"Piękno i zamęt" Weronika Kulesza (Novae Res)

 Książka ,,Piękno i zamęt” zaskoczyła mnie swą niecodzienną formą. Jednak zanim wgryzę się głębiej w treść, pozwólcie, że zacznę od wizualnej części. Na matowej okładce ze skrzydełkami  nie pozostają odciski palców, co jest dobre. Standardowy format i przyjemna czcionka dla oka ułatwiają szybkie czytanie. Kartki są koloru beżowego a każdy rozdział jest zatytułowany. Całość jest utrzymana w kolorystyce czerwieni,  jak się okazuje ma związek z treścią, co bardzo mi się spodobało. Uwielbiam bowiem kiedy okładka współgra z fabułą. Na końcu mamy spis treści. Całość więc oceniam na:5

Teraz postaram się przybliżyć troszkę bohaterów,  jakich spotkałam na kartach powieści.

Głównym bohaterem jest Sober, ma 22 lata i jest psychopatą, mordującym ludzi. Uwielbia grać na fortepianie żałobne pieśni i malować okaleczonych ludzi. Kocha widok krwi, która go podnieca i uspokaja. Przez całą książkę staramy się zrozumieć postępowanie chłopaka i co nim kieruje.

Blair  tak jak Sober również jest psychopatką. W jej głowie jest ogromny bałagan, ma zwidy, omamy, słyszy głosy, karzące robić jej złe rzeczy. Dziewczyna często traci przytomność, co powoduje, że jest zagubiona i tak jak Sober czuje się lepsza od innych ludzi i wyjątkowa.

No i mamy Nicolasa, który przepraszam za określenie jest taką „dupą wołową”, że tego nie da się opisać. Przyjaciel Sobera z jakim wspólnie grał w zespole i notabene świadek jednego z morderstw. Właśnie tutaj zaczyna się nielogiczność postępowania Nicolasa, który postanawia odnaleźć kolegę. Po co?  To jest chyba już nie ważne, gdyż zostaje zakładnikiem naszego bohatera. Jakby tego było mało potem trafia w ręce Blair (przemilczę już w jaki sposób to się stało). Nicolas widzi doskonale, że tych dwoje to mordercy, postanawia im pomóc. Czy mu się to uda? Czy można wyleczyć psychopatę?  Zabójcy, mieszkający blisko siebie i lubujący się w tym samym to nie za dużo ? Dlaczego jeszcze są na wolności? Tego dowiesz się z książki.

Dodam tylko jeszcze,iże Sober i Blair zaczynają czuć do siebie fascynację, pożądanie, a przede wszystkim zrozumienie: ,, Ja wiem co czujesz, mam tak samo”. Co do stylu, książkę mimo kolokwialnego języka, czyta się  trudno, bowiem mamy dużo opisów i przemyśleń bohaterów. Autorka zaprasza czytelników do świata psychopaty, mamy fabule wgląd w jego myśli, motywy i uczucia. Tak więc jak głosi tytuł to piękny zamęt. Psychologia jest tu fenomenalnie wyeksponowana, czytający mogą zastanawiać się czy tak właśnie wygląda życie psychopaty? Czy to takie mechanizmy i emocje kierują tym człowiekiem?

Jak wspomniałam na początku ta książka mnie zaskoczyła. Pozytywnie, nigdy jeszcze nie czytałam takiej pozycji, która by w tak wspaniały sposób skupiła się na życiu chorego umysłowo człowieka zabijającego  innych. Ukazuje psychopatę pod kątem społecznym i psychologicznym. Coś niesamowitego.

Podsumowując, książka ,, Piękno i zamęt”  nie jest tylko obyczajówka, to psychologia na wysokim poziome, przedstawia życie psychopaty. Pozycja ta wymaga od nas skupienia, nie raz musiałam oderwać się od niej i ,, przetrawić” pewne rzeczy, przemyśleć by znów móc wrócić do tego zwariowanego i szalonego świata. Język choć jest lekki to poprzez mnogość refleksji bohaterów sprawia, iż czyta się tę historię wolniej. Jednak warto zwolnić, by wyciągnąć z tej opowieści ile się da. Kreacja Blair i Sobera jest fenomenalna, zachwycałam  się nimi od samego początku. Nicolas to dla mnie bohater nielogiczny, który zamiast uciekać jak najdalej od naszej dwójki, tkwi w środku tego huraganu z nadzieją, że powstrzyma go sam. Niby wie, iż ma do czynienia z niezrównoważonymi, niebezpiecznymi osobami, jednak zostaje z nadzieją, że stanie się ich wybawcą. Reasumując  - on jest moim minusem, jaki znalazłam w tej książce. Na koniec mogę tylko powiedzieć,  Pani Weroniko, gratuluję wydania tak oryginalnej historii, zachwycającej swym szaleństwem i pięknem ludzkiej, mrocznej natury.  Jeśli lubisz psychologię, kryminał i delikatne elementy obyczajówki, jest to idealna książka dla Ciebie.

