"Królowa gwiazd" Agnieszka Walczak - Chojecka (Edipresse)

 Gdyby tak poprosić w bibliotece albo w księgarni o jakąś przyjemną, lekką powieść o kilku (najczęściej czterech) przyjaciółkach, miła pani (albo pan) ułożyłaby przed nami spory stosik książek, z których niełatwo byłoby dokonać wyboru. Na dobrą sprawę o przyjaźni napisano już naprawdę dużo, wątki wydają się powtarzać, ileż można czytać o tym samym i co nowego jeszcze można wymyślić? W poszukiwaniach nieco odmiennej, dobrze skrojonej fabuły, wciągającej, lekkiej, ale nie banalnej treści, proponuję zwrócić uwagę na najnowszą, już siódmą powieść w dorobku literackim Agnieszki Walczak-Chojeckiej, slawistki, tłumaczki z języka serbskiego, wieloletniej pracowniczki korporacji, z zamiłowania podróżniczki. Nie miałam wcześniej okazji zapoznać się z jej książkami, tym bardziej miło zaskoczyło mnie spotkanie z "Królową gwiazd".

Królowa może być tylko jedna? Ależ skąd! Bohaterkami są cztery przyjaciółki, aktorki, każda z nich ma nieco inną sytuację życiową i zawodową, swoje problemy, ambicje, nadzieje...
Mirka zwana Miśką, tkwi pod skrzydłami apodyktycznej matki, która chce za wszelką cenę uczynić córkę gwiazdą, ta  jednak walczy o swoje "po swojemu", jest odważna, bezkompromisowa, doskonale radzi sobie w internetowym świcie social mediów, a jej instagramowe relacje okażą się bardzo przydatne. Malwina, atrakcyjna i świadoma swoich atutów, boryka się z kłopotami finansowymi, gra w serialu poboczną rolę, wplątuje się w "skandalik" ze scenarzystą, szuka cały czas swojej szansy na stabilny byt.
Klaudię, niepozornej urody o męskiej posturze, niekoniecznie czeka sława na wielkim ekranie, spełnia się prowadząc zajęcia teatralne dla młodzieży i realizując swoje pasje wspinaczki i nurkowania, los ma dla niej w zanadrzu niespodziankę...
Dominice, żyjącej w cieniu męża- gwiazdora i zatrącającej się w domowej rutynie z opieką nad niepełnosprawnym krewnym włącznie, też życie przyniesie wiele zmian, a jej wiedza z zakresu historii okaże się nieoceniona.

Niby stanowią zgraną paczkę, ale między nimi także toczy się rywalizacja, wszystkie starają się zdobyć rolę w pewnym filmie znanego reżysera, chcą zaistnieć w środowisku. Biorą więc udział w nietypowym castingu, który okazuje  się... tajną misją z historycznymi rekwizytami. Rzecz rozgrywa się podczas filmowego festiwalu na Malcie, wyspie o malowniczej scenerii i ciekawej, choć mało znanej historii.

Dziewczyny nieustannie mają jednak "pod górę", los rzuca im kłody pod nogi, a może same sobie te  (zgrabne) nogi podstawiają? Czy kariera przesłoni ludzkie uczucia? Ile młode aktorki będą w stanie poświęcić dla roli, czy ich przyjaźń przetrwa? Wiem, że to nie brzmi zbyt oryginalnie, ale przecież diabeł tkwi w szczegółach i właśnie te szczegóły sprawiają, że "Królowa gwiazd" to nie kolejna przeciętna obyczajówka o babskich perypetiach, czy komedia romantyczna jakich wiele. Tym, co wyróżnia i uatrakcyjnia tę powieść są różnorodne "smaczki", np. ciekawie pokazane kulisy show-biznesu, wątek zakonów rycerskich, wątek serbski (związany z wojną domową i jej konsekwencjami), a nawet mamy motyw historii sztuki  (Caravaggio).

Autorka zgrabnie wplotła fakty historyczne w fikcję literacką,  napisała dobre, naturalnie brzmiące dialogi,  poprowadziła wartką akcję wrzucając swoje temperamentne bohaterki w wir przygody, takiej w "panasamochodzikowym" stylu. Zabrała czytelników na wycieczkę po Malcie i pokazała najważniejsze zabytki, ale uniknęła szczęśliwie opisów rodem z przewodnika turystycznego. Dostarczyła emocji, zachowując  przy tym umiar, wydarzenia nie są nadmiernie udramatyzowane, a to duży plus.

