• Skocz do głównej treści strony
  • Skocz do menu nawigacyjnego i logowania

Nawigacja i wyszukiwanie

Nawigacja

  • Wywiady
  • Recenzje
  • Patronaty
  • O książkach, autorach i nie tylko...
  • Spotkania autorskie
  • Redakcja

Szukaj

Click for: Promotional Hats
Jesteś tutaj: Home

Filmowe CPA

Przeglądaj

  • Aktualności
  • Recenzje
  • Wywiady
  • Patronaty
  • O książkach, autorach i nie tylko...
  • Spotkania autorskie
  • Konkursy
  • Blog
  • Partnerzy
  • Pliki do pobrania
  • Redakcja
  • Wasza twórczość
  • Mapa strony
  • Polityka prywatności

Ostatnio komentowane

  • Patronat naszego portalu - "Wspomnienia w kolorze sepii" Anny J. Szepielak. Wydawnictwo Nasza Księgarnia. (15)
  • Wywiad z Karoliną Wilczyńską, autorką m.in. "Anielskiego kokonu" (46)
  • Wywiad z Marią Ulatowską, autorką m.in. "Kamienicy przy Kruczej" (48)

Odwiedza nas

Odwiedza nas 98 gości oraz 0 użytkowników.

"Paradoks" Artur Urbanowicz wyd. Vesper

  • Drukuj
Szczegóły
Kategoria: Recenzje
Utworzono: wtorek, 13, październik 2020 18:48
Autor: Agnieszka Kaniuk

 

 

 

 

Zastanówmy się przez chwilę, co wpływa na nasz sposób postrzegania świata. Jak to się dzieje, że kilka osób rozmawiających na ten sam temat będzie postrzegało go zupełnie inaczej. Oczywiście na pewno wielu z Was powie, że istotnym czynnikiem mającym duży wpływ na to, jak odbieramy świat, ma nasze doświadczenie życiowe i to, co przez całe swoje życie przeżyliśmy. Owszem jest to niezaprzeczalną prawdą. Jednak, o czym przekonacie się podczas lektury książki Artura Urbanowicza „Paradoks”, z której recenzją dziś do Was przychodzę, proces kształtowania naszego postrzegania otaczającej nas rzeczywistości rozpoczyna się już w momencie studiów. Młody człowiek już wówczas wybierając kierunek swojego kształcenia, decyduje jaką drogą chce podążać i co jest naturalną koleją rzeczy, bardzo szybko jego umysł zaczyna coraz bardziej odbierać wszystko wokół z punktu widzenia dziedziny, w której się kształci. Choć my jako ludzie jesteśmy do siebie bardzo podobni, to ten sam problem zupełnie inaczej postrzegł, będzie psycholog, inaczej, chemik, a jeszcze inaczej filozof.

 
Na kartach książki poznajemy Maksa Okrągłego studenta matematyki, którego całe życie zdominowane jest poprzez potrzebę dążenia do perfekcjonizmu. Chłopak robi wszystko, aby stać się najlepszą wersją siebie. Jego analityczny, przesiąknięty matematyką umysł analizuje każdy najdrobniejszy nawet aspekt jego życia i codzienności po to, by osiągnąć najwyższą efektywność swoich działań i czerpać z tego, jak największe korzyści. Nasz bohater jest najlepszym studentem uczelni. Kiedy patrzymy na jego życie z boku, moglibyśmy mu pozazdrościć tego, jak mimo młodego wieku dobrze sobie radzi. Ma własne mieszkanie, sam się utrzymuje i cieszy uznaniem kadry na uczelni. On widzi same profity z tego, aby zawsze być numerem jeden. Jednak choć sam się do tego nie przyznaje, czuje się bardzo samotny. Wynika to z faktu, iż traktuje ludzi za gorszych od siebie. Gardzi nimi. Choć wszyscy przecież mówimy jednym językiem to, często nie czuje się rozumiany przez swoich kolegów i koleżanki z roku. Oni traktują go, jak dziwaka, którego perfekcjonizm przybierając nader skrajne formy, staje się niebezpieczny. Maks nie dopuszcza do siebie możliwości popełnienia nawet drobnego błędu, a kiedy tak się dzieje, czuje do na siebie złość i nienawiść, chcąc jak najdotkliwiej się ukarać poprzez zadawanie sobie fizycznego bólu. Niestety im bardziej zdeterminowany jest do tego, aby być idealnym i nie omylnym, paradoksalnie coraz więcej błędów popełnia. Co więcej, coraz częściej prześladują go paranoiczne myśli, że jego życiu zagraża niebezpieczeństwo ze strony swojego sobowtóra, który pragnie jego śmierci. Nie może być ich dwóch. Czas stanąć do konfrontacji i przekonać się, czy lepsze zawsze jest wrogiem dobrego.
 
Znam wszystkie książki Artura Urbanowicza i śmiało mogę powiedzieć, że choć równie genialna, jak pozostałe, jest zupełnie inna. Tutaj autor perfekcyjnie lawiruje pomiędzy kilkoma gatunkami literackimi. W fabule znajdziemy bowiem wspaniale splecione ze sobą wątki horroru, science – fiction oraz thrillera psychologicznego. I to właśnie na ten ostatni gatunek tym razem autor położył największy nacisk. Na kartach powieści poznajemy bowiem doskonale wykreowaną postać bohatera, który swoim poczuciem wyższości nad innymi nie zyskuje sympatii czytelnika. Maks wręcz budzi niechęć. Warto zwrócić uwagę na to, że on sam nie dostrzega, jak bardzo złe są jego relacje z ludźmi. Porzucony przez matkę nie wykazuje żadnego szacunku ani respektu dla ojca, który go wychowywał. Nie ma przyjaciół ani dziewczyny. Nie zdradzę niczego więcej, ponadto, że jego postępowanie będzie miało znaczący wpływ na przebieg całej jego historii, którą poznaje czytelnik.
 
Jeśli jednak sięgacie po książki autora ze względu na jego fenomenalny talent do budowania nastroju grozy, to nie martwcie się, tutaj również jej nie zabraknie. Udręczony umysł matematyka pracujący zawsze na najwyższych obrotach może w pewnym momencie stać się bowiem największym jego prześladowcą. My sami jednak od początku do końca lektury nie możemy być pewni, co z w całej historii jest prawdą, a co tylko wytworem wyobraźni, czy sennym koszmarem. Artur Urbanowicz wodzi nas za nos i steruje naszymi emocjami, utrzymując nas w ciągłej niepewności nie tylko tego, w co powinniśmy wierzyć, a w co nie, ale przede wszystkim tego, co wydarzy się za chwilę.
 
To wszystko i o wiele więcej, co czeka na Was podczas lektury, a o czym nie chcę pisać po to, aby nie tylko nie zdradzić Wam zbyt wiele i nie popsuć przyjemności odkrywania złożonych i mrocznych labiryntów tej opowieści, ale przede wszystkim dlatego, że nie chcę narzucać Wam swoich refleksji i przemyśleń, które na pewno Wam również się nasuną, sprawia, że książkę czyta się z zapartym them, niemalże czując klimat niepokoju, który w nas wzbudza. Nich każdy ułoży sobie tę historię po swojemu i wyciągnie z niej własne wnioski.
 
Z uwagi na to, że fabuła dotyka naprawdę życiowych tematów takich jak poczucie niezrozumienia, dążenie do perfekcji, trudne relacje z innymi. Problemy w relacjach rodzinnych, samotność wynikającą z niezrozumienia przez otoczenie jestem pewna, że niemalże każdy znajdzie w tej historii cząstkę siebie.
 
Z pewnością nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, że jestem pod wielkim wrażeniem tej książki. Jest świetna i choć inna niż te, z których do tej pory znaliśmy twórczość autora równie wciągająca, świetnie dopracowana i przemyślana. Tu wszystko dzieje się po coś. Fabuła nie posiada żadnych zbędnych elementów. Nawet jeżeli w pierwszej chwili mamy wrażenie, że nasza uwaga została skupiona zbyt mocno, na błahym wydawałoby się jej elemencie, to za chwilę okazuje się, że był to cel zamierzony i przemyślany mający czemuś służyć.
 
