"Trzy razy miłość" Jolanta Kosowska (Novae Res)

Kiedy tylko przeczytałam opis książki, bardzo chciałam ją przeczytać. Gdzieś tam wierzyłam, że ta historia będzie jedną z tych, które zostaną  w mojej pamięci.
Czy tak się stało?

Tak sobie myślę, że najgorsze w związkach są niedopowiedzenia. Historia naszych bohaterów mogła być piękną, słodka i pełna namiętności bajką, gdyby nie fakt, że Autorka postanowiła pogmatwać im życie, stawiając ich na piedestale par bez przyszłości.

Martyna studiuje medycynę. Jest poukładaną, samodzielną i bardzo pilną studentką. Za dobre wyniki w nauce otrzymuje stypendium i dodatkowo dorabia, udzielając korepetycji.
Łukasz kończy fizjoterapię, ale marzy o medycynie. Gra w piłkę ręczną i jest dobrze rokującym zawodnikiem.
Początek relacji Martyny i Łukasza nie zapowiadał, że tych dwoje cierpi na ''dwubiegunowość lub jakieś inne schorzenie'', ponieważ ich związek rozwijał "standardowo". Problem pojawił się, kiedy ojciec Łukasza poprosił Martynę o korepetycje. Miała ona udzielać ich Łukaszowi, aby przygotować go do egzaminów na medycynę. Dziewczyna z entuzjazmem i zapałem podeszła do tematu, natomiast Łukasz, nie dość, że miał ogromne braki, to bimbał sobie równo. Kiedy okazało się, że Martyna może nie zaliczyć roku, obudziła się w porę i rzuciła w diabły tego niewiedzącego czego, chce od życia, rozpieszczonego chłopca.
Od tej pory zaczęły się rozstania i powroty...pojawiło się też dziecko,  potem kolejne....
Łukasz wpadł w uczuciową matnię, która na przestrzeni lat doprowadziła go do psychicznej samozagłady. I o ile zawodowo można by go uznać za autorytet, o tyle jako człowiek, facet, ojciec okazał się totalnie do niczego. Martyna z kolei miała u swojego boku Krzysztofa - mężczyzna - wzór. Najbardziej poukładana postać tej powieści. Ona sama również radziła sobie całkiem dobrze, gdyby nie ta obezwładniająca tęsknota za miłością... w jej przypadku destrukcyjną.
Czy tych dwoje dostanie szansę od losu i znajdą się kiedyś w odpowiednim miejscu i czasie?
Na to pytanie znajdziecie odpowiedź, sięgając po tę książkę.

Szczerze powiem, że ciężko było mi odłożyć tę książkę, pomimo tego, że w pewnym stopniu mnie zawiodła.
W pierwszej kolejności zawiódł mnie główny bohater, którego Jolanta Kosowska przyodziała w przyciasny garnitur, zakładając mu na głowę przyciasny kask. No za cholerę nie mogłam zrozumieć gościa. Imponował mi jako fachowiec w swoim zawodzie, pięknie mówił o dzieciach z mózgowym porażeniem dziecięcym, które na sam jego widok uśmiechały się promiennie, ale nie zagrał mi życiowo. Niesamowicie dotknął mnie fakt jego obojętności wobec swoich dzieci. Nie odnalazłam w nim ani krzty ciepłych rodzicielskich uczuć. Dla niego najważniejsza była Martyna, a cała reszta mogłaby nie istnieć. Pani Jolanto, stworzyć taki ewenement, to sztuka!
Druga sprawa to zaczęty wątek siostry Łukasza - Ewy, gdzie wcześniej dowiadujemy się, że Łukasz jest jedynakiem (taka niezgodność razi).
Kolejny mankament to akcja dziejąca się na przestrzeni lat... Tutaj już po kilku cofnięciach się w latach, potem po odjęciu dwudziestu sześciu miesięcy i dodaniu kolejnych czterech lat, potem siedmiu, i dziesięciu - wyszło mi, że muszę skończyć liczyć, bo okaże się, że nasi bohaterowie już dawno wąchają kwiatki od spodu.
Raziła mnie masa powtórzeń oraz opisów, które w tej historii nie były zoptymalizowane.
I teraz minus do Wydawcy;  Czcionka taka, że bez lupy nie podchodź, co przekłada się na wydłużony czas czytania. Numeracja stron mikroskopijna.