Nieistotne jest, czy kartki są w odcieniu śnieżnej bieli czy ecru, liczy się to, czy przewracamy je z niecierpliwością, co będzie dalej, czy ze zniecierpliwieniem i skwaszoną miną. W przypadku najnowszej powieści Agnieszki Walczak- Chojeckiej ta druga opcja nie wchodzi w grę, bowiem "Królową gwiazd" czyta się z przyjemnością i zaciekawieniem, bez zgrzytów, za to z apetytem na więcej. Zgodnie z założeniami,  o których pisze autorka w posłowiu, czytelnik otrzymał znakomitą rozrywkę, przygodę, tajemnicę, dużą porcję emocji, barwną galerię postaci, powody do śmiechu i momenty skłaniające do refleksji. Malownicza, rzadko eksploatowana w literaturze, sceneria Malty dopełniła całości, dodając szczególnych walorów i sprawiając, że tak szybko o tej powieści nie zapomnimy.

 

 

 

"Wędrowne ptaki" Karolina Wilczyńska (Czwarta Strona)

Kochani, nie wiem, czy zgodzicie się ze mną, ale uważam, że mieszkańcy dużych miast nie zwracają uwagi na otaczających ich ludzi. Nawet jeśli znają się z widzenia, to w biegu codziennego życia, nie mają czasu na to, by nawiązywać nowe znajomości, o bardziej zażyłych relacjach nie wspominając. Dziś opowiem Wam o czterech kobietach, bohaterkach cyklu Rok na Kwiatowej autorstwa Karoliny Wilczyńskiej, które gdyby nie pewna złośliwość rzeczy martwych, mimo że mieszkają na jednej ulicy i w jednym bloku mijałyby się każdego dnia, wymieniając być może tylko zdawkowe grzecznościowe dzień dobry. Jednak choć one jeszcze tego nie wiedziały, los szykuje dla nich wspaniałą niespodziankę.
 
„Wędrowne ptaki to pierwsza część wspomnianego wyżej cyklu i w nim to właśnie poznajemy Malwinę, Lilianę, Wiolettę i Różę. Wszystkie cztery kobiety wprowadzają się do nowo wybudowanego bloku na ulicy Kwiatowej. Każda ma nadzieję, że nowe mieszkanie będzie także nowym etapem w jej życiu. Kiedy poznajemy osobowości kobiet, niemal od samego początku jesteśmy przekonani, że poza wspólnym adresem, nic tych kobiet nigdy łączyć nie będzie, ponieważ są od siebie diametralnie różne.
 
Malwina to dorosła kobieta, która zachowuje się, jak zbuntowana nastolatka, a wszystko dlatego, że przez całe życie otoczona była ochronnym parasolem  swoich rodziców, którzy spełniając wszelkie prośby córki oraz wspierając jej artystyczną pasję, wychowali ją na bardzo roszczeniową osobę. Wyprowadzając się z domu rodziców, dziewczyna myśli, że nareszcie uwolni się od ich opiekuńczości i będzie mogła być wolna, żyjąc po swojemu.
 
Liliana to pewna siebie, asertywna bizneswomen, która wie, czego chce i konsekwentnie dąży do realizacji swoich planów. Wiele kobiet patrząc na nią i styl życia, jaki prowadzi, mogłoby jej pozazdrościć.
 
Wioletta to gadatliwa matka polka, dla której własne mieszkanie było spełnieniem największych marzeń. Wspólnie z mężem i synkiem Oskarem wyprowadzają się z domu teściowej. Teraz Wioletta może być panią we własnym domu, choć łatwo nie jest, bo Marcin musi ciężko pracować, by spłacić kredyt, a ona sama w zaawansowanej ciąży poradzić sobie z żywiołowym synem.
 
Róża to cicha, wycofana, nieśmiała i niepewna siebie nauczycielka, która wspólnie ze swoimi dwoma kotami wprowadza się na Kwiatową, aby zamknąć bolesny etap w swoim życiu, bowiem dom rodzinny, w którym do tej pory mieszkała, przypinał jej o tym, co trudne i bolesne.
 