Musicie wiedzieć, że jestem czytelnikiem, który boi się sięgać po książki o dużej objętości. Nie przeraża mnie liczba stron, a towarzyszy mi obawa, że książka w pewnym momencie stanie się dla mnie nużąca i będę się zwyczajnie męczyć jej czytaniem. W przypadku książek Pana Artura obawa zupełnie znika. Już od pierwszych stron bowiem widać, że stara się On, aby jego książki, czytało się lekko, przyjemnie z coraz większą ciekawością i zaangażowaniem. I udaje się to rewelacyjnie. Nie będzie przesadą, kiedy napiszę, że każda Jego książka jest lepsza od poprzedniej, przez co stawia sobie coraz wyższą poprzeczkę, aby następnym razem być jeszcze lepszą wersją siebie jako pisarza. Już nie mogę doczekać się, co przygotuje dla nas w swojej kolejnej książce, a Was nie zatrzymuję już dłużej, abyście mogli niezwłocznie sami przeczytać „Paradoks”, do czego gorąco Was namawiam i zachęcam. Możecie, mi wierzyć, że od momentu, kiedy poznacie tę książkę, szerokim łukiem będziecie omijać poradniki i programy z rodzaju tych „Jak efektywniej zarządzać swoim czasem”, „Jak być bardziej efektywnym w swoich działaniach”.
 
Na zakończenie mam  ciekawostkę dla tych z Was, którzy czytaliście poprzednie książki autora. Tutaj znajdziecie pewne elementy pochodzące właśnie z tamtych powieści. Jeśli ktoś zna tamte książki, z pewnością łatwo je odnajdzie. Dla mnie była to miła niespodzianka, a więc i Wy czytajcie uważnie.


 

 

 

 

Dodaj komentarz

"Utracona miłość" Magdalena Krauze wyd. Jaguar

  • Drukuj
Szczegóły
Kategoria: Recenzje
Utworzono: sobota, 19, wrzesień 2020 18:51
Autor: Agnieszka Kaniuk

"Kiedy piszesz historię swojego życia, nie pozwól na to, żeby ktoś trzymał pióro za ciebie”.

Ten bardzo mądry i życiowy cytat odnajdziecie na kartach najnowszej książki Magdaleny Krauze „Utracona miłość”, o której chcę Wam dziś opowiedzieć. Zanim jednak przejdziemy do samej książki, chciałabym, abyś właśnie teraz drogi czytelniku zatrzymał się, choć na chwilę w biegu codziennych spraw, problemów i trosk. Zastanowił się, czy możesz szczerze i otwarcie przyznać przede wszystkim sam przed sobą, że to, jak teraz wygląda twoje życie, jest wyłącznie wynikiem twoich samodzielnych wyborów i decyzji. Nie mam na myśli oczywiście sytuacji losowych, na które nie miałeś wpływu, a tylko te, którymi mogłeś sam pokierować.
Czy mógłbyś bez wahania podpisać się pod scenariuszem swojego życia, jako jedyny i niepodważalny jego autor?
 
Pytam o to, gdyż z perspektywy czasu wiem, że jako młodzi ludzie, często ulegamy wpływom bliskich nam osób. Żyjąc w przekonaniu, że oni wiedzą lepiej, co dla nas najlepsze i przecież chcą dla nas dobrze. Pozwalamy niejako sobą sterować i to właśnie w ich ręce oddajemy nie tylko to, o czym decydują za nas w danym momencie, ale również to jak będzie wyglądało nasze życie w przyszłości. Nie wolno nam bowiem zapominać, że każdy wybór niezależnie od tego, kto go za nas dokona, będzie miał swoje konsekwencje. A jakie, przekonacie się, sięgając po książkę.
 
Poznajcie Majkę, skromną dziewczynę, która już jako nastolatka mogła służyć przykładem dla wielu swoich rówieśników. Wychowywana w rodzinie gdzie posłuszeństwo rodzicom było niepisaną bezwzględną regułą, mimo swojego młodego wieku wykazywała się bardzo dużą dojrzałością i rozwagą. Kochała swoich rodziców, ale trzymana żelazną ręką przez matkę niejednokrotnie czuła, że rodzicielka doskonale sprawdziłaby się w roli wojskowego wydającego rozkazy. To właśnie od niej, jako najstarszej z trojga swoich dzieci matka wymagała najwięcej, podczas gdy dla dwojga pozostałych, była o wiele bardziej pobłażliwa. Rodzina Mai nie należała do zamożnych, ale dziewczyna od dziecka znała wartość ciężkiej pracy.
 
W momencie, kiedy my czytelnicy zaczynamy poznawać jej obecne życie, jest już dorosłą kobietą. Tkwi w nieszczęśliwym związku z dużo starszym od siebie mężczyzną. Wiktor w ich małżeństwie przejął rolę pana i władcy posiadającego własną służącą. Kobieta czuje, że życie przecieka jej przez palce i coraz bardziej dojrzewa do decyzji o rozstaniu z nim. Pragnie wolności odkąd, stała się więźniem w relacji, która nigdy nie była nawet namiastką udanego związku. Jedynym pocieszeniem naszej bohaterki jest syn - Szymon.
 
Musicie wiedzieć, że jej obecne życie mogłoby wyglądać zupełnie inaczej. Mogłaby spędzić je u boku tego, którego kochała bezgraniczną młodzieńczą miłością, gdyby ktoś inny nie zdecydował za nich obojga, jak ma wyglądać kolejny rozdział w scenariuszu ich życia.
 
Kiedy los postawił na wspólnej drodze Majkę i Michała w ich sercach zrodziło się piękne i szczere uczucie. Mimo że, oboje dopiero wkraczali w dorosłe życie, wiedzieli, że to, co ich łączy jest wyjątkowe. Czerpiąc siłę z rodzącej się między nimi miłości, snuli plany na wspólną przyszłość. Niestety bardzo szybko i dotkliwie przekonali się, że nawet najsilniejsze uczucie nie jest w stanie przeciwstawić się toksycznej matce Michała, która nie cofnie się przed niczym, aby rozdzielić syna z jego ukochaną.
Ta plująca jadem żmija gardzi Majką tylko dlatego, że ją i Michała dzieli przepaść społeczna. Wyniosła i despotyczna Pani doktor nie zniosłaby, gdyby jej syn związał się z plebsem, jak zwykła mówić o jego wybrance.
 
Teraz po tamtejszych wydarzeniach zostały już tylko wspomnienia. On wyjechał na studia medyczne do Londynu, a Ona ulegając presji matki, związała się z człowiekiem, którego nigdy nie kochała. Zresztą z wzajemnością. Kobieta chce zerwać ze stagnacją, nudą i rozczarowaniem, którym naznaczona jest jej codzienność. Nie wie, jeszcze, że jej kolejna szansa na szczęście i prawdziwą miłość, której tak pragnie, pojawi się w najmniej oczekiwanym momencie. Przypadkowe spotkanie z Michałem już wkrótce będzie początkiem szeregu zmian w jej życiu.
 
Michał jest cenionym i szanowanym lekarzem, ale w życiu prywatnym niestety nie wiedzie mu się tak dobrze. Rozwiedziony wraca do Polski.
Wydawać by się mogło, że teraz już nic nie stoi na przeszkodzie, aby ta dwójka mogła być ze sobą. Niestety, nie będzie tak łatwo. Tych przeszkód jest o wiele więcej, niż myślicie, ale o tym musicie już przeczytać sami.
 
Mówi się, że jeśli kocha się kogoś szczerą i prawdziwą miłością, pragnie się szczęścia tej osoby, to czasami po prostu trzeba pozwolić jej odejść. Ale czy zawsze jest to najlepsze rozwiązanie? Tej właśnie kwestii poświęcony jest kolejny bardzo ważny wątek, na który autorka chce zwrócić naszą uwagę. Majka cierpiała, rozstając się z Michałem, jednak wiedziała, że zagraniczne studia medyczne są dla niego wielką szansą, dlatego poświęciła swoje uczucie dla jego dobra. Nie mogę Wam oczywiście zbyt wiele zdradzić, ale uchylając rąbka tajemnicy, napiszę tylko, że ona podobnie, jak czyniła to matka Michała, nie będąc z nim do końca szczerą, nie pozwoliła mu zdecydować o tym, co według niego samego będzie, jego najlepszym życiowym wyborem.
 