W ogólnym rozrachunku ta historia jest naprawdę interesująca. Gdyby tak nie było, po przeczytaniu kilku kartek, rzucałabym książką w kąt i wracała do niej z przymusu. A tak nie było. Zwyciężyła ciekawość, w którą stronę Pani Jolanta poprowadzi swoich bohaterów, co się jeszcze wydarzy ( a działo się dużo)
”Prawdziwa miłość zaczyna się kiedyś i później trwa już wiecznie..”
Jeśli lubicie powieści o miłości, która rani, boli, dławi, zabiera energię, a przy tym jest tak niewyobrażalnie silna, to zachęcam do przeczytania.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję portalowi Czytajmy polskich autorów oraz Wydawnictwu Novae Res.

 

 

 

 

"Grzesznica"Dorota Wachnicka (wyd. Edipresse Książki)

Bez względu na to, jakiego rodzaju tajemnicę staramy się ukryć, nigdy nie można być pewnym tego, że prawda nie ujrzy światła dziennego. Osobiście hołduję zasadzie, że od kłamstwa wolę najgorszą prawdę i dlatego na początku ciężko było mi zrozumieć i polubić bohaterkę książki ''Grzesznica" Doroty Wachnickiej.

Dominika urodziła się z zamiłowaniem do życia w luksusie. Zafascynowana zdjęciami z wielkiego świata, marzyła o takim życiu. Jej rodzice byli dyplomatami i na ówczesne lata stanowiło to otwartą furtkę na Zachód, o czym zwykły śmiertelnik mógł pomarzyć. Kiedy ojciec Dominiki został nominowany do objęcia stanowiska ambasadora Polski w Belgii, Dominika akurat przezywała swoje pierwsze miłosne uczucie, które zatrzymało ją w Polsce. Jednak kiedy chłopak zostawia ją dla innej, Dominika dołącza do rodziców, którzy po kolejnej nominacji ojca Dominiki, przebywali w Stanach Zjednoczonych. Dominika oprócz solidnego wykształcenia zdobywa też inne umiejętności. Bycie luksusową prostytutką otwiera jej drzwi do życia, o jakim zawsze marzyła. Obracała się w świecie przepychu i rozwiązłości. Za swoje usługi zgarniała sowitą zapłatę, a oprócz tego obdarowywana była kosztownymi prezentami. Zwiedzała świat i spotykała na swej drodze mnóstwo ludzi. Na szczęście na jej drodze stanął Marcus, za którego Dominika wychodzi za mąż. Młodzi małżonkowie, na wieść o tym, że zostaną rodzicami, wyprowadzają się do Londynu, by po dwóch latach osiąść w Polsce. Dominika to taki wolny duch i szybko dociera do niej, że bycie matką na pełen etat, wcale jej się nie podoba, dlatego podejmuje pracę w firmie konsultingowej. Wśród jej współpracowników jest ktoś, kto zna jej przeszłość. Michał jest bardzo religijnym człowiekiem i pod  otoczką zagorzałego katolika, korzysta z uciech, jakie oferują agencje towarzyskie. W jego mniemaniu hipokryzja ta, z automatu jest rozgrzeszana  podczas codziennych porannych mszy św i nie czuje on wyrzutów sumienia wobec żony. Michał w obawie, że zostanie rozpoznany przez Dominikę, posuwa się do okrutnego podstępu. Jak potoczą się dalsze losy bohaterów, którzy mają wiele do ukrycia? Czy prawda wyjdzie na jaw?

