcza kiedy ktoś dobrze skrywa swoje sekrety. Córeczka wpływowego polityka wydaje się dobrym środkiem do celu, jednak nic nie jest prostego w tym, co zaczyna łączyć tych dwoje. Każde z nich ma swoje demony, jakie naznaczyły ich już bliznami, nie zawsze widocznymi. To, co miało być jedynie dobrą zabawą i jednocześnie tylko narzędziem sprawia, że Gabriel staje przed czymś czego nie brał pod uwagę. Kiedy do głosu dochodzą uczucia trzeba mieć się na baczności, bo wrogowie czekają na najmniejsze potknięcie. Kalina wchodzi w sam środek rozgrywki, jakiej reguły są bezwzględne, nie ma w nich miejsca na wahanie. Czy tych dwoje ma jakąkolwiek szansę by wyjść z tego cało? Pewnych rzeczy się nie wybacza, zwłaszcza tam gdzie rządzą władza i pieniądze, ale czasem zasady gry da się zmienić …

 

Wielka polityka i mafijne środowisko wcale aż tak wiele nie dzieli, niekiedy to jeden i ten sam świat, pełen brudnych interesów i brutalnych powiązań.  Motyw znany? Oczywiście, lecz jeśli ma się dobry pomysł oraz dodatkowo opiera się go na realnych wydarzeniach, a na dodatek posiada się talent do przelania jednego i drugiego w intrygujących wątkach, dodając do tego dawkę czytelniczego rollercoastera to przepis na niesztampową książkę gotowy. „Siłę honoru” czyta się więcej niż świetnie, fabuła nie pozwala się oderwać od tej lektury, a postacie od samego początku pokazują, że nie są kalkami nikogo. Z jednej strony otrzymujemy dramat, z drugiej idealnie oddające emocje bohaterów dialogi, odkrywają przed nami to, co jest skrzętnie ukrywają. Uczuciowa huśtawka wciąga i pokazuje jak skomplikowani są ludzie oraz jakie tajemnice naznaczyły ich piętnem. Dwa światy, wydające się zupełnie różne, ale w rzeczywistości będące awersem i rewersem tej samej monety, wyzwalającej to, co najgorsze w człowieku Linda Szańska przedstawiła z brutalną szczerością. Toksyczność bliskich osób oraz zło istnieje w każdym środowisku, a najlepsze pole do rozwoju ma tak gdzie liczy się tylko to, co jest widoczne na pierwszy rzut oka, cała reszta jest podporządkowana temu, co zostało pokazane w „Sile honoru” bez ogródek. Autorka idealnie oddała grę pozorów i jaką siłę ma człowiek, który stracił zbyt wiele jak na swój wiek, wiedzący również, że kolejna strata może pogrążyć go całkowicie i upodobnić do tych, którymi gardzi. W "Sile zemsty"  zatarto proste podziały na dobro i zło, czerń i biel, natomiast miłość i nienawiść pokazana jest z całą swoja mocą. Szybkie tempo, pełne ostrych przełomów, oraz fabuła,  doskonale nadają się na scenariusz filmu, zapierającego dech. Wiele przeszkód jest przed bohaterami, ale również czytelnicy zostają wystawienie na próbę. To nie jest prosta historia, lecz opowieść o brutalnym świecie i ludziach, w nim żyjących, jacy zbyt często ocierają się o śmierć, własną bądź cudzą, jednak mający również inną twarz. Gdzieś pomiędzy są w tej opowieści kobiety, stawiające czoła swoim uczuciom oraz emocjom mężczyzn, jakich pokochały, bo dostrzegły w nich coś, co nie jest oczywiste i co oni dawno temu skryli w najgłębszych zakamarkach serc i umysłów. "Siła zemsty" pełna jest kontrastów, niechcianej prawdy i podejmowania trudnych decyzji, każda postać jest oddana niezwykle plastycznie, w sposób przykuwający uwagę i nie pozostawiający obojętny dla czytelnika, pokazują do czego jest zdolny człowiek w swoim egoizmie i odwrotnie - kiedy na pierwszym miejscu stawia drugą osobę. Po mistrzowsku została oddana dwoistość otoczenia, w jakim egzystują postacie, przebywając wśród osób, tylko czekających na najmniejsze potknięcie lub odsłonięcie się. Pierwsza część wbija w fotel, pozostawiając czytających z pytaniem co dalej z bohaterami i tym, co zdążyli zdobyć.