Dziś, aby móc zawalczyć o własne szczęście i miłość, Majka będzie musiała nie tylko znaleźć w sobie siłę na to, żeby zamknąć etap swojego życia z Wiktorem, który nawiasem mówiąc, wcale jej tego nie ułatwia. Dopiero teraz pokazując swoją prawdziwą twarz. Przede wszystkim, nie mając pewności, jak na to, co od niej usłyszy, zareaguje Michał, musi wyznać mu całą prawdę. Czy mężczyzna wybaczy i zrozumie? To musicie już sprawdzić sami. 
 
Jak widzicie „Utracona miłość” to adekwatnie do tytułu książki historia dwojga zakochanych młodych ludzi, którzy utracili swoją miłość, ulegając wpływowi i presji swoich matek, ale także dokonując złych wyborów i podejmując niesłuszne decyzje. Pamiętacie cytat, od którego zaczęłam dzielić się z Wami swoimi rozważeniami na temat tego, że musicie zrobić wszystko, aby nikt za Was nie próbował przeżyć waszego życia? To właśnie on jest wspaniałą puentą pięknej, bardzo mądrej i życiowej historii, którą odnajdziecie na kartach powieści. Myślę, że autorka chciała uświadomić nam, że nikt w życiu nie jest nieomylny i nawet rodzice nie zawsze mają rację i popełniają błędy. W żadnym wypadku nie powinni oni być wyrocznią decydującą o naszej teraźniejszości i przyszłości.
 
Jednak to nie wszystko, co przygotowała dla swoich czytelników Magdalena Krauze. Nie mogłabym bowiem nie wspomnieć o postaci Justyny. Serdecznej przyjaciółki głównej bohaterki, która podbiła moje serce swoją radością i głową pełną planów na życie, a której koleje losu roztrzaskały moje serce na miliony kawałków i wycisnęły potok łez. W tym miejscu pozwolę sobie na słowo prywaty do autorki. Madziu, nie wybaczę Ci tego, jak mogłaś. Tak się nie robi.
 
Cóż więcej mogłabym powiedzieć Wam o tej książce... Przede wszystkim to jest zupełnie inna książka, niż te, z których dotychczas znamy twórczość autorki. Tym razem zobaczycie całkowicie inną jej odsłonę i poznacie zupełnie nieznaną nam do tej pory ogromną wrażliwość autorki. To się czuje niemalże od pierwszych stron powieści. Tym razem lektura książki bardzo mocno mnie poruszyła i zmusiła do wielu refleksji wynikających nie tylko z przeżyć jej bohaterów, ale także i z własnego życia. Uwierzcie mi, że wszystko, o czym przeczytacie w książce, jest tak realne i prawdziwe, tak mocno dotyka tego, czego z pewnością doświadczyło wielu z nas, że na pewno każdy znajdzie w tej historii cząstkę siebie i niejako utożsami się z jej bohaterami. Chcę wierzyć i mocno wierzę w to, że dla wielu kobiet, które podporządkowały swoje życie pod decyzje i wybory innych, ta książka stanie się impulsem do daleko idących zmian w ich życiu oraz zerwania sznurków, za które oni pociągają, by sterować nami według własnych wizji naszego życia.
 
Na zakończenie zwróćmy uwagę na konstrukcję książki, kreację bohaterów, a także na ogólny odbiór książki przez czytelnika.
„Utracona miłość” to mocno wciągająca i angażująca emocjonalnie pozycja, którą czyta się bardzo płynnie i lekko, choć nie ukrywam, że podczas jej lektury musiałam zrobić sobie kilka przerw na głęboki oddech po to, aby uspokoić targające mną wzruszenie i otrzeć płynące łzy. Przerwy te nie były jednak zbyt długie, ponieważ, nawet kiedy odłożyłam książkę, to nie mogłam przestać o niej myśleć, chcąc jak najszybciej wiedzieć, jak dalej potoczą się perypetie Majki i Michała. Skutkowało to, tym, że książkę czytałam cały wieczór oraz noc do 4:00 rano dnia kolejnego. Nie mogłam się od niej oderwać, dopóki nie dotarłam do ostatniej kropki.
 
Jeśli chodzi o samą kreację bohaterów, to muszę przyznać, że są oni bardzo prawdziwi i różnorodni. Podobnie, jak każdy z nas popełniają błędy. Jedni stają nam się bardzo bliscy i kibicujemy ich szczęściu. Inni natomiast podnoszą nam ciśnienie i mamy ich ochotę udusić, ale nawet oni są w stanie pozytywnie nas zaskoczyć i przyznać się do błędu, choć poznając ich charaktery mamy świadomość tego, że na pewno nie było to dla nich łatwe. Nie ulega wątpliwości, że taka różnorodność, a jednocześnie prawdziwość postaci czyni książkę jeszcze ciekawszą. Warto również zaznaczyć, że fabułą książki została podzielona na dwie płaszczyzny czasowe, dzięki czemu mamy możliwość poznać życie bohaterów również z przeszłości. Ponadto dużym plusem książki jest także podobnie, jak miało to miejsce w przypadku poprzednich powieści autorki Jej bardzo swobodny styl pisania, a także lekki i płynny język, którym się posługuje.
 
Myślę, że nikt z Was nie ma już wątpliwości, że książkę z całego serca polecam. Jest to powieść, która na pewno zapadnie Wam głęboko w serce i nie pozostanie bez wpływu na Was samych bez względu na to, czy jesteś osobą, której ktoś próbuje odebrać pióro, którym piszesz swój scenariusz, czy też tą, która to pióro odbiera. Jeśli nawet do tej pory próbowałaś mówić swojemu dziecku, jak ma żyć, to jestem przekonana, że dzięki tej książce zrozumiesz, jak wielką krzywdę, choć nie podważam, że w dobrej wierze mu wyrządzasz. Ale pamiętaj, nigdy nie jest za późno, by powiedzieć, przepraszam.
 
Z tą pozytywną myślą Was zostawiam, jeszcze raz zachęcam do sięgnięcia po „Utraconą miłość”. Książkę o miłości, przyjaźni, toksycznych relacjach, tajemnicach, stracie, poświęceniu w imię miłości, trudnych wyborach i decyzjach, ale także o dawaniu sobie drugiej szansy na miłość, która jest nam przeznaczona.
Dodaj komentarz

"Spragnieni by żyć" Anna Szafrańska wyd. Burda Książki

  • Drukuj
Szczegóły
Kategoria: Recenzje
Utworzono: środa, 16, wrzesień 2020 18:45
Autor: Katarzyna Pessel

 Można próbować żyć za kogoś, wmawiać sobie, że jest to słuszny wybór i dzięki niemu inni będą szczęśliwi. Można zamknąć w najodleglejszym zakamarku serca i umysłu swoje marzenia i próbować zapomnieć o nich. Można w końcu wciąż spoglądać za siebie i nie zamykać drzwi do przeszłości, bo w niej kryją najpiękniejsze i zarazem te najbardziej bolesne wspomnienia. Jednak czy warto zapomnieć o sobie, tym kim się jest i swojej, własnej, drodze życiowej?

Czasem dorosłość przychodzi dużo wcześniej niż by się tego chciało, nie pytając o zgodę, za to rozgaszczając się na dobre w życiu. Alicja zna ją doskonale i codziennie mierzy się z nią od kilku lat, dzień w dzień. Jej rówieśnicy mierzą się z pierwszymi poważnymi decyzjami, ona ma je już za sobą, tak samo jak i to, o czym marzyła, teraz chce spełnić oczekiwania, niestety nie swoje. Dlaczego nie mogłaby się zbuntować, powiedzieć nie i po prostu zrobić to, czego pragnie? Tylko ona wie co stoi za tym kim się stała i ile ją to kosztuje, czy zawsze już tak będzie? Kiedyś wszystko było inne, ale po tym, co się wydarzyło nic nie już takie jak wcześniej. Czas podobno leczy rany, lecz niektóre przypominają o tym, że istnieje coś, co warte jest by o tym myśleć, chociaż sprawia ból. A gdyby tak Alicja dała sobie przyzwolenie na odrobinę wolności, bycia sobą oraz sprawdzenia co się stanie gdy dopuści się bliżej ludzi, którym zależy na niej? Może jeszcze nie wszystko stracone albo to chwila kiedy wybiera się siebie i zaczyna się po prostu żyć, w miejsce jedynie egzystowania. Niekiedy by zdobyć marzenia trzeba zapłacić wysoką cenę, czy są one tego warte?