Dorota Wachnicka zabiera nas do świata, pełnego luksusu, wypchanych portfeli, kosztownych prezentów i uciech cielesnych. Strzępki wspomnień Dominiki uświadomiły mi, że jej miłość do luksusu była silniejsza od poszanowania własnej godności. Uważam, że aby pracować w tym fachu,  trzeba być chyba kobietą pozbawioną zahamowań i nieanalizującą zbyt wiele. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że Dominika nigdy nie żałowała swojej przeszłości.Na początku nie poczułam sympatii do głównej bohaterki. Nie lubiłam jej za tę małostkowość, za to pragnienie mamony, za tajenie prawdy przed niezłomnym mężem, który odnajduje się w każdym życiowym zadaniu. Kiedy jednak historia brnęła dalej i Autorka pokazałanam Dominikę jako kochającą żonę i troskliwą matkę, odkrywałam w niej całkiem fajną kobietę.

Dorota Wachnicka stworzyła bardzo wiarygodnych bohaterów. Postać Michała, mimo iż to czarny charakter tej historii, została pokazana po mistrzowsku. Książkę bardzo szybko się czyta, a to z uwagi na bardzo przystępny język, jakim operuje Autorka, oraz na dynamikę akcji. "Grzesznica" jest to opowieść o trudnych wyborach, intrydze i o tym, że przed  grzechami przeszłości nie da się uciec, bo prędzej czy później prawda będzie chciała ujrzeć światło dzienne. Jest to również historia o pięknej miłości męża do żony, bo to Marcus w głównej mierze zasługuje na bycie wzorem w tej powieści. Zakończenie stanowi element zaskoczenia, ale o tym musicie przekonać się sami!

 

 

 

"Punkt widzenia" Małgorzata Rogala (wyd. Czwarta Strona)

Zbyt często punkt widzenia nie jest obiektywny, ale uzależniony od otoczenia, osobistych doświadczeń i niestety obiegowych opinii. Trudniej jest spojrzeć na pewne sprawy z dystansem, lecz i z empatią, natomiast o wiele łatwiej zostać niewidocznym. Jednak czasem życie zmusza człowieka do przemyślenia własnej postawy, bywa, że wystawia ono również bolesny rachunek za brak właściwej reakcji w chwili gdy sytuacja tego wymagała.

 

Zbrodnia i kara, dwa słowa, wydające się aż nadto zrozumiałe w swym znaczeniu. Ale to jedynie pozory, gdyż pomiędzy nimi jest jeszcze prawo i jego następstwa w postaci wyroku. Najpierw jednak jest przestępstwo, na które zbyt często patrzy się zbyt wielu perspektyw, to, co dla jednych wydaje się oczywiste, inni widzą całkowicie odmiennie. Kiedy dochodzi do zabójstwa córki warszawskiego sędziego nagle staje on wraz z rodziną po drugiej stronie – ofiar i ich bliskich. Śledztwo prowadzi Agata Górska i Sławek Tomczyk, zdający sobie sprawę, że na wyniki z niecierpliwością czeka nie tylko zwierzchnik, lecz zwłaszcza rodzice zamordowanej. Oboje już nieraz stawali przed zrozpaczonymi bliskimi i wiedzą, że oczekiwania wobec nich są zawsze takie same, jednocześnie bardzo proste i nadzwyczaj trudne – by jak najszybciej odnaleźli sprawcę. Tym razem szybko zauważają, iż wiele się przed nimi ukrywa, a niezbite fakty są jedynie takimi na pierwszy rzut oka, na drugi już dostrzega się w nich niejasności i skrywane sekrety. Osobiste doświadczenia także odgrywają rolę i nie tak łatwo jest oddzielić je od części zawodowej, a wszyscy wokoło domagają się odpowiedzi na pytanie kto i dlaczego, chociaż to ostatnie zaczyna splatać się z  młodzieńczą zapalczywością, poczuciem sprawiedliwości oraz wydarzeniami, które wydawały się być przeszłością.