 

 

 

"Kiedy zniknę" Agnieszka Lingas-Łoniewska (Novae Res)

Od miłości wiele się zaczyna, ale za jej sprawą równie dużo może się skomplikować, czasem daje szczęście, a czasem pozostawia po sobie zniszczenia. Życie bez niej wcale nie jest łatwiejsze, kiedy łączy dwojga ludzi wszystko wydaje się możliwe, dodaje skrzydeł, lecz bywa też, że je podcina. Miłość jednocześnie jest najprostszą sprawą, ale i najbardziej złożoną, zwłaszcza kiedy towarzyszą jej bolesne sekrety.

 

Muzyka i przyjaciele to niekiedy jedyny sposób by jakoś przetrwać kolejny dzień, Mateusz wie o tym doskonale, zresztą w jego otoczeniu nie tylko on jest w takiej sytuacji. Leon również nie ma lekko, co innego Kosma, ale on stoi murem za swoimi kumplami. Zresztą i on skrywa przed innymi to co naprawdę czuje. Każdy z nich ma swoje problemy, którym stawiają czoła, lecz coś zmienia się w ich życiu, nie są już dziećmi i coraz więcej dostrzegają, coś co wcześniej jedynie ich uwierało teraz staje nie do zniesienia, ale tak wiele jeszcze przed nimi. O karierze muzycznej marzy niejeden, zdobywa ją niewielu, Mateusz ma szansę, której tak pragnął, będącą furtką do całkiem innego świata niż ten w jakim egzystuje teraz, ale czy uda mu się ją wykorzystać? Wokoło zaczyna się wiele dziać, przyszłość zaczyna coraz silniej rysować się w jasnych barwach, jeszcze trochę a to co wydawało się mrzonką urzeczywistni się. Rozkwitają uczucia, w jakie nikt jeszcze przed chwilą nie uwierzyłby, wszystko zaczyna być możliwe, ale czy w Rokietnicy szczęście i miłość zostanie dopuszczone do głosu? Cieniem nad tym miejscem zdaje się wisieć przeszłość i tajemnice w niej ukryte, jaki mają związek z Mateuszem i jego przyjaciółmi? Tego nie wiedzą oni, a inni starają się nie wracać do tego co ich naznaczyło … Jednak czy da się ukryć uczucia, gwałtowne i wprost kipiących tuż pod powierzchnią, czekające jedynie na okazję by dać o sobie znać? One wybuchną w najmniej spodziewanym momencie, kto im ulegnie i poniesie tego konsekwencję?

 

Agnieszka Lingas-Łoniewska ma na swoim książki, które zawsze głęboko sięgają w ludzkie dusze i umysły. Pisarka nie zadawala się powierzchownymi emocjami, wybiera te o skomplikowanych źródłach, niełatwe, trudne do opisania. Nie inaczej jest także w „Kiedy zniknę”, pierwszym tomie dylogii z nurtu Young Adult, pełnej młodzieńczych marzeń, pierwszych miłości, ale i trudnych wyborów od jakich nie można uciec. Z bohaterami czytelnik zżywa się już na samym początku historii i zaczyna im kibicować w drodze do urzeczywistnienia ich pragnień, gdzie jak się okazuje trzeba będzie zmierzyć się nie tylko z własnymi problemami. Przeszłość stanowi jeden z wątków „Kiedy zniknę”, ale nie jest ona podana wprost, przeplata się z teraźniejszymi wydarzeniami dając pole do przypuszczeń i jednocześnie odsłaniając ją niewielkimi acz bardzo znaczącymi fragmentami. Agnieszka Lingas-Łoniewska z niesamowitym talentem pisze o uczuciach, tych radosnych jak i o tych związanych z bolesnymi doświadczeniami, nie przytłaczając tymi drugimi oraz nie idąc w kierunku lukrowanej sielanki w przypadku tych pierwszych. Postacie w „Kiedy zniknę” nie zostały sztucznie wykreowane, lecz są jak najbardziej realne, pełne  młodzieńczych pasji, ale i wątpliwości oraz z niełatwymi doświadczeniami. Coś jeszcze wyróżnia tę książkę - oprócz niesamowitej karuzeli emocji – czytelnicy część historii bohaterów odnajdą w twórczości bohaterów, młodych ludzi, którzy stojąc u progu dorosłości mierzą się nie tylko z sobą samymi i światem, lecz również tym co naznaczyło ich rodziców, chociaż nie są tego świadomi …