Każda książka Anny Szafrańskiej to podróż w świat gdzie nie ma prostych pytań i odpowiedzi, za to są nadzwyczaj emocjonalne wiraże, w jakich odbijają się realne problemy. Najnowsza powieść od samego początku pokazuje, że tym razem jeszcze głębiej czytelnicy odczują to, co jest udziałem bohaterów, a jest tego niemało i ciężkiego, emocjonalnego, kalibru. Pisarka sięga głęboko w ich serca i umysły, pokazując ogrom bagażu bolesnych doświadczeń z jakimi wchodzą w dorosłe życie. Krok po kroku odsłaniają swoją historię, gdzie ból i wciąż nowe rany są codziennością, lecz gdzieś pomiędzy nimi jest wyciągnięta ręka z pomocą, przyjaźń, dająca okazję do uśmiechu i coś, co zakwita na gruncie, na którym nie powinno mieć żadnej szansy. Niech nikogo nie zmyli młody wiek postaci pierwszoplanowych, wbrew pozorom ich historia mogłaby być udziałem starszych, lecz to, że doświadczają tego, właśnie w tym momencie swego życia, odsłania prawdę, iż takie rzeczy dzieją się w rzeczywistości, a nie jedynie na książkowych stronach. Zresztą Anna Szafrańska nie boi się poruszać trudnych tematów, od których wielu odwraca głowę, pomija milczeniem lub nie zauważa, wplata je w fabułę nie ubarwiając, nie wyolbrzymiając, nie umniejszając, za to przedstawiając takimi jakimi są. Za to pokazuje realną twarz problemów, słowami oddaje jak smakuje lęk, odrzucenie, wyrzuty sumienia. „Spragnieni by żyć” nie są jednak tylko dramatem, to wielowarstwowa opowieść, w jakiej jest miejsce na śmiech i przede wszystkim na miłość, tę z kategorii, jaka pomimo tego, co wokół niej, trwa i rośnie w siłę. Na lekturę warto zarezerwować sobie czas, bo na pewno nieraz zostanie przekroczona granica zatytułowana „Jeszcze jeden rozdział”, ale jakiekolwiek ostrzeżenie i tak będzie zignorowane, bo łatwiej zignorować godzinę na zegarze niż przerwać czytanie. Autorka wysoko zawiesiła sobie poprzeczkę i z łatwością przeszła ponad nią w swej najnowszej książce, jednocześnie podniosła ją jeszcze wyżej i można być pewnym, że w kolejnych będzie kontynuowała drogę w górę.

Dodaj komentarz

"Zanim zamkniemy drzwi" Elżbieta Jodko-Kula wyd. Prószyński i S-ka

  • Drukuj
Szczegóły
Kategoria: Recenzje
Utworzono: piątek, 11, wrzesień 2020 21:44
Autor: Agnieszka Kaniuk

 Rodzina stanowi najważniejszy fundament naszego życia. Więzi łączące nas z tymi, których kochamy, są największą siłą, która pozwala nam pokonać wszelkie przeciwności losu, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Niestety dla wielu z nas taki właśnie obraz rodziny jest tylko niespełnionym pragnieniem, bowiem często w najmocniejszym nawet fundamencie pojawiają się pęknięcia. Wystarczy jeden moment, jedna zła decyzja, która sprawi, że po tej niezłomnej wydawałoby się sile, jak zwykło się myśleć o jedności, którą winna stanowić rodzina pozostają tylko zgliszcza. Drogi czytelniku, jeśli czytając te słowa, odnosisz wrażenie, że piszę o Twoim życiu, to chciałabym właśnie Tobie opowiedzieć o książce Pani Elżbiety Jodko - Kula „Zanim zamkniemy drzwi”.

 
Na kartach tej powieści poznasz Martę, w której rodzinie z nieznanych jej powodów nastąpił rozłam. Jej rodzice Olga i Karol, mimo że są już małżeństwem z wieloletnim stażem, niemalże od zawsze żyją obok siebie. Oboje są już na emeryturze, jednak nie cieszą się swoją obecnością i możliwością spędzania ze sobą czasu. Kobieta nie może zrozumieć surowego i apodyktycznego charakteru matki. Obserwując zachowanie i postępowanie Olgi, możemy odnieść wrażenie, że jej celem jest bezustanne uprzykrzanie życia swojemu mężowi. Co więcej, rodzicielka Marty zamknęła się zupełnie na życie i ludzi poza czterema ścianami własnego domu, a do jej cichej wojenki, którą prowadzi z Karolem, została wciągnięta również sama Marta. Nie znajdując zrozumienia dla postępowania Olgi, Marta zdecydowanie bardziej czuje się związana z ojcem, o co z kolei Olga ma do córki żal. Choć sama Marta próbuje naprawić swoje relacje z matką, jej wszelkie starania kończą się niepowodzeniem. Nie jest jej łatwo, ponieważ w jej małżeństwie także nie dzieje się najlepiej, i choć obiecywała sobie, że nigdy tak się nie stanie, to jednak zaczyna przenosić wzorce wyniesione z domu rodzinnego na swoje relacje z Maćkiem.
 
Wszyscy nasi bohaterowie tkwią w tej, wydawałoby się, sytuacji bez wyjścia. Nie zdają sobie jednak sprawy, że już wkrótce trudne i bolesne przeżycie, jakie doświadczy ich rodzinę, będzie początkiem wielu zmian. Niespodziewanie umiera Karol. Dla obu kobiet jest to bardzo trudny czas, ale jednocześnie to właśnie wtedy dochodzi między matką i córką do rozmowy, w której pada jedno bardzo znaczące zdanie.: „...bo dzieciom nie mówi się wszystkiego”. Ku ogromnemu zaskoczeniu Marty za tym zdaniem kryje się bardzo trudna historia zdradzonej Olgi, która dla dobra dziecka postanowiła trwać w małżeństwie z Karolem. Nie chciała, aby córka straciła dobre zdanie o ojcu. Nie potrafiąc wybaczyć i pogodzić się ze zdradą Karola, poświęciła siebie. Nieświadoma niczego przez tak wiele lat Marta teraz widzi swoją matkę w zupełnie innym świetle. Wie, że wspaniały i nieskazitelny w jej oczach ojciec, wcale nie był tak idealny i tylko dzięki matce aż dotąd mogła tak o nim myśleć.
 
Żadnej z nich nie jest łatwo, ale jak się przekonacie podczas lektury książki, życie niesie za sobą wiele niespodzianek. Niezależnie od etapu, na jakim znajduje się właśnie nasze życie, mogą one nie tylko zupełnie je zmienić, ale także otworzyć przed nami zupełnie nowe możliwości, za którymi kryją się niedostrzegalne dotychczas przez nas wyjścia. Bo zawsze jest jakieś wyjście, a czasami wystarczy tylko zbieg okoliczności, abyśmy to zrozumieli, a przede wszystkim w to uwierzyli. Wiem, że piszę dość tajemniczo, ale chcę, abyście sami zobaczyli, co wydarzy się w życiu obu bohaterek. Nie powiem nic więcej ponadto, że obie kobiety dostrzegą dla siebie szansę odmienienia swojego życia, a Wy koniecznie przeczytajcie książkę i przekonajcie się, czy z tej szansy skorzystają i czy na pewno będzie to dobra decyzja?
 
„Zanim zamkniemy drzwi” to trudna, ale bardzo mądra i wartościowa książka przedstawiająca historię małżeństwa, które po zdradzie jednego z małżonków nie potrafiło na nowo znaleźć drogi do siebie. Stopniowo i w milczeniu oddalali się od siebie, stwarzając pozory normalności jedynie dla dobra dziecka. Kobieta, żyjąc w poczuciu zranienia i krzywdy chciała w jakikolwiek sposób ukarać mężczyznę, który przecież nie poniósł żadnych konsekwencji tego, co zrobił. Ostatecznie Olga pozwoliła Karolowi wrócić do domu, ale nigdy do siebie. Ten z kolei wiedząc, jakiego czynu się dopuścił i mając świadomość, że zasłużył na to, jak traktuje go żona, znosi wszystko z pokorą. A najbardziej cierpi na tym, co się dzieje z niczego nieświadomą Martą, o której uwagę i względy rywalizują.
 