"Rytuał" Greta Drawska wyd. Znak LiteraNova

Pierwsze wrażenie jest cenne, czasem nadaje kierunek wszystkiemu co ma miejsce później. Czasem jednak ma za zadanie zwodzić i łudzić, zwracać uwagę na jedne szczegóły i ją odwracać od drugich. Nigdy nie wiadomo z jaką kategorią mamy do czynienia, bywa, że obie przeplatają się. Gdzie kryje się prawda? Wbrew pozorom to, co wydaje się iluzją też kryje jej okruchy, zawierające w sobie intrygujące detale.

 

Na pierwszy rzut oka widać, że to morderstwo, lecz oczywistość w przypadku tej konkretnej zbrodni wykluczona zostaje na samym początku przez prokurator Wandę Just. Wydawałoby się, że taka brutalność nie pasuje do sielskiej atmosfery prowincjonalnej miejscowości, gdzie dominują raczej drobne przestępstwa. Nic bardziej mylnego, a presja jest proporcjonalna do kategorii zabójstwa. Kto mógłby być sprawcą takiej makabreski? Miejscowi czy może ktoś obcy? Podkomisarz Piotr Dereń doskonale jest zaznajomiony z lokalną specyfiką, lecz z czymś takim raczej nie miał jeszcze do czynienia. Dowodów jest jak na lekarstwo, i to jeszcze z kategorii tych najbardziej unikatowych, śladów jeszcze mniej, pozostają poszlaki, a te są nad wyraz interesujące. Pytanie tylko czy kierunek jaki wskazują jest właściwy? Jedno jest pewne, morderca pokazał, że stać go na wiele i wie co robi. Czy śledczy będą umieli dorównać mu kroku? Pozory mogą zaciemnić rzeczywisty obraz, lecz kiedy trochę światła padnie na niego da się dostrzec detale, wskazujące to, zostało wcześniej nie dostrzeżone. Pozostaje jedynie odkryć to, co zostało zakamuflowane i przyjrzeć się temu, co przez  lata było motorem zakulisowych działań.

 

Wyrafinowana zbrodnia wydaje się być domeną wielkich metropolii, gdzie intrygujący suspens ma jako tło całe spektrum ludzkich wad i pragnień. Okazałe budynki, pnące się w górę, zasłaniające światło słoneczne, anonimowość, tłum ludzi, w jakim łatwo jest udawać kogoś innego, mroczne zaułki, mogące dać schronienie temu, co najgorsze w człowieku i stać się miejscem kaźni, idealnie nadają się na tło kryminału. Jednak małe miasta, gdzie każdy każdego zna, a obcym się jest długo po tym jak zadomowiło się, wbrew pozorom również idealnie nadają się jako kulisy thrillera. Greta Drawska w swoim debiucie postawiła na drugą opcję lokalizacji, już na wstępie stawiając sobie wysoko poprzeczkę, ale jak się okazuje wyzwanie jak najbardziej posłużyło opowieści. W „Rytuale” jest wszystko to, co sprawia, że trudno przerwać lekturę, gdyż cały czas ma się wrażenie, iż zaraz, za moment, zdobędzie się informację, która pozwoli rozwiązać zbrodniczą zagadkę. Jednak autorka nie tak łatwo zdradza swój pomysł na źródło motywu, podsuwa ślady, być może dowody, dodaje poszlaki, insynuując, poddając w wątpliwość i stawiając kolejne znaki zapytania. Małe miasteczka kryją wiele tajemnic, nawet jeśli wydają się jedynie interesujące dla turystów, a dla ich mieszkańców są jedynie tłem dla szarej codzienności. Greta Drawska umiejętnie ukazała kontrast pomiędzy tym, co widoczne na pierwszy rzut oka, gdzie nie dostrzega się czegokolwiek zagadkowego oraz tym, co daje o sobie znać niespodziewanie, podkopując spokój i zapowiadając, że to cisza przed burzą. „Rytuał” jest wytrawnym kryminałem, w jakim do samego końca czytelnik nie wie jak zakończy się dochodzenie, a nawet wtedy pozostaje cień niewiadomej. Na uwagę zasługują również główni bohaterowie, jakich spotkamy w kolejnych tomach cyklu, intrygujących i zapowiadających, że śledztwa prowadzone przez nich będą należały do gatunku tych intrygujących i odkrywających to, co inni pragnęli ukryć, zacierając starannie po sobie ślady. Jednak pozostaje jeszcze coś, co sprawia, że główne postacie są równie ciekawe jak i zbrodnicza fabuła – ich przeszłość, dopiero lekko odsłonięta, a to, czego jeszcze o ni ej nie jest wiadome jest równie interesujące.