Myślę, że teraz, kiedy przeczytaliście te krótkie charakterystyki bohaterek powieści, doskonale widzicie, że są one od siebie tak odmienne, jak żywioły ogień, woda, powietrze i ziemia. Jednak, jak już wcześniej wspomniałam, przypadek sprawił, że drogi kobiet skrzyżowały się. A wszystko zaczęło się tak zwyczajnie od awarii windy, przez którą skazane były na swoje towarzystwo. Ja jednak uważam, że w życiu nic nie dzieje się przypadkiem, na co dowodem jest ta powieść. Nieoczekiwane zrządzenie losu zaowocowało niełatwą, ale bardzo cenną przyjaźnią.
 
Cała powieść podzielona jest odpowiednio na cztery części zatytułowane imionami kobiet i im właśnie poświęcona. Zaznaczyć jednak należy, że ta część cyklu w głównej mierze poświęcona jest Malwinie, którą kilka dni po przeprowadzce dotyka bolesna strata. Dziewczyna nie może się pozbierać, choć życie wymaga od niej dojrzałości i odpowiedzialności, stawiając przed nią trudne wyzwania. To właśnie przyjaciółki wprost i bez znieczulenia uświadamiają jej, że to nie zapis w metryce urodzenia świadczy o naszej dorosłości.
 
„Samo życie pokazało mi, jak bardzo się myliłam. Zrozumiałam, że dojrzałości nie weryfikuje się numerem PESEL, ale tym, co robimy i jak potrafimy sprostać nieoczekiwanym i trudnym chwilom. Kiedy zaczynała się jesień, byłam jeszcze dzieckiem i trzydziestka na karku niczego nie zmieniała. Taka prawda. Musiałam dopiero zmierzyć się z prawdziwym życiem, bez ochronnego parasola taty, bez nieustannej troski mamy. Doświadczyć trudów prawdziwej codzienności, poczuć samotność i bezsilność, żeby znaleźć własną siłę, dostrzec i docenić tych, którzy są prawdziwymi przyjaciółmi”.
 
Poznajemy również od środka prawdę o codzienności pozostałych kobiet, lecz rozdziały im poświęcone przedstawiają głównie punkty widzenia i postrzegania osób swoich sąsiadek oraz sytuacji Malwiny, dlatego dla niektórych czytelniczek może okazać się nużące czytanie o jednej i tej samej sytuacji z różnych perspektyw. Mnie to jednak zupełnie nie przeszkadzało, co więcej pozwoliło jeszcze bardziej poznać osobowości i sposób postrzegania ważnych życiowych kwestii przez każdą bohaterkę. 
 
„Wędrowne ptaki” to historia o kobietach dla kobiet. Czytając tę książkę, czułam się dosłownie częścią tego wyjątkowego „Kapciowego  klubu”. Z każdą z bohaterek bardzo mocno się zżyłam. Każda stała mi się bliska, choć przyznam szczerze, że nie każda od razu zyskała moją sympatię.
Niezwykłej zażyłości czytelnika z bohaterem sprzyjało zastosowanie przez autorkę drugoobiegowej narracji. Bohaterki w swoich wypowiedziach zwracają się bezpośrednio do czytelnika, przez co, przez całą lekturę miałam wrażenie, że siedzę z każdą z dziewczyn przy herbatce, jak z przyjaciółką i z uwagą słucham tego, co ma mi do powiedzenia.
 
Moje kochane, jeśli macie ochotę na ciepłą, lekką historię, która nie tylko Was zrelaksuje, ale również wzruszy i poruszy. Opowieść o tym, że każdy z nas ma swoją historię i swoje problemy, o których nie zawsze chce i potrafi mówić, choć pozory mogą wskazywać na to, że są osoby, którym niczego w życiu nie brakuje i nie mają powodów do zmartwień, to ta książka jest właśnie dla Was. Historia Malwiny, Liliany, Wioletty i Róży, to dowód na to, że życie może w każdej chwili nas zaskoczyć i może zmienić się tak bardzo, jak nigdy byśmy tego nie przypuszczali.
Ja już wkrótce z ogromną ciekawością sięgnę po kolejny tom cyklu, a Wy skusicie się?
 