 

 

 

"Błękitny wiatr" Aneta Zych (Novae Res)

,,Błękitny wiatr”  to bardzo ciekawa książka z gatunku science-fiction.  Powiem szczerze, że moją uwagę przyciągnęła okładka.  Miękka, matowa okłada ze skrzydełkami, przedstawia ziemię oraz człowieka z niesamowicie niebieskimi oczami. Normalnego format, beżowe strony  z przyjemną dla oka czcionką, wszystko to sprawiło, iż czytało mi się ten tytuł bardzo dobrze.

Powiecie no ok, wizualna strona jest świetna, ale co z fabułą?  Czy jest warta uwagi?  Godna polecenia?  Zaraz odpowiem na te pytania.

 Fabuła była dla mnie zaskoczeniem. Niecodziennie czytam ten gatunek, jednak zostałam bardzo szybko wciągnięta do świata kosmitów. Bowiem całą historię poznajemy z ich perspektywy. Co mnie ujęło, to sposób w jaki postrzegali nas Ci nieziemscy przyjaciele. Muszę przyznać, że nie raz uśmiechnęłam się czytając ich komentarze, czy też uwagi dotyczące naszego stylu życia.  Misja, która wymyka się im spod kontroli, zmusza ich by o pomoc prosić Wiatr Włóczykija. Bowiem ich wysłanniczka Laura nie dostarcza im potrzebnych informacji. Tak zaczyna się nasza podróż  w poszukiwaniu i odkrywaniu samego siebie. Książka ta jest bardzo filozoficzna, porusza bowiem takie problemy jak porzucony talent, strach,  zapomniane marzenia, odwagę, itd. Pokazując przy tym nasze życie, które jest piękne, jednak my zapominamy o tym w ferworze pracy i codziennych trudności, gubiąc przy tym to co jest w życiu najważniejsze.

Bardzo polubiłam kreację Włóczykija, przejmującego rolę przewodnika, nauczyciela i przyjaciela. To właśnie on, przybierając różne postacie, uświadamia bohaterkę co do jej  błędnych decyzji i stara się pokazać  jak ma żyć. Oczywiście wszystko to ma na celu, by Laura  znowu mogła kontaktować się z kosmitami, którzy wiernie obserwują i kibicują wysłanniczce w podróży.  Co do tej bohaterki, nie wywołała ona u mnie żadnych emocji.  Natomiast kosmici są odskocznią od poważnych, nostalgicznych dylematów poruszanych w książce. Te zabawne stworzonka nieraz wywołały na mojej twarzy uśmiech, a ich postrzeganie życia ludzkiego jest bardzo zabawne. Nie rozumieją oni naszego ,, nieinteligentnego” zachowania. Bardzo ich polubiłam za częste cięte, ale trafne komentarze.

Podsumowując, książka ,,Błękitny wiatr” to powieść jaka sprawi, że zaczniesz się zastanawiać nad własnym życiem. Wywoła uśmiech, lecz i wzruszenie. Napisana lekkim stylem, zawiera w sobie dużo mądrości i refleksji. Chociaż czyta się ją szybko to poprzez skłaniane czytelnika do myślenia, zostaje z nami na dłużej. Bohaterowie są bardzo dobrze wykreowani, ale główna bohaterka  troszkę odstaje od pozostałych postaci. Brakowało jej tego „czegoś”. Jednak Wiatr i kosmici nadrabiają jej braki  oraz dodają książce energii. Sama fabuła jest niczym podróż wgłąb umysłu człowieka. Pokazuje nasze decyzje, życie oraz błędy jakie popełniamy. Warto przeczytać tę historię. Polecam w szczególności osobom, lubiącym mądrą, aczkolwiek lekki tytuł, skłaniający do różnych przemyśleń.