Jestem pewna, że dla wielu z nas wszystko, o czym przeczytamy w książce, okaże się bardzo znajome i niestety znajdziemy w tej historii cząstkę własnych przeżyć. Jej lektura skłoni nas do głębokich życiowych refleksji, które pozostaną z nami jeszcze na długo po odłożeniu książki na półkę. Jest to opowieść o wybaczaniu i konieczności rozliczenia się z tajemnicami z przeszłości, której towarzyszą trudne emocje. Z pewnością wartość tego tytułu docenią wielbiciele powieści obyczajowych z mocno zarysowaną warstwą psychologiczną. W tej rodzinie zdecydowanie zabrakło szczerości i otwartości. Gdyby jej członkowie nie tłamsili w sobie tak wielu bolesnych przeżyć przeszłości, a po prostu zdobyli się na szczerość wobec siebie, na pewno wiele rzeczy mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej. Czasami nawet bolesne, ale szczere słowa potrafią uleczyć najtrudniejsze nawet relacje. Wierzę, że jeśli po przeczytaniu książki, odnajdziesz w niej obraz problemów, z którymi Ty również się zmagasz, to ta historia pomoże Ci spojrzeć na nie z zupełnie nowej perspektywy i odzyskać nadzieję na to, że jeszcze wszystko możesz zmienić, jeśli tylko otworzysz się na szanse, które mogą czekać na ciebie bliżej, niż myślisz.
 
Mam nadzieję, że udało mi się przekonać Cię, że warto sięgnąć po ten tytuł. Jeśli tak, to bardzo się cieszę. Na pewno z uwagi na swobodny styl i przystępny język, którym posługuje się autorka, przeczytasz ją bardzo szybko. Mam jednak wielką prośbę nie spiesz się z lekturą i nie czytaj jej bezmyślnie. Pozwól, aby jej przekaz w pełni do ciebie trafił. Daj sobie chwilę na zagłębienie się w wewnętrzne przeżycia bohaterów. Oni są tacy sami jak my. Popełniają błędy, ranią i są ranieni. Uczą się wybaczać i pragną wybaczenia. Cierpią, ale pragną zaznać szczęścia. Jeśli wyciągniesz lekcję z tego, co przeżyli Olga i Karol oraz Marta i Maciek, tobie na pewno będzie łatwiej odzyskać wiarę w lepsze jutro. Pamiętaj, w życiu nigdy nie jest za późno na to, aby zmienić coś, dzięki czemu poczujesz się szczęśliwy.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

"W piekle pandemii" Jolanta Kosowska wyd. Novae Res

  • Drukuj
Szczegóły
Kategoria: Recenzje
Utworzono: niedziela, 06, wrzesień 2020 18:24
Autor: Agnieszka Kaniuk

Doceniajmy to, co mamy. Cieszmy się każdą chwilą i nie odkładajmy niczego na później. W ostatnim czasie walka z niewidocznym wrogiem, jakim jest pandemia Covid-19 uświadomiła nam, jak niewiele trzeba, by świat się zatrzymał, a w naszym życiu zagościł strach o zdrowie nasze i naszych najbliższych, ale także niepewność tego, co przyniesie przyszłość. Starania o to, aby spowolnić rozprzestrzenianie się wirusa, a w perspektywie czasowej wyeliminować go są nierówną walką z niewidocznym wrogiem. Wszyscy, mając świadomość śmiertelnego zagrożenia, uczymy się żyć z tą chorobą, choć nie jest to łatwe, ponieważ to ona dyktuje nam swoje warunki, a my pokornie za nią podążamy. Na szczęście są osoby, które będąc na pierwszej linii frontu tej wojny, strzegą naszego zdrowia i bezpieczeństwa. Pracownicy służby zdrowia są naszymi bohaterami. W myśl przyrzeczenia lekarskiego każdy z lekarzy składał uroczystą przysięgę, że będzie to dla niego jedną z najważniejszych powinności. Nie ulega jednak wątpliwości, iż w obliczu tego, co dzieje się na świecie zawód lekarza nabrał zupełnie innego wymiaru. W mediach nieprzerwanie płyną podziękowania dla nich wszystkich za to, co robią dla nas każdego dnia od wielu miesięcy, ale czy tak naprawdę mamy świadomość tego, jak wiele osoby te ryzykują, ratując życie nasze i tych, których kochamy?

 
Dziś przychodzę do Was z recenzją książki Jolanty Kosowskiej - „W piekle pandemii”, dzięki której mamy możliwość spojrzeć na tytułowe piekło, które wciąż trwa z perspektywy lekarza, bowiem autorka z wykształcenia jest właśnie lekarzem i czynnie wykonuje ten zawód.
 
Zanim jednak opowiem Wam, o samej książce, przyznam się szczerze, że się jej obawiałam. Nie ukrywam, że życie w ciągłym lęku i napięciu potęgowane nieustannie napływającymi informacjami o sytuacji epidemiologicznej na świecie nie pozostały bez wpływu na mnie samą.

 
Mówiąc wprost, czuję się bardzo mocno przytłoczona i niejako zmęczona tematem. Oczywiście nie bagatelizuję problemu, ale tak zwyczajnie po ludzku, mam już dość. Co za tym idzie, przystępując do lektury książki, byłam pełna obaw, że będę mocno przygnębiona i trudno będzie mi się po jej przeczytaniu pozbierać. O tym, czy moje obawy były słuszne, przekonacie się w dalszej części recenzji. Tymczasem przejdźmy do fabuły książki.
 
Bohaterami powieści są Oliwia i Marcello oraz ich przyjaciele Berndt, Adrianna, Sara, Lucia i Antonio. W momencie, kiedy my czytelnicy wkraczamy w ich życie, wszyscy wspólnie spędzają wakacje w górach. Jednak bardzo szybko beztroskę i radość ze spędzonych razem chwil zastępuje strach wywołany informacjami podawanymi przez telewizję o pierwszym zachorowaniu na wirusa, jak również o pierwej zarażonej osobie, która zmarła. Musicie wiedzieć, że Marcello, Berndt i Antonio są lekarzami i przed nimi stoi trudny wybór, co robić, zostać z najbliższymi czy ratować chorych, którzy ich teraz bardzo potrzebują. Wybór jest oczywisty, jako lekarze nie mogą postąpić inaczej. Wiedzą jednak, że w momencie, kiedy pomagają innym, są jednocześnie największym zagrożeniem dla swoich bliskich.
 
Mężczyźni zostawiają swoje kobiety po to, by spełnić swoje powołanie. Każda z postacie książki będzie próbowała nauczyć się żyć w nowej dla całego świata rzeczywistości. O tym, jak będą sobie radzić, musicie przekonać się sami.
 
Warto podkreślić, akcja powieści osadzona jest w kilku miejscach jednocześnie: Bergamo, Drezno, Wenecja i Wrocław to miejsca, w których przebywają oddaleni od siebie przyjaciele. W poczuciu odosobnienia i samotności będą musieli zbudować swoją rzeczywistość na nowo. Jest jednak jeszcze jedno wyjątkowe miejsce, w którym Marcello znalazł schronienie dla swojej ukochanej. To Lawendowe Wzgórze. Niezwykły azyl, w którym wspólnie z babcią swojego ukochanego mieszka Oliwia. To miejsce, pomimo że znajduje się we Włoszech, kraju mocno doświadczonego przez wirusa, w powieści zostało przedstawione niczym odcięty od bezwzględnej rzeczywistości azyl. To właśnie na tym miejscu najbardziej koncentruje się akcja przedstawionych na kartach książki wydarzeń. O tym, co dzieje się w pozostałych krajach zarówno Oliwia, jak i my czytelnicy dowiadujemy się z korespondencji mailowej, bądź ze SMS-ów, które piszą do niej przyjaciele.
 
Kochani „W piekle pandemii” czytałam z ogromnym przejęciem, ponieważ przez cały czas czytania książki mamy dojmującą świadomość autentyczności wszystkiego, o czym czytamy. Przeraża fakt, że to nie jest fikcja literacka, ani nawet przeszłość. Wirus jest nadal z nami i nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle nas opuści. Co więcej - uczucia, które towarzyszą bohaterom, są również naszymi. Przecież my również czujemy w naszych sercach przerażenie. Czujemy się zagubieni i zdezorientowani, nie wiedząc, co może się wydarzyć w każdej chwili. Wszyscy staramy się znaleźć coś, co pozwoli nam wzbudzić w sobie siłę i wiarę w to, że jeszcze będzie normalnie. Jeszcze będzie przepięknie. Dla naszych bohaterów i pewnie także dla wielu z nas są to piękne wspomnienia z czasów, zanim to wszystko się zaczęło.
Nie myślcie jednak, że choroba, strach i cierpienie - to jedyne czemu Pani Jola poświęciła uwagę w swojej książce. Nic podobnego. To także poruszająca i chwytająca za serce książka o miłości i przyjaźni, a więc o największych wartościach w życiu każdego z nas.
 