Na zakończenie, chciałabym zapytać Was, czy zdarzyło Wam się zawrzeć znajomość, która zaowocowała prawdziwą przyjaźnią, choć na początku, nic na to nie wskazywało?
Jeśli tak, opowiedzcie, proszę o Waszych przyjaźniach w komentarzach.

"Pan dr" Sylwia Janik (Novae Res)

 Książka ,, Pan dr ” intryguje już na wstępie swym tytułem. Jednak zanim opowiem co sądzę o tej historii, przedstawię  zewnętrzną stronę tej powieści.

 Książka jest formatu A5, utrzymana w kolorystyce bieli z obrazem lekarza, trzymającego strzykawkę dłoni z jakąś substancją.  Książka nie posiada okładki z skrzydełkami oraz spisu treści.  Kartki są koloru białego, a czcionka przyjemna dla oka, rozdziały ponumerowane ułatwiają odnajdowanie się w treści. Całość oceniam na: 5

Teraz zajrzyjmy do środka. Całą historię poznajemy z perspektywy Tamary Rajtar, oddanej przyjaciółki, na którą można polegać w najtrudniejszych chwilach życiowych.  Jako pani psycholog jest ambitna, konsekwentna i potrafi umiejętnie wykorzystać swoją wiedzę. Nieobce są jej różne problemy z jakimi zmagamy się na co dzień, na każdy problem ma swój sposób,  by się go pozbyć. Wszystko zmienia się gdy poznaje Oliwera Flovesa.  Jak do tego dochodzi?  Wspomniałam już, że Tamara to idealna przyjaciółka. Kiedy Eliza  dzwoni ze szpitala zapłakana, ta spieszy na pomoc. Okazuje się, iż jej narzeczony miał wypadek i jest w ciężkim stanie.  Muszę przyznać, że autorka w genialny sposób ukazuje psychikę ludzką w różnych momentach życiowych. Załamana Eliza zrobi wszystko by pomóc ukochanemu,  ale lekarz prowadzący okazuje się  nie tylko przystojniakiem,  lecz i bucem. Tak, owym prowadzącym jest właśnie Oliwer.  Jak się domyślacie Tamara i Oliwer wpadają sobie w oko od pierwszych chwil. Jednak sielankowość, romantyczność szybko znika  niczym  zapomniana woda wstawiona na gazie. Kiedy umiera Igor na łóżku szpitalnym, a Eliza była ostatnią osobą, która odwiedziła ukochanego.  Zaczynamy się razem z bohaterką zastanawiać, czy aby na pewno umarł on śmiercią naturalną? Czy może jej przyjaciółka, zakochana po uszy, zabiła narzeczonego?  Autorka uśpiła mnie tym przewidywalnym romansem oraz  czujność, by za chwilę podłożyć taką petardę. Od tego momentu akcja nabiera tempa. Zaczynamy zastanawiać się,  szukać wyjaśnień tego całego zdarzenia.  Na plus zasługują także dialogi, rozbawiające do łez. Muszę przyznać, iż podobała mi się ta historia, na pewno należąca do nieprzewidywalnych, lekkich  i wciągających.

Podsumowując: książka zasługuje na uwagę  z kilku przyczyn. Po pierwsze wspaniałe połączenie różnych gatunków literackich w jedną genialną całość. Po drugie napisana jest potocznym językiem z elementami naukowymi związanymi z medycyną, co sprawia, że czyta się ją szybko. Po trzecie  dialogi świetnie okraszone humorem. Elementy medycyny i psychologii są przedstawione ciekawie, a pytanie jakie zadaje nam autorka jest dla mnie poezją. Mianowicie: jak dobrze znasz swoich bliskich ? Co do głównej bohaterki jest sympatyczna i polubisz ją od pierwszych stron. Przewidywalna ? Do pewnego stopnia, potem to już jest jazda bez trzymanki. Zakończenie jest zaskakujące. Jeśli interesujecie się psychologią czy medycyną to koniecznie musi ją przeczytać.