 

Specjalistka psychologicznego suspensu, pokazuje się od najlepszej strony w najnowszej książce w towarzystwie znanych już czytelnikom bohaterom. Małgorzata Rogala w „Punkcie widzenia” daje czytelnikom nie tylko zagadkę kryminalną, ale i sporo tematów do rozważań, co zresztą stało się już jednym ze znaków rozpoznawczych twórczości pisarki. Nim poznamy odpowiedzi na wszystkie pytania wraz z policjantami prowadzimy dochodzenie, w jakim ich osobiste doświadczenia oraz teraźniejsza sytuacja życiowa splatają się z pracą oraz wątkami śledczymi. Autorka nie „ślizga” się po powierzchni problemów, lecz wchodzi głęboko w umysły postaci oraz w wewnętrzną motywację. Tytułowy punkt widzenia rozkładany jest na czynniki pierwsze, widzimy go oczami różnych bohaterów, możemy się z nim zgadzać bądź nie, lecz od podszewki pokazane są jego źródła. Małgorzata Rogala nie boi się pokazać kontrastowych opinii, pokazania prawdziwego obrazu naszej rzeczywistości z problemami, które są zbyt często spychane w kąt, aż do momentu gdy uderzają w nas osobiście. Właśnie na takiej chwili opiera się część fabuły, oddana z detalami tymi emocjonalnymi, jak i dochodzeniowymi, skądinąd szczegóły tego rodzaju są ogromnym atutem powieści. Jak przystało na rasowy kryminał osią akcji jest poszukiwanie odpowiedzi na pytanie „kto zabił”, podąża ono kilkoma ścieżkami, dając złudne nadzieje na szybkie rozwiązanie. Jednak nie tak łatwo przebić się przez mur sekretów, przemilczeń, ślepej miłości oraz dobrze przemyślanej zbrodni. Finałowe odkrycie kart przynosi nie tylko zaskakujący wynik śledztwa, lecz i pozostawia w czytających echo poruszanych problemów.

 

 

„Naucz się beze mnie żyć” Angelika Ślusarczyk (wyd. WasPos)

 
Zanim jednak opowiem Wam o samej książce, poproszę Was o to, abyście zamknęli na chwilę oczy i razem ze mną wybrali się we wspomnieniach do czasu, kiedy przeżywaliście swoje pierwsze miłości. Kiedy jeszcze byliście tak bardzo ufni i widząc świat przez różowe okulary, wierzyliście, że ten, którego obdarzyliście uczuciem, będzie tym pierwszym i jedynym na całe życie. Teraz z perspektywy czasu zapewne zgodzicie się ze mną, że było to myślenie bardzo naiwne i życie mocno zweryfikowało siłę pierwszych miłości.
Dziś przekonacie się jak, bardzo mocno przeszłość i niespełniona miłość może ukształtować naszą teraźniejszość.
 
Poznajcie Wiolę, główną bohaterkę powieści, Już jako bardzo młoda dziewczyna poczuła smak łez i dotkliwy ból, kiedy los bezlitośnie z niej zadrwił. Choć tamtejsze zdarzenia kosztowały ją wiele, to jednak w jej życiu pojawił się ktoś, kto na nowo nauczył ją wierzyć we własne szczęście i rozpalił w sercu żar prawdziwej miłości, takiej na zawsze. Jednak i tym razem życie było wobec zakochanej dziewczyny bezwzględne bowiem, tak samo, jak niespodziewanie uczucie to zrodziło się między nią a Mateuszem, który stał się dla niej wszystkim, tak samo nagle zostaje jej odebrane.
Choć w momencie, kiedy my czytelnicy wkraczamy w życie Wioli od chwili, gdy po raz ostatni widziała swojego ukochanego, minęły już trzy lata, do dziś słyszy słowa „Naucz się beze mnie żyć”, które były ostatnimi, jakie Mateusz wypowiedział w dniu, w którym bez słowa odszedł i zniknął bez śladu.
 