Jeśli jeszcze zastanawiacie się, czy sięgnąć po ten tytuł, to gorąco Was do tego zachęcam. Nie bójcie się tego, co na Was czeka. Z pewnością pojawi się silne wzruszenie, a może nawet popłyną łzy, ale też zostanie w naszych sercach zasiane ziarenko nadziei, a przecież tego teraz potrzebujemy najbardziej.
Każda z postaci stała mi się bardzo bliska. Najbardziej jednak poruszyło mnie to, co przeżywała Oliwia, drżąc ze strachu i czarując rzeczywistość. Nic więcej jednak nie zdradzę. Musicie przeczytać książkę.
Dodaj komentarz

"Siła honoru" Linda Szańska wyd. Burda Książki

  • Drukuj
Szczegóły
Kategoria: Recenzje
Utworzono: środa, 02, wrzesień 2020 19:07
Autor: Katarzyna Pessel

Honor wydaje się cechą, jaką odznaczają się nieskazitelni ludzie, jacy bez względu na to, co dzieje się wokół nich trzymają się zasad, nie patrząc na cenę jaką przychodzi im za to zapłacić. Czasem wymaga on by przedsięwziąć kroki, uruchamiające lawinę wydarzeń, prowadzących do ostatecznych rozstrzygnięć. Wystarczy w takim momencie jeden niewłaściwy krok, pokazanie nawet cienia słabości, by stracić wszystko co najcenniejsze. Jednak ten medal ma także drugą stronę – wymierzenie kary tym, którzy na to zasługują, a unikali jej zbyt długo.

 

Pozory pozwalają tak wiele ukryć, skutecznie kamuflując prawdziwy obraz sytuacji. Kalina Boraczyńska uwielbia taniec i próbuje znaleźć swoje miejsce w życiu, nie korzystając z przywilejów bycia córką wpływowego ojca. Natomiast Gabriel Kreis ma jasno określone cele i nic oraz nikt nie zawróci go z obranej życiowej ścieżki. Tych dwoje wydaje się różnić wszystko, a pierwsze spotkanie, chociaż zapowiadające się dość interesująco, nawet w ułamku nie zapowiada tego, co dopiero wydarzy się. Łatwo ocenić kogoś po pozorach, zwłaszcza kiedy ktoś dobrze skrywa swoje sekrety. Córeczka wpływowego polityka wydaje się dobrym środkiem do celu, jednak nic nie jest prostego w tym, co zaczyna łączyć tych dwoje. Każde z nich ma swoje demony, jakie naznaczyły ich już bliznami, nie zawsze widocznymi. To, co miało być jedynie dobrą zabawą i jednocześnie tylko narzędziem sprawia, że Gabriel staje przed czymś czego nie brał pod uwagę. Kiedy do głosu dochodzą uczucia trzeba mieć się na baczności, bo wrogowie czekają na najmniejsze potknięcie. Kalina wchodzi w sam środek rozgrywki, jakiej reguły są bezwzględne, nie ma w nich miejsca na wahanie. Czy tych dwoje ma jakąkolwiek szansę by wyjść z tego cało? Pewnych rzeczy się nie wybacza, zwłaszcza tam gdzie rządzą władza i pieniądze, ale czasem zasady gry da się zmienić …

 

Wielka polityka i mafijne środowisko wcale aż tak wiele nie dzieli, niekiedy to jeden i ten sam świat, pełen brudnych interesów i brutalnych powiązań.  Motyw znany? Oczywiście, lecz jeśli ma się dobry pomysł oraz dodatkowo opiera się go na realnych wydarzeniach, a na dodatek posiada się talent do przelania jednego i drugiego w intrygujących wątkach, dodając do tego dawkę czytelniczego rollercoastera to przepis na niesztampową książkę gotowy. „Siłę honoru” czyta się więcej niż świetnie, fabuła nie pozwala się oderwać od tej lektury, a postacie od samego początku pokazują, że nie są kalkami nikogo. Z jednej strony otrzymujemy dramat, z drugiej idealnie oddające emocje bohaterów dialogi, odkrywają przed nami to, co jest skrzętnie ukrywają. Uczuciowa huśtawka wciąga i pokazuje jak skomplikowani są ludzie oraz jakie tajemnice naznaczyły ich piętnem. Dwa światy, wydające się zupełnie różne, ale w rzeczywistości będące awersem i rewersem tej samej monety, wyzwalającej to, co najgorsze w człowieku Linda Szańska przedstawiła z brutalną szczerością. Toksyczność bliskich osób oraz zło istnieje w każdym środowisku, a najlepsze pole do rozwoju ma tak gdzie liczy się tylko to, co jest widoczne na pierwszy rzut oka, cała reszta jest podporządkowana temu, co zostało pokazane w „Sile honoru” bez ogródek. Autorka idealnie oddała grę pozorów i jaką siłę ma człowiek, który stracił zbyt wiele jak na swój wiek, wiedzący również, że kolejna strata może pogrążyć go całkowicie i upodobnić do tych, którymi gardzi. W "Sile zemsty"  zatarto proste podziały na dobro i zło, czerń i biel, natomiast miłość i nienawiść pokazana jest z całą swoja mocą. Szybkie tempo, pełne ostrych przełomów, oraz fabuła,  doskonale nadają się na scenariusz filmu, zapierającego dech. Wiele przeszkód jest przed bohaterami, ale również czytelnicy zostają wystawienie na próbę. To nie jest prosta historia, lecz opowieść o brutalnym świecie i ludziach, w nim żyjących, jacy zbyt często ocierają się o śmierć, własną bądź cudzą, jednak mający również inną twarz. Gdzieś pomiędzy są w tej opowieści kobiety, stawiające czoła swoim uczuciom oraz emocjom mężczyzn, jakich pokochały, bo dostrzegły w nich coś, co nie jest oczywiste i co oni dawno temu skryli w najgłębszych zakamarkach serc i umysłów. "Siła zemsty" pełna jest kontrastów, niechcianej prawdy i podejmowania trudnych decyzji, każda postać jest oddana niezwykle plastycznie, w sposób przykuwający uwagę i nie pozostawiający obojętny dla czytelnika, pokazują do czego jest zdolny człowiek w swoim egoizmie i odwrotnie - kiedy na pierwszym miejscu stawia drugą osobę. Po mistrzowsku została oddana dwoistość otoczenia, w jakim egzystują postacie, przebywając wśród osób, tylko czekających na najmniejsze potknięcie lub odsłonięcie się. Pierwsza część wbija w fotel, pozostawiając czytających z pytaniem co dalej z bohaterami i tym, co zdążyli zdobyć.

Dodaj komentarz

"Rytuał" Greta Drawska wyd. Znak LiteraNova

  • Drukuj
Szczegóły
Kategoria: Recenzje
Utworzono: sobota, 29, sierpień 2020 08:36
Autor: Katarzyna Pessel

Pierwsze wrażenie jest cenne, czasem nadaje kierunek wszystkiemu co ma miejsce później. Czasem jednak ma za zadanie zwodzić i łudzić, zwracać uwagę na jedne szczegóły i ją odwracać od drugich. Nigdy nie wiadomo z jaką kategorią mamy do czynienia, bywa, że obie przeplatają się. Gdzie kryje się prawda? Wbrew pozorom to, co wydaje się iluzją też kryje jej okruchy, zawierające w sobie intrygujące detale.