 

 

 

 

 

"Dni naszego życia" Małgorzata Mikos

Kochani dziś chcę opowiedzieć Wam o książce, która roztrzaskała mnie emocjonalnie. Z natury jestem osobą, której mocno na sercu leży dobro drugiego człowieka. Nie potrafię przejść obojętnie wobec osoby, która czasami potrzebuje tak mało, aby wywołać uśmiech na jej twarzy. Swego czasu będąc nastolatką, byłam wolontariuszką w domu seniora. Muszę przyznać, że jestem wdzięczna losowi za każdą spędzoną tam chwilę, ponieważ czas ten, okazał się dla mnie niesamowitą lekcją pokory i pozwolił otworzyć się na drugiego człowieka. Patrząc na twarze tych starszych ludzi, których spotkałam na swojej drodze, w ich spojrzeniach można było dostrzec samotność, smutek, tęsknotę, a wystarczył mały gest, by choć na chwilę przywrócić im uśmiech i nadzieję. Oni nie oczekiwali wiele, chcieli, tylko aby ktoś ich wysłuchał.
Zapewne zastanawiacie się teraz, dlaczego piszę Wam o tym wszystkim. Otóż książka Pani Małgorzaty Mikos „Dni naszego życia”, po której lekturze nadal nie mogę pozbierać się emocjonalnie, skłoniła mnie do wspomnień z tamtego okresu w moim życiu. Za chwilę przekonacie się dlaczego.
Zanim jednak opowiem Wam o samej książce, jak to zwykle mam w zwyczaju, zapraszam Was na chwilę rozważań i przemyśleń nad tym, co ważne i nieuniknione, a jednak często spychane w głąb naszej świadomości. Dziś porozmawiamy o czasie, schyłku ludzkiego życia. Mówiąc wprost o starości, która, jak ja to zawsze powtarzam, jest jedną z niewielu rzeczy, która się Panu Bogu nie udała. Zapewne teraz wielu z Was pomyśli sobie „przecież jestem młody, to mnie nie dotyczy”. Nic bardziej mylnego kochani, choć w pędzie codziennego życia o tym nie myślimy. Starość dotknie każdego z nas.
To, co według mnie jest najbardziej bolesne i uderzające to, fakt, że ludzie starsi spychani są tak jakby na boczne tory życia. Młodzi ludzie żywią przekonanie, że takie osoby nic nie wiedzą o życiu, niczego nie mogą już światu od siebie dać, niejako nie pasują do dzisiejszych czasów. Mijamy ich na ulicy, spotykamy każdego dnia, ale zaaferowani własnym życiem nie poświęcamy tym osobom swojej uwagi, bo przecież życie pędzi, a niestety w czasach, w których przyszło nam żyć, ważniejsze jest to, by mieć niż być. Stąd też często osoby starsze czują się samotne w tłumie. A, jak się przekonacie, sięgając po książkę Pani Małgorzaty, jeśli tylko zechcecie ich wysłuchać, mogą oni ofiarować Wam od siebie bardzo wiele.
 
Piotr jest osiemdziesięciolatkiem, który przez mieszkańców miasteczka, w którym żyje, postrzegany jest jako dziwak, tylko dlatego, że wyznaje swoje zasady i żyje po swojemu, nie próbując dopasować się do współczesnych realiów życia. Żyje, jak chce, a nie tak jak oczekują tego od niego inni, bowiem od zawsze jego celem, było bez względu na wszystko pozostać sobą. Niestety jego sąsiadom to nie odpowiada, dlatego zdają się go nie zauważać, traktując niemal jak zło konieczne. Przedwcześnie owdowiały mężczyzna wiedzie samotne życie, a przy życiu trzymają go tylko wspomnienia niezwykłej miłości do ukochanej żony, która, choć minęło już wiele lat od jej śmierci, nigdy nie wygasła. Pewnego dnia los krzyżuje drogi naszego bohatera z młodą dziennikarką, która, choć jest jego sąsiadką podobnie jak inni, nie poświęcała większej uwagi osobie starszego mężczyzny. To spotkanie odmieni życie ich obojga, a wszystko za sprawą wyjątkowego projektu, którego podejmuje się młoda dziewczyna. Piotr zdaje sobie sprawę, że jego życie na tym świecie wkrótce dobiegnie końca, dlatego prosi sąsiadkę, by spisała historię jego życia, aby nie umarła razem z nim. Chce, aby poznali ją  syn i wnuki.
Uwierzcie mi, zadanie nie jest proste, ponieważ historia, której powiernikiem staje się dziewczyna, jest równie piękna, wzruszająca, jak i okrutna oraz bolesna. Poprzez retrospekcję wydarzeń, mamy możliwość poznania kolei życia staruszka już jako dziecka. To, czego doświadczył, może złamać na zawsze nie jednego dorosłego, a co dopiero dziecko. Dorosłe życie również zadało mu bezlitosny cios, przedwcześnie odbierając najlepszą przyjaciółkę i jedyną największą miłość życia.
Nie będę opisywać Wam szczegółów tej wyjątkowej opowieści, abyście sami mogli odkrywać jej głębie i wraz z bohaterem przenieść się do czasów, gdzie największą wartością był drugi człowiek, przyjaźń i miłość, która bez względu na mijający czas pozostaje wieczna.
 