Zapewne jesteście ciekawi, co stało się w życiu naszej bohaterki, zanim poznała Mateusza i dlaczego chłopak porzucił ją skoro byli ze sobą szczęśliwi, nie próbując nawet nic tłumaczyć, ani wyjaśniać. Jeśli tak, to nie musicie się martwić, wszystkie odpowiedzi na nurtujące Was pytania znajdziecie na kartach książki, a to znaczy, że koniecznie musicie ją przeczytać.
 
Dziś Wiola jest dorosłą młodą kobietą, której mimo bolesnych życiowych doświadczeń udało się wiele osiągnąć. Wyrwała się z małej wioski do dużego miasta, gdzie rozwija swój coraz lepiej prosperujący gabinet kosmetyczny. Ma dwie wspaniałe przyjaciółki, na które może liczyć. Wydawać by się mogło, że doskonale sobie radzi, jednak z biegiem fabuły przekonujemy się, że to tylko maska pozorów skrywająca ogromny ból po stracie miłości swojego życia. Kobieta nie może zapomnieć i przestać kochać. Żyje wspomnieniami, które choć bolą, jednocześnie dają nadzieje na to, że jeszcze kiedyś uzyska odpowiedzi na setki pytań kłębiących się w jej głowie.
A przede wszystkim na to jedno najważniejsze: „Dlaczego odszedłeś”?
 
„Naucz się beze mnie żyć” to bardzo życiowa książka o kobiecie takiej jak Ty i ja. Jej niezwykły realizm zarówno pod względem historii, którą poznaje czytelnik, jak i postaci w niej występujących sprawia, że od początku do końca bardzo mocno utożsamiamy się z perypetiami Wioli. Współczujemy jej, ponieważ naprawdę dostaje mocno w kość od życia. Ale przede wszystkim kibicujemy , trzymając mocno kciuki, aby wreszcie zaznała upragnionego spokoju i miłości, na którą naprawdę zasługuje.
Ogromną Wartością tej książki jest to, że nie jest to tylko historia miłosna. Autorka poruszyła w niej również szereg innych ważnych tematów takich jak: piętno trudnych przeżyć z przeszłości i jego wpływ na to, co jest tu i teraz, a także przyjaźni, której wartość i prawdziwość weryfikuje życie, potrzebę zamknięcia pewnych etapów przeszłości i spalenia za sobą mostów, po to, by zrzucić ciężar, noszony często przez wiele lat, ze swoich barków i poczuć ulgę.
Jak widzicie, nic dodać, nic ująć, samo życie.
 
Pozwolę sobie wspomnieć o samej konstrukcji fabuły książki. Otóż została ona podzielona na rozdziały „Teraz” i „Kiedyś”. Jak nie trudno się domyślić wydarzenia opisane w rozdziałach opatrzonych tytułem „Teraz” opisują obecny kształt życia Wioli i jej codzienność, a te opatrzone tytułem »Kiedyś«, stanowią wspomnienia bohaterki, do których ta często wraca, a nawet można powiedzieć, którymi ciągle żyje, a które mocno wpłynęły na jej tu i teraz.
 
Moi kochani z całego serca polecam Wam ten naprawdę bardzo dobry debiut. Jestem niezmiernie szczęśliwa, że moim pierwszym blogowy, patronatem okazała się tak świetna książka. Jestem pewna, że jeśli tylko Angelika będzie chciała dalej pisać i się rozwijać, na co ogromnie liczę, to przed nią roztacza się wspaniała twórcza przyszłość. Z pewnością usłyszymy o niej jeszcze nie raz.

Ja już nie mogę doczekać się Jej kolejnych książek, a Wam jeszcze raz polecam lekturę „Naucz się beze mnie żyć". Lekkość i swoboda języka, którym posługuje się autorka, sprawi, że książkę tę przeczytacie w mgnieniu oka, a realizm podjętych tematów po przeczytaniu książki skłoni was do przemyśleń z uśmiechem na ustach, ale i z łezką w oku.