 

Na pierwszy rzut oka widać, że to morderstwo, lecz oczywistość w przypadku tej konkretnej zbrodni wykluczona zostaje na samym początku przez prokurator Wandę Just. Wydawałoby się, że taka brutalność nie pasuje do sielskiej atmosfery prowincjonalnej miejscowości, gdzie dominują raczej drobne przestępstwa. Nic bardziej mylnego, a presja jest proporcjonalna do kategorii zabójstwa. Kto mógłby być sprawcą takiej makabreski? Miejscowi czy może ktoś obcy? Podkomisarz Piotr Dereń doskonale jest zaznajomiony z lokalną specyfiką, lecz z czymś takim raczej nie miał jeszcze do czynienia. Dowodów jest jak na lekarstwo, i to jeszcze z kategorii tych najbardziej unikatowych, śladów jeszcze mniej, pozostają poszlaki, a te są nad wyraz interesujące. Pytanie tylko czy kierunek jaki wskazują jest właściwy? Jedno jest pewne, morderca pokazał, że stać go na wiele i wie co robi. Czy śledczy będą umieli dorównać mu kroku? Pozory mogą zaciemnić rzeczywisty obraz, lecz kiedy trochę światła padnie na niego da się dostrzec detale, wskazujące to, zostało wcześniej nie dostrzeżone. Pozostaje jedynie odkryć to, co zostało zakamuflowane i przyjrzeć się temu, co przez  lata było motorem zakulisowych działań.

 

Wyrafinowana zbrodnia wydaje się być domeną wielkich metropolii, gdzie intrygujący suspens ma jako tło całe spektrum ludzkich wad i pragnień. Okazałe budynki, pnące się w górę, zasłaniające światło słoneczne, anonimowość, tłum ludzi, w jakim łatwo jest udawać kogoś innego, mroczne zaułki, mogące dać schronienie temu, co najgorsze w człowieku i stać się miejscem kaźni, idealnie nadają się na tło kryminału. Jednak małe miasta, gdzie każdy każdego zna, a obcym się jest długo po tym jak zadomowiło się, wbrew pozorom również idealnie nadają się jako kulisy thrillera. Greta Drawska w swoim debiucie postawiła na drugą opcję lokalizacji, już na wstępie stawiając sobie wysoko poprzeczkę, ale jak się okazuje wyzwanie jak najbardziej posłużyło opowieści. W „Rytuale” jest wszystko to, co sprawia, że trudno przerwać lekturę, gdyż cały czas ma się wrażenie, iż zaraz, za moment, zdobędzie się informację, która pozwoli rozwiązać zbrodniczą zagadkę. Jednak autorka nie tak łatwo zdradza swój pomysł na źródło motywu, podsuwa ślady, być może dowody, dodaje poszlaki, insynuując, poddając w wątpliwość i stawiając kolejne znaki zapytania. Małe miasteczka kryją wiele tajemnic, nawet jeśli wydają się jedynie interesujące dla turystów, a dla ich mieszkańców są jedynie tłem dla szarej codzienności. Greta Drawska umiejętnie ukazała kontrast pomiędzy tym, co widoczne na pierwszy rzut oka, gdzie nie dostrzega się czegokolwiek zagadkowego oraz tym, co daje o sobie znać niespodziewanie, podkopując spokój i zapowiadając, że to cisza przed burzą. „Rytuał” jest wytrawnym kryminałem, w jakim do samego końca czytelnik nie wie jak zakończy się dochodzenie, a nawet wtedy pozostaje cień niewiadomej. Na uwagę zasługują również główni bohaterowie, jakich spotkamy w kolejnych tomach cyklu, intrygujących i zapowiadających, że śledztwa prowadzone przez nich będą należały do gatunku tych intrygujących i odkrywających to, co inni pragnęli ukryć, zacierając starannie po sobie ślady. Jednak pozostaje jeszcze coś, co sprawia, że główne postacie są równie ciekawe jak i zbrodnicza fabuła – ich przeszłość, dopiero lekko odsłonięta, a to, czego jeszcze o ni ej nie jest wiadome jest równie interesujące.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

"Nie ufam już nikomu" Klaudia Muniak Wydawnictwo Kobiece

  • Drukuj
Szczegóły
Kategoria: Recenzje
Utworzono: wtorek, 25, sierpień 2020 18:13
Autor: Agnieszka Kaniuk
Iga od kilku tygodni jest mamą małego Joachima. Początki tak ważnego etapu w jej życiu nie są jednak łatwe. Wie, że teraz to głównie ona jest odpowiedzialna za to, aby chłopiec był bezpieczny i aby niczego mu nie brakowało. To zadanie okazuje się dla kobiety ponad jej siły. Obolała po ciężkim porodzie z trudem znosi czas połogu. Sytuacji nie ułatwia fakt, że nasza bohaterka cierpi na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, czyli nerwicę natręctw.
 
Iga ma świadomość, że gdyby nie pomoc matki i obecność kochającego męża sama nie byłaby w stanie podołać wszystkim obowiązkom, jakie nakłada na nią bycie matką. Ma jednak nadzieję, że stan, w którym się znajduje, jest tylko przejściowy i wkrótce odejdzie w zapomnienie, Rozpoczęła bowiem przerwane na czas ciąży leczenie lekami antydepresyjnymi, a ponadto regularnie spotyka się ze swoją psychoterapeutką. Mało tego, wielu pacjentów zmagających się z problemami służby zdrowia mogłoby jej pozazdrościć, gdyż jest jedną z pierwszych osób, która ma możliwość testować innowacyjną metodę leczenia za pomocą wczepionego pacjentowi czipu. Zdalnie programowany, perfekcyjnie kontroluje dawki i czas podawanych leków. Co prawda metoda ta jest nowatorska, ale Iga ufa jej działaniu, ponieważ będąc naukowcem, jest również jej współtwórcą. Przy tak kompleksowym leczeniu można mieć nadzieję, że poprawa samopoczucia mamy Joachima to tylko kwestia czasu. Tymczasem ku jej zaskoczeniu, ona czuje się coraz gorzej. Przerażona i bezsilna zaczyna doświadczać bardzo realistycznych i przerażających halucynacji, w których stanowi zagrożenie dla swojego dziecka. Granica między rzeczywistością a obłędem, w który stopniowo popada, zaczyna mocno się zacierać. Co więcej, bardzo szybko do halucynacji dołączają zaniki pamięci, których Iga nie potrafi racjonalnie wyjaśnić. Zagubiona i przestraszona musi, jak najszybciej zrozumieć, co się wokół niej dzieje, gdyż w momencie, kiedy widzi siniaki na ciele syna, zdaje sobie sprawę, że tu nie chodzi tylko o nią, a o jego bezpieczeństwo. Czy to możliwe, aby to właśnie ona byłą dla niego największym zagrożeniem? O tym musicie przekonać się już sami, sięgając po książkę, do czego oczywiście serdecznie zachęcam.
 
„Nie ufam już nikomu” to wciągający thriller medyczny, w którym poza wspomnianym wątkiem medycznym, do którego jeszcze za chwilę wrócimy, autorka poruszyła także kilka innych bardzo ważnych i życiowych aspektów. Jeśli coś na ich płaszczyźnie się nie układa, mogą sprawić, że przestaniemy ufać nie tylko sobie, ale wszystkim wokół, Nawet jeśli są to osoby nam bliskie.
 
To na co warto zwrócić uwagę w pierwszej kolejności to relacje Igi z matką. Choć kobieta twierdzi, że chce dla córki jak najlepiej, to sama Iga mówi otwarcie, że choć kocha swoją matkę, to ta zawsze robiła wszystko tak, by było dobrze, ale tylko jej samej. Córka nigdy nie zasłużyła na uznanie w oczach rodzicielki. Bez względu na to, co w życiu robiła, zawsze było to za mało, aby zadowolić kobietę. Jak się przekonacie podczas lektury książki, w życiu Igi zdarzył się jeden moment, jeden zły wybór, który dość mocno zaważył na tym, że teraz musi ona zmagać się z piętnem przeszłości tylko dlatego, że nadopiekuńcza matka zdecydowała schować ją pod kloszem swoich wpływów. Czy teraz kobiecie na pewno zależy na dobru córki? A może chce, żeby znowu było tak, jak ona to sobie zaplanowała. Tego oczywiście dowiecie się, czytając książkę.
 
Kolejny ważny aspekt mający znaczący wpływ na życie Igi to jej relacje z mężem. O nim samym nie dowiadujemy się zbyt wiele poza tym, że jest kochającym i czułym mężem. Ciężko pracuje nad udoskonalaniem ich wspólnego projektu nad czipem. Jest oddany żonie. Jednak w momencie, kiedy ona przechodzi przez wszystko, o czym czytamy na kartach książki, małżeństwo Igi i Natana przeżywa  swego rodzaju kryzys. Małżonkowie oddalają się od siebie. Dochodzi równe do pewnego rodzaju incydentów z udziałem mężczyzny, które sprawiają, że kobieta zaczyna postrzegać go w zupełnie innym świetle. To wszystko pozwala jej mieć wątpliwości co do tego, czy mężowi w istocie zależy tylko na jej dobru.
 