 

 

 

"Stróże" Jakub Ćwiek (Sine Qua Non)

 Czasem rzeczywistość podrzuca niezłą zagwozdkę, która nijak się ma do jakiegokolwiek logicznego wywodu. Po prostu trzeba przyjąć to co się dzieje za prawdę, nawet jeśli wydaje się jakąś fantasmagorią, albo … przyznać, że postradało się zmysły. To drugie bywa wygodniejsze i człowiek jest mniej narażony na różnorakie dziwne doznania, zwłaszcza kiedy w tym zamieszaniu główną rolę odgrywają Aniołowie – tak boscy wysłańcy i Loki, bóg wielu wad na czele z kłamstwem.

 
To miało być zwykłe śledztwo, tak przynajmniej do pewnego momentu sądził Komisarz Ryjek, wezwany na miejsce pewnej zbrodni. Jednak bardzo szybko przekonał się, że w tej sprawie nic nie jest takie jak się wydaje, bo jeśli widzi się anioła, przedstawiającego się imieniem Butch to co może być zwyczajnego? Nic? No właśnie, a jest to dopiero początek wszystkiego czyli dochodzenia niebiańsko-ziemskiego z silnym wątkiem boskim pod postacią niejakiego kłamcy i oszusta vel Lokiego. Duet anielsko-policyjny musi stawić czoła zamieszaniu jakie powstało po konszachtach anielskich stróżów i boskiego szachraja w celu ochrony wcale nie niewinnych ludzi. Jakby tego było mało trzeba także przypomnieć niektórym osobnikom ze skrzydłami jak powinni wypełniać obowiązki oraz więcej niż pogrozić tym mniej ortodoksyjnym opiekunom gatunku ludzkiego. Jednak to nie koniec, bo  dopiero czeka na tę parę prawdziwie brudna robota, gdzie policyjne doświadczenie oraz uprzedzenia pewnego Anioła okażą się doskonałymi środkami by rozwiązać niejasną zagadkę i jeszcze wyjść żywym z boskiego pojedynku. Komisarz Ryjek nie spodziewał się takiego obrotu sprawy, lecz kto by miał mu to za złe, jakby nie było święci garnków nie lepią, ale do policyjnej roboty nadają się pierwszorzędnie …
 
Kto powiedział, że anioł stróż ma białą, róż i błękit także wchodzi w rachubę, długą szatę i w ogóle każdy posiada takiego niebiańskiego opiekuna? Na pewno nie Jakub Ćwiek i bohaterowie jego książki „Stróże”. Jeżeli jesteście nastawienie na anielską opowieść to trafiliście dobrze pod jednym jednakowoż warunkiem – powinniście również lubić jazdę bez trzymanki i to taką z gatunku ekstremalnych. Autor nie owija niczego w przysłowiową bawełnę, więc postacie mają charaktery mniej lub bardziej podszyte czarnym humorem, łagodność raczej też nie jest im dobrze znana, za to co nie miara w nich ironii, sarkazmu oraz niektórym knowania i oszustwa wychodzą też nad wyraz dobrze. W końcu jeśli jednym z pierwszoplanowych bohaterów jest nordycki bóg Loki to trudno spodziewać się by nagle zmienił swoje przyzwyczajenia, nawet jeśli pozostaje na usługach aniołów – tak TYCH aniołów, zresztą ci ostatni mają też co nieco za uszami. Oczywiście panowie „A” powinni być nieskazitelni, lecz jeśli często przebywają na naszym padole ziemskim to nie ma czemu się dziwić, iż niekiedy dają się zwieść na manowce, oczywiście tylko dlatego, że chronią ludzi. No właśnie od tego wszystko się zaczyna i czasem również kończy, zajęcie anioła stróża wcale nie jest takie proste jak wielu się wydaje, a ile przy tym różnorodnych pokus i okazji by trochę nagiąć zasady. Jakub Ćwiek w swoim najlepszym stylu stworzył historię, podczas lektury której głośny śmiech nie jest niczym nadzwyczajnym, podobnie jak i zupełnie nieprawdopodobny przebieg wydarzeń bardzo szybko uznawany za jak najbardziej pasujący do wątków. „Stróże” zapraszają czytelników do śledzenia dochodzenia z anielskimi zawodowcami, wspieranymi przez wrocławskiego policjanta, mającego  to i owo oraz jeszcze więcej za narządami słuchu, w jakim dużo namiesza niejaki Loki oraz my sami czyli ludzie.

Autor: o 20:54