Piotr jest postacią, która od samego początku znalazła miejsce w moim sercu. Czytając „Dni naszego życia”, nieustannie przypominałam sobie moich dziadków, którzy już odeszli, a którzy, kiedy byłam jeszcze małym dzieckiem, często opowiadali mi, o tym, jak dawniej wyglądało ich życie. Teraz, podczas czytania tej książki, często wyobrażałam sobie, że to właśnie ja siedzę z moim dziadkiem i słucham trudnej, ale niezwykłej historii perypetii jego życia. Być może wyda wam się to niedorzeczne, ale ja naprawdę pokochałam tego staruszka. Nie myślcie sobie, że Piotr przez całe życie był ideałem. Jak każdy z nas popełniał błędy, ale jego przeżycia są dowodem na to, że nigdy nie jest za późno, aby je naprawić. Były chwile, kiedy żałowałam, że nie mogę go przytulić. Ta historia to dowód na to, że każdy z nas jest wyjątkowy i skrywa w sercu historię, która jeśli tylko zechcemy ją poznać, może odmienić i ubogacić nasze życie. Nie liczy się wiek, przekonania, czy status majątkowy a człowiek, z którym duchowa bliskość i przyjaźń może okazać się najcenniejszym darem. 
.
Pani Małgorzata Mikos oddała w nasze ręce napisaną pięknym językiem wzruszającą i wyjątkową historię, która pozostawia swój ślad w sercu czytelnika już na zawsze. Nigdy nie zapomnę tej książki i na pewno wrócę do niej nie raz. Płakałam przy niej, smutek i poczucie niesprawiedliwości rozrywały mi serce. Każdemu z nas życzę tak wspaniałej miłości, jaka łączyła, a właściwie łączy do dziś Piotra i jego żonę, bo ta miłość zwyciężyła nawet śmierć. Dla mnie osobiście „Dni naszego życia” to niezapomniana chwila na to, by się zatrzymać i docenić największe wartości, jakie ofiaruje nam życie: miłość, przyjaźń, możliwość obcowania z drugim człowiekiem. Mimo że, tak jak stało się w moim przypadku, książka rozerwała mi duszę na strzępy, autorka nie pozostawia nas bez nadziei, za co bardzo dziękuję.

Kochani, być może niektórym z Was przeszkadzać będzie powolna akcja tej książki oraz skrupulatne opisy przeżyć bohatera. Dla mnie jednak jest to jej atutem, gdyż według mnie jest to książka adresowana do ludzkich serc i dusz. Nie da się jej przeczytać bez głębokiej refleksji, dlatego autorka poprzez niespieszną akcję daje nam czas na zastanowienie się nad własnym życiem i hierarchizacją cenionych przez nas wartości. Chce, abyśmy dokładnie poczuli to, co każdego dnia od wielu lat czuje Piotr.
 
Nie znajdę chyba już więcej słów na to, aby utwierdzić Was w przeświadczeniu jak, niezwykłe w swoim wyrazie są „Dni naszego życia". Przeczytajcie, a przekonacie się sami.
Na zakończenie, chcę tylko prosić Was, abyście rozejrzeli się wokół siebie. Być może, każdego dnia mijacie samotną starszą osobę, która pragnie, by ktoś zechciał ją wysłuchać. Pamiętajmy my też, kiedyś możemy znaleźć się na miejscu tych osób, a dobro naprawdę powraca.