No i wreszcie dochodzimy do wątku przyjaźni głównej bohaterki z Martą. Marta to typ przyjaciółki lojalnej, zawsze gotowej służyć wsparciem i dobrym słowem, ale nie wszystko złoto, co się świeci, a dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Nie zdradzę nic więcej. Jeśli chcecie wiedzieć, co mam na myśli, pisząc te słowa, nie pozostaje Wam nic innego, jak tylko przystąpić niezwłocznie do poznawania tej historii.
 
Możecie mi wierzyć, że poznając od podszewki wszystko, z czym zmaga się Iga i w jakiej atmosferze lęku, strachu i niepewności toczy się jej codzienność, odczujecie niemalże namacalnie, co znaczy przestać ufać nie tylko innym, ale przede wszystkim samemu sobie. Autorka dołożyła wszelkich starań, aby czytelnik poczuł wszystko to, co czuje Iga i udało jej się to rewelacyjnie. Momentami nie wiemy, co jest prawdą, a co tylko efektem halucynacji bohaterki. Sprawia to, że trwamy w ogromnym napięciu o bezpieczeństwo bezbronnego dziecka.
 
Co prawda, żaden z bohaterów nie zyskał mojej sympatii, ale jestem pełna uznania dla autorki odnośnie do solidnego przygotowania się pod względem oddania istoty zaburzeń obsesyjno-kompulsywnych.
 
Bardzo ciekawy okazał się także aspekt zastąpienia regularnych wizyt w gabinecie lekarskim urządzeniem, które mogłoby monitorować nasz stan zdrowia i adekwatnie do sytuacji zdrowotnej, w jakiej się obecnie znajdujemy podawać nam dożylnie odpowiednie dawki leków. Wydaje się to idealną alternatywą dla długich terminów oczekiwania na wizytę u specjalisty i przesiadywania wielu godzin w przychodni, czy szpitalu. Ale czy to naprawdę bezpieczne? Iga już to wie, teraz wasza kolej.
 
„Nie ufam już nikomu” to bardzo dobry thriller, który czyta się z rosnącą ciekawością i zainteresowaniem odnośnie tego, co może wydarzyć się za chwilę. Mimo że, nie nie mamy tu spektakularnych zwrotów akcji, to podskórny niepokój nie opuszcza nas do samego końca. Mimo początkowego wrażenia, że akcja się lekko dłuży, książka wciągnęła mnie tak mocno, że nie mogłam się od niej oderwać, przez cały czas próbując wydedukować i przewidzieć jeszcze zanim zdradzi to Pani Klaudia, jaki będzie koniec tej historii. Niestety nie udało mi się to, czemu się nie dziwię, bo finał bardzo mnie zaskoczył, a to właśnie lubię.
 
Jeśli szukacie bardzo dobrze napisanej książki, która dostarczy Wam wielu emocji, a której bohaterowie nie raz swoim postępowaniem wzbudzą w Was szereg różnorodnych odczuć, to koniecznie sięgnijcie po ten tytuł. Ciekawa fabuła, w którą wplecione zostały ważne i bardzo realistyczne wątki skłoni Was do refleksji i przemyśleń. To opowieść o chorobie, relacjach rodzinnych, błędach przeszłości, macierzyństwie oraz innowacyjnych technologiach medycznych. Widać, że Pani Klaudia Muniak włożyła w napisanie swojego najnowszego dziecka bardzo dużo pracy, co w połączeniu z niezwykle przystępnym językiem i swobodnym stylem pisania, którym się posługuje, zapewnia nam kilka godzin zupełnego oderwania od codziennych zajęć. Dlatego z pewnością warto po niego sięgnąć i się zaczytać.
Dodaj komentarz

Więcej artykułów…

  1. "Żar pocałunku" Dominika Smoleń (wyd. WasPos)
  2. "Córka nieboszczyka" Joanna Jodełka (wyd. Rebis)
  3. "Ostatnia szansa" Małgorzata Kasprzyk (wyd. WasPos)
  4. "Zatrute serca" Angelika Ślusarczyk (wyd. WasPos)

Strona 21 z 129

  • Start
  • poprz.
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • nast.
  • Zakończenie

Copyright © 2012 Polscy autorzy. Wszelkie prawa zastrzeżone.

biuro rachunkowe opole - tłumacz przysięgły włoskiego Wrocław - masaz Walbrzych - kontenery Strzegom - upadłość konsumencka bielsko - usługi księgowe Świdnica

profesjonalny dobry hosting

Ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.
Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
ZAMKNIJ
Polityka Plików Cookies

Serwis nie zbiera w sposób automatyczny żadnych informacji, z wyjątkiem informacji zawartych w plikach cookies.
Pliki cookies (tzw. "ciasteczka") stanowią dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i przeznaczone są do korzystania ze stron internetowych Serwisu. Cookies zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej, z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer.

Pliki cookies wykorzystywane są w celu:
  1. dostosowania zawartości stron internetowych Serwisu do preferencji Użytkownika oraz optymalizacji korzystania ze stron internetowych; w szczególności pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie Użytkownika Serwisu i odpowiednio wyświetlić stronę internetową, dostosowaną do jego indywidualnych potrzeb;
  2. tworzenia statystyk, które pomagają zrozumieć, w jaki sposób Użytkownicy Serwisu korzystają ze stron internetowych, co umożliwia ulepszanie ich struktury i zawartości;
  3. utrzymanie sesji Użytkownika Serwisu (po zalogowaniu), dzięki której Użytkownik nie musi na każdej podstronie Serwisu ponownie wpisywać loginu i hasła;
W ramach Serwisu stosowane są dwa zasadnicze rodzaje plików cookies: "sesyjne" (session cookies) oraz "stałe" (persistent cookies). Cookies "sesyjne" są plikami tymczasowymi, które przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika do czasu wylogowania, opuszczenia strony internetowej lub wyłączenia oprogramowania (przeglądarki internetowej). "Stałe" pliki cookies przechowywane są w urządzeniu końcowym Użytkownika przez czas określony w parametrach plików cookies lub do czasu ich usunięcia przez Użytkownika.

W ramach Serwisu stosowane są następujące rodzaje plików cookies:
  1. "niezbędne" pliki cookies, umożliwiające korzystanie z usług dostępnych w ramach Serwisu, np. uwierzytelniające pliki cookies wykorzystywane do usług wymagających uwierzytelniania w ramach Serwisu;
  2. pliki cookies służące do zapewnienia bezpieczeństwa, np. wykorzystywane do wykrywania nadużyć w zakresie uwierzytelniania w ramach Serwisu;
  3. "wydajnościowe" pliki cookies, umożliwiające zbieranie informacji o sposobie korzystania ze stron internetowych Serwisu;
  4. "funkcjonalne" pliki cookies, umożliwiające "zapamiętanie" wybranych przez Użytkownika ustawień i personalizację interfejsu Użytkownika, np. w zakresie wybranego języka lub regionu, z którego pochodzi Użytkownik, rozmiaru czcionki, wyglądu strony internetowej itp.;
  5. "reklamowe" pliki cookies, umożliwiające dostarczanie Użytkownikom treści reklamowych bardziej dostosowanych do ich zainteresowań.
W wielu przypadkach oprogramowanie służące do przeglądania stron internetowych (przeglądarka internetowa) domyślnie dopuszcza przechowywanie plików cookies w urządzeniu końcowym Użytkownika. Użytkownicy Serwisu mogą dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących plików cookies. Ustawienia te mogą zostać zmienione w szczególności w taki sposób, aby blokować automatyczną obsługę plików cookies w ustawieniach przeglądarki internetowej bądź informować o ich każdorazowym zamieszczeniu w urządzeniu Użytkownika Serwisu. Szczegółowe informacje o możliwości i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach oprogramowania (przeglądarki internetowej).
Operator Serwisu informuje, że ograniczenia stosowania plików cookies mogą wpłynąć na niektóre funkcjonalności dostępne na stronach internetowych Serwisu.
Pliki cookies zamieszczane w urządzeniu końcowym Użytkownika Serwisu i wykorzystywane mogą być również przez współpracujących z operatorem Serwisu reklamodawców oraz partnerów.